Tęcza za horyzontem – też chcielibyście sprawdzić, gdzie to jest? O tym tajemniczym miejscu pisze ostatnio Radomir Darmiła w swojej najnowszej powieści science fiction o takim właśnie tytule.
Od najmłodszych lat jestem właścicielką głodnej wyobraźni – którą nakarmić mogły tylko Opowieści z Narnii, a potem Diuna, Ziemiomorze, czy Malazańska Księga Poległych. Nic więc dziwnego, że zostałam absolwentką polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, a pracę magisterską poświęciłam czytelniczej definicji fantasy. Na moim blogu znajdziecie recenzje książek fantasy i science fiction, powieści historycznych, a od czasu do czasu także dobrego kryminału. Smacznego czytania!
Tęcza za horyzontem – też chcielibyście sprawdzić, gdzie to jest? O tym tajemniczym miejscu pisze ostatnio Radomir Darmiła w swojej najnowszej powieści science fiction o takim właśnie tytule.
Po przeczytaniu inteligentnych i pomysłowych opowiadań Henry'ego Kuttnera („Czytelniku, nienawidzę Cię!” oraz „Wszystko jest iluzją”) z zapałem sięgnęłam po jego kolejny utwór w serii „Wehikuł czasu”, czyli „Nieskończoną szachownicę”. Autor umiejętnie łączy tu elementy fantastyki naukowej i sensacji, pokazując niezbyt optymistyczną wizję naszej przyszłości.
Ostatnie dwa sezony letnie dobitnie pokazały nam, że pogoda może zmieniać się bardzo gwałtownie – od dziewiętnastu stopni i deszczu jednego dnia do trzydziestu dwóch i koszmarnego upału kolejnej doby. Tak więc jeśli choć trochę odczuwacie coraz bardziej nieprzewidywalne zmiany aury, „Fikcja klimatyczna w Polsce” wydaje się zbiorem jak najbardziej na czasie. A znajdziecie w nim czternaście opowiadań i jedną mikropowieść, które w większości nie pozostawiają suchej nitki na niefrasobliwej i nieodpowiedzialnej ludzkości, ale dają także iskierkę nadziei.
Na pewno słyszeliście, że „Kantyczka dla Leibowitza” Waltera M. Millera Jr. jest jedną z najlepszych powieści postapokaliptycznych w historii tego gatunku. A zawdzięcza to zarówno przepełnionemu smutną refleksją podejściu do tematu zagłady, jak i nietypowemu miejscu akcji – klasztorowi, który jest w istocie ostatnim bastionem wartości i cywilizacji.
„Fantastyczna podróż” to dość nietypowa pozycja w twórczości Isaaca Asimova, bo powstała ona na podstawie scenariusza filmu o tym samym tytule, który został nakręcony w roku 1966. Oba utwory opowiadają o nietypowej wyprawie zminiaturyzowanego zespołu specjalistów w celu uratowania życia wybitnego naukowca. To raczej lekka opowieść, choć skutecznie trzyma w napięciu.
Do tej pory za najlepszego twórcę krótkich form fantastycznych uznawałam Teda Chianga, ale po przeczytaniu „Opowiadań najlepszych” Harlana Ellisona muszę przyznać, że wyobraźnia i talent literacki tego autora robią nie mniejsze wrażenie. I zdecydowanie będę Was namawiać do przeczytania tej błyskotliwej antologii, w której wiele opowiadań nie straciło nic a nic na aktualności.
Sięgając po książki Wydawnictwa IX, prawie zawsze mam pewność, że znajdę w nich coś wartościowego i zachęcającego do refleksji, a do tego oryginalnego. Zawierająca dwanaście utworów antologia „Insekcje” idealnie wpisuje się w ten trend, dostarczając najwyższej próby fantastyki z mocnym akcentem przejmującej do szpiku kości grozy.
Seria „Wehikuł czasu” regularnie ma nam coś ciekawego do zaoferowania, a tym razem jest to „Podniebna krucjata” Poula Andersona – przepełniona absurdalnym humorem opowieść o średniowiecznych rycerzach podbijających kosmos, która miała swoją premierę w 1960 roku.
