Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archiwum Burzowego Światła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archiwum Burzowego Światła. Pokaż wszystkie posty

04 grudnia 2021

[recenzja] Brandon Sanderson „Rytm Wojny” – Rytm podziwosprenów

Rytm Wojny Brandona Sandersona to już czwarty tom jednego z najsłynniejszych na świecie cykli fantasy Archiwum Burzowego Światła. W Polsce został wydany w dwóch woluminach, dzięki czemu wygodniej czyta się wersję papierową, stanowi przy tym jednak jedną, zamkniętą opowieść, więc postanowiłam napisać recenzję łączoną. A moje wrażenia z lektury opisuję poniżej. Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że tak się rozpisałam, ale ten autor po prostu na to zasługuje.



08 maja 2021

Placuszki i szczęściospreny – „Tancerka Krawędzi” i „Odprysk Świtu” Brandona Sandersona

Dziś zapraszam Was na bliźniacze recenzje mikropowieści fantasy Brandona Sandersona z uniwersum Archiwum Burzowego Światła. I muszę Wam powiedzieć, że ten autor jest jak dobre wino – im starszy, tym lepszy. Między innymi dlatego, że stosuje w omawianych tu pozycjach wszystkie rady, których udziela na wykładach z kreatywnego pisania (część z nich możecie obejrzeć tu) – umiejętnie buduje zarówno postaci, świat jak i fabułę, zapewniając odbiorcom ogrom emocji, jak i przyjemności z czytania. Z tego względu polecam Wam gorąco Tancerkę Krawędzi i Odprysk Świtu, a bardziej soczyste szczegóły na ich temat znajdziecie w tekstach poniżej.


26 maja 2018

Dawca wiedzosprenów

Ponieważ polski wydawca podzielił Dawcę Przysięgi Brandona Sandersona na dwie części (recenzja pierwszej tu), musieliśmy czekać aż pięć miesięcy, by poznać całą historię zawartą w tej niezwykłej powieści fantasy. A zatem czy było warto wypatrywać kontynuacji Archiwum Burzowego Światła?

W tym woluminie Dalinar i Navani zdwajają wysiłki, by zbudować silną koalicję władców mającą na celu wspólną obronę przed coraz groźniejszymi parshmenami. Dlatego też próbują przekonać królową Fen, by zgodziła się na otwarcie Bramy w Thaylen, a Kowal Więzi wyposażony w odpowiednie listy i traktaty wyprawia się do Aziru, mając nadzieję na kolejnego sojusznika. Niestety, w tym samym czasie Alethyjczycy tracą kontrolę nad swoją stolicą – Kholinarem, w związku z czym udaje się do niego wyselekcjonowana grupa, która ma rozpoznać sytuację i podjąć odpowiednie działania. Jednak gdy Elhokar, Shallan, Kaladin i Adolin przybywają na miejsce, nie poznają miasta – po ulicach chodzą ludzie należący do świeżo założonego Kultu Chwil przebrani za spreny, pałac z królową i synem króla jest bardzo ściśle pilnowany przez zachowujących się dziwnie strażników, dzielnice są rządzone przez lordów, a jedyna działająca instytucja to Straż Muru z tajemniczym marszałkiem o imieniu Lazur na czele. Brakuje jedzenia, a do miasta są wpuszczani coraz to nowi uciekinierzy z okolicy. Od czasu do czasu zdarzają się ataki latających Stopionych, a wkrótce wszyscy spodziewają się ich całej armii. Czy bohaterom uda się odzyskać kontrolę nad Kholinarem i otworzyć Bramę Przysięgi na czas?


Również parshmeni dostają swój wątek – na pierwszym planie ich opowieści znajduje się Venli, najpierw wykorzystywana jako mówca mający przekonać własnych pobratymców do współpracy z Odium, potem jako ktoś znacznie więcej... Dzięki temu mamy okazję bezpośrednio obserwować poczynania i postępy wojowniczego boga. Dowiadujemy się także, co porabia Szeth – otóż obarczony bardzo gadatliwym i agresywnym mieczem trafia do Zakonu Niebiańskich, gdzie może wreszcie podejmować samodzielne decyzje. Zastanawiałam się, po co ta postać w ogóle wróciła na karty powieści, ale przekonałam się, że autor ma na niego całkiem satysfakcjonujący i przy tym nieco zaskakujący pomysł.

