Tęcza za horyzontem – też chcielibyście sprawdzić, gdzie to jest? O tym tajemniczym miejscu pisze ostatnio Radomir Darmiła w swojej najnowszej powieści science fiction o takim właśnie tytule.
Od najmłodszych lat jestem właścicielką głodnej wyobraźni – którą nakarmić mogły tylko Opowieści z Narnii, a potem Diuna, Ziemiomorze, czy Malazańska Księga Poległych. Nic więc dziwnego, że zostałam absolwentką polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, a pracę magisterską poświęciłam czytelniczej definicji fantasy. Na moim blogu znajdziecie recenzje książek fantasy i science fiction, powieści historycznych, a od czasu do czasu także dobrego kryminału. Smacznego czytania!
Tęcza za horyzontem – też chcielibyście sprawdzić, gdzie to jest? O tym tajemniczym miejscu pisze ostatnio Radomir Darmiła w swojej najnowszej powieści science fiction o takim właśnie tytule.
Na pewno słyszeliście, że „Kantyczka dla Leibowitza” Waltera M. Millera Jr. jest jedną z najlepszych powieści postapokaliptycznych w historii tego gatunku. A zawdzięcza to zarówno przepełnionemu smutną refleksją podejściu do tematu zagłady, jak i nietypowemu miejscu akcji – klasztorowi, który jest w istocie ostatnim bastionem wartości i cywilizacji.
„Fantastyczna podróż” to dość nietypowa pozycja w twórczości Isaaca Asimova, bo powstała ona na podstawie scenariusza filmu o tym samym tytule, który został nakręcony w roku 1966. Oba utwory opowiadają o nietypowej wyprawie zminiaturyzowanego zespołu specjalistów w celu uratowania życia wybitnego naukowca. To raczej lekka opowieść, choć skutecznie trzyma w napięciu.
Seria „Wehikuł czasu” regularnie ma nam coś ciekawego do zaoferowania, a tym razem jest to „Podniebna krucjata” Poula Andersona – przepełniona absurdalnym humorem opowieść o średniowiecznych rycerzach podbijających kosmos, która miała swoją premierę w 1960 roku.
Po niepokojąco inteligentnym „Impneurium” Andrzej Miszczak nie zwalnia i serwuje nam zbiór opowiadań „Bajki pilotów”, w których opisuje barwne kosmiczne przygody Loisa Yepesa. Z pewnością jest to pozycja fantastycznonaukowa warta przeczytania, a dlaczego, wyjaśniam w niniejszej recenzji.
Czy wiecie, że C.L. Moore była nie tylko autorką i współautorką wielu powieści fantastycznych, ale także żoną Henry'ego Kuttnera? Zachęcona tymi faktami, a także obiecującym tytułem, sięgnęłam po „Poranek dnia zagłady”, by przekonać się, czym charakteryzuje się jej twórczość.
Jak pisał George R.R. Martin, zanim zasłynął „Grą o tron”? Jeżeli chcecie to wiedzieć, koniecznie sięgnijcie po zbiór opowiadań „Piaseczniki”, który w 1982 roku został nagrodzony Locusem. Zawiera on 7 opowiadań science fiction, w których bez trudu można dostrzec wątki pojawiające się w późniejszej twórczości autora – wieczną zimę, smoki, czy też bohaterów zmagających się z własną naturą i niesprawiedliwym losem.
Lektura „Czytelniku, nienawidzę Cię!” sprawiła mi sporo czytelniczej frajdy, więc z chęcią sięgnęłam po kolejny zbiór opowiadań Henry'ego Kuttnera, który został wydany w serii „Wehikuł czasu”. Tym razem zawiera on nie tylko utwory fantastycznonaukowe, ale także opowiadania z elementami fantasy oraz horroru.
Moim zdaniem „451 stopni Fahrenheita” to jeden z najważniejszych fantastycznonaukowych utworów wszech czasów, a dystopiczna wizja świata, w którym pali się książki, zapewne nie tylko mnie po prostu przeraża. Postanowiłam więc sprawdzić, jak wypadła jedna z moich ulubionych pozycji w wersji graficznej – a warto wiedzieć, że jest to wersja autoryzowana przez Raya Bradbury'ego i zawierająca napisany przez niego wstęp.