Po niepokojąco inteligentnym „Impneurium” Andrzej Miszczak nie zwalnia i serwuje nam zbiór opowiadań „Bajki pilotów”, w których opisuje barwne kosmiczne przygody Loisa Yepesa. Z pewnością jest to pozycja fantastycznonaukowa warta przeczytania, a dlaczego, wyjaśniam w niniejszej recenzji.
Trzeci tom cyklu „Southern Reach”, czyli „Afirmacja” Jeffa VanderMeera, zgrabnie spina wszystkie dotychczasowe wątki i daje odpowiedzi na intrygujące pytania, które zadawaliśmy sobie przy czytaniu poprzednich częścii, czyli „Anihilacji” i „Anomalii”.
Grudzień nie zawsze jest interesujący wydawniczo, w tym roku jest jednak z czego wybierać. Serdecznie zapraszam Was więc na przegląd najciekawszych zapowiedzi fantasy i science fiction z nutką grozy na ten miesiąc. Ja najbardziej czekam na szóstą część serii Opowieści z meekhańskiego pogranicza, z chęcią sięgnę także po Ondynę i Bal u Yanny. Napiszcie koniecznie, co z poniższej listy sprawia, że Wasze czytelnicze serca biją szybciej!
Antologia „Głęboko pogrzebany i inne opowiadania” Naomi Novik składa się z aż 13 różnorodnych i pomysłowych utworów, głównie fantasy i science fiction, które przeniosą Was do barwnych światów „Temeraire”, „Scholomance” czy też uniwersum „Mocy srebra”.
„Anomalia”, czyli druga część cyklu „Southern Reach” Jeffa VanderMeera nadal trzyma czytelnika w niepewności i hipnotycznym półśnie, a do tego eskaluje problem Strefy X, ale uchyla przy tym rąbka tajemnicy związanego z jej badaczami oraz latarnikiem. (Tu pisałam o tomie pierwszym, czyli „Anihilacji”).
„Filmowy wehikuł czasu” Harry'ego Harrisona to już trzecia powieść science fiction tego autora wydana w serii Rebisu „Wehikuł czasu”. I podobnie jak „Bill, bohater galaktyki” opiera się ona na absurdalnym poczuciu humoru.
Czy wiecie, że C.L. Moore była nie tylko autorką i współautorką wielu powieści fantastycznych, ale także żoną Henry'ego Kuttnera? Zachęcona tymi faktami, a także obiecującym tytułem, sięgnęłam po „Poranek dnia zagłady”, by przekonać się, czym charakteryzuje się jej twórczość.
Jak pisał George R.R. Martin, zanim zasłynął „Grą o tron”? Jeżeli chcecie to wiedzieć, koniecznie sięgnijcie po zbiór opowiadań „Piaseczniki”, który w 1982 roku został nagrodzony Locusem. Zawiera on 7 opowiadań science fiction, w których bez trudu można dostrzec wątki pojawiające się w późniejszej twórczości autora – wieczną zimę, smoki, czy też bohaterów zmagających się z własną naturą i niesprawiedliwym losem.
Lektura „Czytelniku, nienawidzę Cię!” sprawiła mi sporo czytelniczej frajdy, więc z chęcią sięgnęłam po kolejny zbiór opowiadań Henry'ego Kuttnera, który został wydany w serii „Wehikuł czasu”. Tym razem zawiera on nie tylko utwory fantastycznonaukowe, ale także opowiadania z elementami fantasy oraz horroru.
Moim zdaniem „451 stopni Fahrenheita” to jeden z najważniejszych fantastycznonaukowych utworów wszech czasów, a dystopiczna wizja świata, w którym pali się książki, zapewne nie tylko mnie po prostu przeraża. Postanowiłam więc sprawdzić, jak wypadła jedna z moich ulubionych pozycji w wersji graficznej – a warto wiedzieć, że jest to wersja autoryzowana przez Raya Bradbury'ego i zawierająca napisany przez niego wstęp.
Też zaintrygował Was tytuł „Najazd z przeszłości”? I słusznie, bo ta napisana w 1982 roku przez Jamesa P. Hogana powieść fantastycznonaukowa przedstawia arcyciekawą wizję skolonizowania przez ludzkość jednej z planet w układzie Alfa Centauri – Chirona, co jest pretekstem do wprowadzenia wielu trafnych uwag na temat naszej historii, organizacji społecznej i systemu wartości.