W tym tomie Sanderson udowadnia, że doskonale zdaje sobie sprawę, jak napisać pełnokrwiste heroic fantasy. Każda z pierwszoplanowych postaci odgrywa tu bardzo istotną rolę i napotyka na swojej drodze skomplikowane przeszkody, których pokonanie wymaga nadludzkiego wręcz wysiłku. Widać, jak bardzo od czasów młodości zmienił się Dalinar i że musi zacząć myśleć w zupełnie nowy sposób, krok po kroku odkrywając niezwykłe moce Kowala Więzi. Moim zdaniem od samego początku serii jest on najlepiej prowadzoną postacią, przy okazji też moją ulubioną, a jego działania dostarczyły mi tu ogromnej satysfakcji czytelniczej. Shallan zaś zaczyna gubić własne ja w zbyt wielu wcieleniach, wahając się przy tym pomiędzy Adolinem i Kaladinem, docierając na skraj załamania nerwowego. Krótko mówiąc, widać wyraźnie, że autor starannie zaplanował losy każdej postaci i realizuje swoje pomysły z solidnym przytupem. Zaś finał tej części po prostu zapiera dech w piersi i zawiera kilka iście zadziwiających zwrotów akcji.

Oprócz bohaterów drugim najistotniejszym elementem tej części Archiwum Burzowego Światła są nowe informacje o świecie przedstawionym – poznajemy szczegółowo pięć ideałów Świetlistych Rycerzy, zaczynamy rozumieć, jak funkcjonują Krainy Ducha, Umysłu i Materii, zyskujemy wiedzę o Niestworzonych, Heroldach i bogach, na co czekało zapewne wielu fanów serii. W retrospekcjach Dalinar przypomina sobie, co się stało z jego żoną i ta wiedza odciska na nim ogromne piętno, do tego ciągle słyszy głos „zjednocz ich”. Ja w pewnym momencie zaczęłam po prostu robić sobie notatki, by o niczym nie zapomnieć i w pełni zrozumieć, jak działa to uniwersum. (No i przypomnieć sobie fabułę w 2020 roku, w którym jest planowane wydanie kolejnego tomu tej serii.) Z drugiej strony ten aspekt może przytłoczyć odbiorców, którzy nie mają ochoty dokonywać analizy i syntezy ciekawostek na temat Cosmere. Miałam też wrażenie, że książka spokojnie obyłaby się bez niektórych scen i retrospekcji, szczególnie tych związanych z Kaladinem. I jeżeli miałabym szukać dziury w całym, to zabrakło mi tylko jednego elementu: gry z czytelnikiem w domyślanie się, podobnej do tej z Bohatera Wieków, gdzie poprzez pamiętnik tytułowego herosa można było próbować zgadnąć, kim on jest. Tu zaś cytaty z różnych dzieł przedstawionych na początku każdego rozdziału oraz działania postaci po prostu ujawniają nam krok po kroku kolejne nowinki.

Dawcą Przysięgi II Sanderson udowadnia, że jest mistrzem heroic fantasy, zarówno w zakresie tworzenia wyrazistych, dających się lubić bohaterów, jak i niepowtarzalnych światów przedstawionych z rozwiniętym systemem magii, bezustannie dostarczając czytelnikowi sporych emocji i przełomowych wydarzeń. Stawia konkurencji poprzeczkę tak wysoko, że mało kto będzie w stanie ją przeskoczyć. Jeśli zatem macie ochotę zatopić się w znakomitej, najwyższej próby fantastyce i chcecie poznać odpowiedź na pytanie, jaki jest najważniejszy krok, który może zrobić człowiek, bierzcie się niezwłocznie za lekturę!

Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Dawca Przysięgi II
Tytuł oryginału: Oathbringer
Tłumacz: Anna Studniarek
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2018

10 grudnia 2017

Dawca entuzjazmosprenów

Wyczekiwany przez wielu czytelników trzeci tom cyklu Archiwum Burzowego Światła zaczyna się z przytupem – od rozmowy króla Gavilara z Eshonai, w której mówi jej, że znalazł sposób na sprowadzenie bogów parshmenów z powrotem. A ci z kolei ściągną bóstwa ludzi i przywrócą im moc, trzeba tylko wypowiedzieć Stare Słowa... Tę część Brandon Sanderson zatytułował Dawca Przysięgi, a w całej opowieści jest on zarówno legendarnym w Alethkarze mieczem, którego posiadaczem był kiedyś Dalinar, jak i kroniką, której fragmenty poznajemy we wstępach do poszczególnych rozdziałów. Polskie wydanie, ze względu na ogromną objętość historii, zostało podzielone na dwa woluminy, dzięki czemu 544 strony czyta się w formie papierowej dużo wygodniej niż poprzednie części. (O pierwszej pisałam tutaj.)W niniejszej recenzji omawiam rzecz jasna tom pierwszy polskiego wydania Dawcy Przysięgi.

