21 czerwca 2026

[recenzja] Walter M. Miller Jr „Kantyczka dla Leibowitza” – Skryptorium przyszłości

Na pewno słyszeliście, że „Kantyczka dla Leibowitza” Waltera M. Millera Jr. jest jedną z najlepszych powieści postapokaliptycznych w historii tego gatunku. A zawdzięcza to zarówno przepełnionemu smutną refleksją podejściu do tematu zagłady, jak i nietypowemu miejscu akcji – klasztorowi, który jest w istocie ostatnim bastionem wartości i cywilizacji.


Bowiem Albertyński Zakon Świętego Leibowitza to wyjątkowe miejsce – od dwunastu wieków w tajemnicy przechowuje bezcenną naukową wiedzę w postaci rozmaitych dokumentów, by kiedyś zwrócić ją ludzkości. A doszło do tego, ponieważ po Potopie Ognia mieszkańcy Ziemi zostali zdziesiątkowani, a wielu z nich zmutowało lub oszalało. Co gorsza, nastąpiło także sprostaczenie, gdy prości ludzie zaczęli zabijać wykształconych, winiąc ich za atomową katastrofę. Nasze opactwo jest więc jedną z nielicznych spokojnych przystani w niebezpiecznym świecie, a pobożni mnisi w skryptorium przepisują stare pisma, starając się ocalić je przed zapomnieniem i traktując je jak relikwie. Przeszukują też pustkowia, by odnaleźć pozostałości wiedzy, którą posiadali niegdyś naukowcy.


Ale ani nieskończona władza, ani nieskończona mądrość nie mogą obdarzyć człowieka boskością. Musi bowiem być jeszcze nieskończona miłość. (s. 298)


Kantyczka dla Leibowitza” składa się z trzech części, niczym tryptyk ołtarza, a w każdej na pierwszym planie występuje inny mnich. Łączy ich jednak idealizm, głęboka wiara i silne poczucie misji. A przede wszystkim nadzieja na to, że nadejdzie odrodzenie. Dlatego też tak naprawdę wierzą nie tylko w Boga, ale też w to, że ludzkość zasługuje na drugą szansę, w której kluczową rolę może odegrać wiedza przechowywana dla niej przez zakon. Łączy się z tym oczywiście znaczenie tytułu, bo kantyczka to popularna pieśń religijna przeznaczona dla ludu, często odbierana jako naiwna czy nawet prostacka. Jeden z wyjątkowych elementów tej powieści to harmonijne przeplatanie się religii i nauki – ideałów związanych z tą pierwszą i obiektywnej wartości tej drugiej. Jednak z wydarzeń w książce jasno wynika, że wszystko zależy od tego, w czyje ręce trafi wiedza i w jakim celu zostanie wykorzystana...


Co jest podstawową przyczyną konfliktów, istotą napięcia? (…) Jeśli zadasz to pytanie dwunastu ekspertom, uzyskasz dwanaście różnych odpowiedzi. I znowu ten Lucyfer. Czy istnieją, bracie, gatunki szalone z przyrodzenia? Jeśli urodzimy się jako szaleńcy, jakąż możemy mieć nadzieję na niebo? (s. 325)

 

Autor dotyka tu wielu trudnych zagadnień – a w centrum jest oczywiście kondycja ludzkości i grzechy, które w kółko popełnia. Jak to się bowiem stało, że mądra i potężna cywilizacja, posiadająca szeroką wiedzę mogła się sama zniszczyć? Może była wielka jedynie pod względem materialnym? A jeśli tak, to jaki sposób myślenia i hołdowanie jakim wartościom może nas uratować przed kolejnym końcem świata? Czy jednostki będą potrafiły odrzucić myślenie jedynie o sobie i dostrzec, że znacznie ważniejsza może być wspólnota i dobro ogółu? Następnie, jak dana zbiorowość określi, co jest dobre, a co złe? Jaką rolę w definiowaniu tych pojęć mogą odegrać kultura i religia? Ponadto bardzo ważnym tematem do rozmyślań było tu dla mnie stwierdzenie, że ludzie zbyt często zadają sobie pytanie „Jak?” zamiast „Dlaczego?”. Jak więc widzicie, Walter M. Miller Jr dostarcza tu solidnej pożywki dla analitycznych umysłów i wymagających czytelników.



Dlatego też filozoficzna „Kantyczka dla Leibowitza” Waltera M. Millera Jr. wywarła na mnie ogromne wrażenie i niniejszym wpisuję ją na osobistą listę dziesięciu najlepszych powieści fantastycznonaukowych wszech czasów. I choć powieść maluje pesymistyczną wizję, w której ludzkość nie jest w stanie pokonać swoich słabości, ja identyfikuję się z mnichami Zakonu Leibowitza, którzy wierzą, że odpowiedni system wartości może nas uratować.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.


Moja ocena: 5,5/6


Autor: Walter M. Miller Jr

Tytuł: Kantyczka dla Leibowitza
Tytuł oryginału: A Canticle for Leibowitz
Tłumaczenie: Adam Szymanowski
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2026
Stron: 422

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.