„Czytelniku,
nienawidzę Cię!” Henry'ego Kuttnera to zbiór trzynastu opowiadań, w
których hard science fiction spotyka się z humorem i absurdem, a
jest to spotkanie zdecydowanie udane.
Kolejna pozycja z serii „Wehikuł czasu”, za którą się zabrałam, to rozszerzona wersja mikropowieści nagrodzonej Nebulą w roku 1967. A mowa oczywiście o utworze „...i ujrzeli człowieka” Michaela Moorcocka, inteligentnie łączącym pierwiastki psychologiczne, religijne i filozoficzne.
John Wyndham wyrasta na moje tegoroczne odkrycie w dziedzinie science fiction, bo bardzo spodobały mi się jego wizjonerskie powieści „Dzień tryfidów” i „Poczwarki”, ale to napisane w 1957 roku „Kukułcze jaja z Midwich” zrobiły na mnie największe wrażenie. A co było tego powodem, opisuję w niniejszej recenzji.
Po przeczytaniu intrygującego „Płomienia” Magdaleny Salik z niecierpliwością wyczekiwałam jej kolejnej książki, by przekonać się, jakie technologiczne zagadnienia w niej poruszy. Bez przydługiego wstępu zapraszam zatem do przeczytania mojej recenzji thrillera science fiction zatytułowanego „Wściek”.
„Rękopis Hopkinsa” R.C. Sherriffa to już prawdziwy staruszek wśród klasycznych powieści science fiction, bo został napisany w 1939 roku. Jego głównym tematem jest apokalipsa spowodowana upadkiem Księżyca na Ziemię oraz jej konsekwencje widziane oczami tytułowego Hopkinsa, czyli skromnego brytyjskiego hodowcy drobiu.
Jeżeli chcecie zanurzyć się w świat Cyberpunka 2077, możecie teraz sięgnąć nie tylko po jej wersję komputerową, w tym najnowszy dodatek „Widmo wolności”, ale także po książkę Rafała Kosika „Bez przypadku”, która znakomicie oddaje duszny klimat i nieustanne poczucie zagrożenia, które towarzyszą wszystkim mieszkańcom Night City.
„Spotkanie z Ramą” Arthura C. Clarke'a to kolejna klasyczna powieść fantastycznonaukowa, która wyszła w serii „Wehikuł czasu”. Została napisana w 1973 roku i zdobyła szereg nagród: Hugo, Nebulę, Campbella, Locusa i Jupitera. W moim prywatnym rankingu znajduje się jednak zdecydowanie poniżej „Końca dzieciństwa” tego samego autora, które wywołało we mnie zdecydowanie więcej emocji i refleksji.
Napisane w 1954 roku Olśnienie Poula Andersona to jedna z tych wizjonerskich książek, które nadal potrafią zaskoczyć oraz pobudzić szare komórki do wytężonej pracy. Uważam, że to jedna z ciekawszych propozycji z dobrze Wam już pewnie znanej fantastycznonaukowej serii Wehikuł czasu Rebisu.
Powieść mozaikowa Chindōgu Marty Sobieckiej jest udaną kontynuacją cyberpunkowego tomu opowiadań Algorytm życia. Znana już czytelnikom policjantka Kaori Nakamura prowadzi kolejne sprawy, w których kluczową rolę odgrywają nowoczesne technologie i ludzie, którzy się nimi posługują w bardziej lub mniej moralny sposób. Nie zabrakło tu oczywiście czysto japońskiego klimatu z wieloma zachwycającymi smaczkami.
Algorytm życia Marty Sobieckiej to pięć opowiadań osadzonych w Japonii niedalekiej przyszłości, w świecie wkraczającym w erę cyberpunka, których główną bohaterką jest policjantka Kaori Nakamura. To świetna propozycja nie tylko dla miłośników kultury i filozofii Kraju Kwitnącej Wiśni, ale przede wszystkim dla fanów dającego do myślenia science fiction.