Po przenosinach do wieży Urithuru Dalinar kontynuuje swoją misję zjednoczenia wszystkich królestw Rosharu, choć nie jest on łatwa – inni władcy rozmawiają z nim przez łączotrzciny, ale początkowo tylko Taravangian zgadza się otworzyć Bramę Przysięgi w swojej krainie i przybyć osobiście do centrum dowodzenia. Przekonanie pozostałych wydaje się prawie niemożliwe... Shallan ćwiczy swoje umiejętności – jako sprytna Woal i skupiona na celu Świetlista, wyczuwa też, że w wieży kryje się coś, co potrafi wytropić tylko ona. Adolin dostaje zadanie poprowadzenia śledztwa w sprawie dziwacznych bliźniaczych zabójstw, zaś jego brat Renarin walczy z brakiem pewności siebie i szuka swojego miejsca, przy czym zaczyna wreszcie odnosić pierwsze sukcesy. Tymczasem Kaladin zostaje wysłany do rodzinnego Paleniska, by ostrzec jego mieszkańców przed burzą – przybywa jednak za późno i przekonuje się, że parshendi biorą ludzi jako zakładników i są dużo lepiej zorganizowani, niż ktokolwiek by przypuszczał. Most czwarty zaś ciężko ćwiczy, by zostać pełnoprawnymi Wiatrowymi, a Moash trafia do dość nietypowej niewoli.


Jednym z głównych wątków w tej części jest historia Dalinara – widzimy, jakim człowiekiem był trzydzieści cztery lata temu, dzięki czemu zyskał przydomek Czarny Cierń, poznajemy szczegóły jego relacji z tajemniczą do tej pory żoną, a przy okazji też burzliwą historię zjednoczenia Alethkaru. I powiem wam, że nie polubiłam młodszej wersji tego bohatera, wolę go znacznie bardziej, gdy już zmądrzał. Z kolei Shallan, tworząc kolejne postaci, które radzą sobie w zupełnie różnych okolicznościach, zaczyna zadawać sobie pytania o własną tożsamość i wartości, co tworzy dość ciekawy wątek. Nawet poboczne postaci mają swoje pięć minut – wciągnięcie Burzowego Światła nie jest bowiem tak proste, jak się to z pozoru wydaje, a wyrzucony z jednostki Moash odegra być może znaczniejszą rolę, niż się spodziewamy.

Trzeci tom to najwyższy czas, by dać czytelnikowi informacje, które pozwolą zrozumieć funkcjonowanie opisywanego uniwersum. Zatem po lekturze tej części poszerzycie znacznie katalog sprenów, jak i wiedzę na temat Świetlistych, poprzednich Spustoszeń i bogów Rosharu, szczególnie Odium. Miłośnicy dobrze przemyślanych i oryginalnych światów fantasy z pewnością docenią niezwykłą wyobraźnię autora, w której na tym etapie serii można zatopić się bez reszty. Ponadto należy podkreślić, że Brandon Sanderson traktuje czytelnika w bardzo przyjazny sposób – poprzez doświadczenia i wspomnienia różnych postaci w oddalonych od siebie miejscach, a także wstępy do rozdziałów pokazuje mu krok po kroku, co się dzieje w Rosharze teraz i co doprowadziło do takiej sytuacji. Przy czym zgrabnie wplata mowę pozornie zależną – narrator mówiąc z pozoru od siebie przedstawia nam stan emocjonalny i opinie bohatera, dzięki czemu znamy jego uczucia i ocenę danego wydarzenia. Pisarz oddaje w ten sposób całą wiedzę w ręce czytającego – i tylko ten ostatni wie, w jakim niebezpieczeństwie jest Dalinar, przyjmując pomoc Taravangiana. Co z kolei sprawia, że angażuje się bardziej w świat przedstawiony.

Ten tom jest moim zdaniem najlepiej napisanym z całej dotychczasowej serii Archiwum Burzowego Światła – po pierwsze, sprawnie wykorzystuje wprowadzonych wcześniej bohaterów i w interesujący sposób rozbudowuje ich historie, po drugie uchyla rąbka tajemnicy na temat wielu ważnych aspektów świata przedstawionego. Do tego nastawienie na czytelnika, wartkie tempo akcji i umiejętne budowanie coraz większego napięcia sprawiają, że Dawcę Przysięgi tom 1. czyta się z ogromną przyjemnością i w mgnieniu oka. Z niecierpliwością czekam na drugą część tego tomu (recenzja tu), by ocenić całość i zobaczyć, jak Dalinar i spółka poradzą sobie z ogromnymi wyzwaniami i dowiedzieć się, czy finalnie uda im się przerwać zaklęty krąg Spustoszeń. Chętnie przekonam się, czy mimo potknięć w pierwszym tomie ta pentalogia urośnie do jednej z ciekawszych i lepiej przemyślanych serii fantasy ostatnich lat.

Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Dawca Przysięgi tom 1., tytuł oryginału: Oathbringer
Tłumacz: Anna Studniarek
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2017

20 października 2017

Droga nudosprenów

Gdy zaczęłam czytać Drogę królów Brandona Sandersona, pierwszy tom cyklu fantasy Archiwum Burzowego Światła, przecierałam oczy ze zdumienia, bo aż trudno uwierzyć, iż wyszła spod pióra autora wciągającego Elantris i napisanego z rozmachem Z Mgły Zrodzonego. I mimo że poznajemy tu ważnych dla planowanej na dziesięć tomów historii bohaterów i elementy świata przedstawionego, jest napisana w taki sposób, że zniechęca do czytania. 
Ale skoro o bohaterach mowa, przyjrzyjmy się im bliżej. Pierwszym jest Szeth, Kłamca z Shinovaru, przez innych zwany Skrytobójcą w Bieli. Jego Kamień Przysięgi jest w posiadaniu potężnych panów - i zobowiązuje go do wykonywania ich woli. Jest znakomitym skrytobójcą, ponieważ posiada Ostrze Odprysku - niezwykłą broń, która potrafi przeciąć każdy, nawet najtwardszy rodzaj materiału, a do tego umie używać Burzowego Światła, Przywiązując się w różnych kierunkach, czyli zmieniać sobie grawitację.

Drugim jest prawie dwudziestoletni Kaladin, syn chirurga, który sam nie wie, kim chce być w przyszłości, ale postanawia pójść do wojska wraz ze swoim powołanym młodszym bratem, by go chronić. Jego losy są zaiste tragiczne – wskutek fatalnego zbiegu okoliczności ginie jego brat, a on sam kończy jako niewolnik. Chłopak zostaje sprzedany lordowi Sadeasowi i ma obsługiwać most czwarty, czyli bez żadnego opancerzenia nieść go do walki na Strzaskanych Równinach. Na skraju załamania postanawia rzucić się do rozpadliny, powstrzymuje go jednak dziwna mała istotka o imieniu Syl, która jest prawdopodobnie sprenem wiatru.

Trzecia bohaterka to nastolatka Shallan z mało znaczącego rodu Davar, który po śmierci ojca popadł w spore kłopoty. Dlatego też dziewczyna postanawia odnaleźć znaną i bogatą uczoną Jasnah Kholin, zbliżyć się do niej wystarczająco, by ukraść jej Dusznik, i wymienić go na zepsuty, który jest w posiadaniu jej rodu. Jednak gdy odnajduje już tę kobietę, okazuje się, że jest ona niezwykle interesującą i charakterną osobą, badającą istotne dla całego świata dawno zapomniane siły, które mogą doprowadzić do jego rychłego końca, co znacznie komplikuje zamiary dziewczyny.

Rodzina Kholin znajduje się w centrum wydarzeń w krainie zwanej Alethkarem - kilkudziesięcioletni Dalinar jest honorowym rycerzem i wsparciem młodego króla Elhokara, zastanawia się jednak, czy podoła temu zadaniu, bo w trakcie Arcyburz zaczyna słyszeć głos, który każe mu zjednoczyć wszystkich i zastanawia się, czy nie traci rozumu. Podobne pomieszanie zmysłów dopadło jego zamordowanego przez skrytobójcę brata, poprzedniego władcy. Ten z kolei przed śmiercią kazał Dalinarowi odnaleźć najważniejsze słowa, jakie może wypowiedzieć człowiek. Tymczasem inni Arcyksiążęta nie ustają w knuciu intryg i próbach pozyskania jak największych wpływów i bogactw, szczególnie od czasu odkrycia, że na Strzaskanych Równinach pojawiają się Przepastne Bestie, z których można pozyskać niezwykle cenne Serca Klejnotów. A ponieważ Równiny zamieszkane są przez lub zwany Parshendi, od kilku lat toczy się wojna o to, kto pierwszy zauważy i zabije bestię. Tak więc u stóp Strzaskanych Równin rozłożyło się dziesięć obozów wojennych należących do dziesięciu Arcyksiążąt Alethkaru.

Jak widać z powyższych opisów bohaterów i świata przedstawionego, całość ma naprawdę ogromny potencjał. I szkoda, że został prawie całkowicie zaprzepaszczony. Jak to się stało? We wstępie do powieści sam autor mówi nam, że zaczął ją tworzyć jeszcze w latach 90-tych, pracował nad nią ponad 10 lat, a ostatecznie została wydana po angielsku w 2010 roku. Pisarz wielokrotnie poprawiał i przepisywał jej fragmenty, przez co widać diametralną różnicę zarówno w stylu, dialogach, jak i sposobie prowadzenia akcji i charakterystyce postaci pomiędzy poszczególnymi partiami książki. Im wcześniejsza część utworu, tym jest gorzej. Miałam nieodparte wrażenie, że zamiast dobrze zaplanowanej powieści czytam rozgrzewki pisarskie, takie sobie wprawki w tworzeniu opisów miejsc i bohaterów, które nie łączą się ze sobą w sposób płynny, a co gorsza nie przyczyniają się w żaden sposób do rozwoju fabuły, lepszego opisu świata przedstawionego, ani nie charakteryzują lepiej postaci. Czytając, miałam poczucie, że jadę poruszającym się 20 km/h autobusem miejskim, z nerwowym, niepewnym siebie kierowcą, który co chwilę bez ostrzeżenia wciska hamulec. Dopiero na ostatnich 200 stronach odetchnęłam, bo widać na nich wreszcie dobry styl i warsztat pisarski, który znamy z innych książek autora.

Nie przypadł mi także do gustu protagonista, czyli Kaladin. I mimo że jest jasne, że pisarz stosuje tu typowy dla fantasy koncept od zera do bohatera, moim zdaniem historii tego zera jest tu zdecydowanie za dużo. Tak, jak jest jej za dużo w powieściach o Achai Andrzeja Ziemiańskiego. Intencją pisarza było zapewne to, że nieszczęścia, które spotykają bohatera, mają wywołać emocje współczucia u czytelnika, robi to jednak tak nieumiejętnie, że nie znalazłam ani jednego powodu, by chłopaka choć trochę polubić. Kolejnym problem z tą postacią jest fakt (sam autor mówi o tym w kilku wywiadach), że cierpi on na depresję. Popieram szlachetną akcję szerzenia wiedzy na temat tej ciężkiej choroby, ale powieść high fantasy nie wydaje się najlepszym do tego miejscem. W świecie przedstawionym nie ma bowiem nauki w postaci psychologii, a co dopiero psychiatrii, a sama cywilizacja nie rozwinęła się do tego stopnia, by zaistniały w niej współczesne choroby cywilizacyjne. Czy to znaczy, że spren Kaladina zostanie pierwszym w cosmere psychiatrą? Ponadto w high fantasy występują zazwyczaj prawdziwi herosi, postaci, które muszą i potrafią szybko i zdecydowanie działać, a nie takie, które nie wiedzą, kim być i nie mają motywacji do zrobienia czegokolwiek. Co więcej, jeśli czytało się Czarną kompanię lub Malazańską Księgę Poległych, które powiedziały już chyba wszystko, co da się o wojnie fantasy wyrazić słowami, uwidocznia się to, że jej opisy, sens i ekonomia pozostawiają sobie wiele do życzenia. Przy lekturze czułam się rozczarowana, bo czułam wtórność i płytkość zastosowanych w tej dziedzinie rozwiązań. Dlatego też historia tej postaci po prostu mnie znudziła.

Na szczęście jest jeden aspekt powieści, który wypada na tle reszty dużo korzystniej. Jak zwykle u Sandersona mamy do czynienia z niezwykle ciekawą koncepcją świata przedstawionego - super wytrzymałe Pancerze i Ostrza Odprysku, wzywane w ciągu 10 uderzeń serca, szlachetne kamienie, które w trakcie Arcyburzy można napełnić Burzowym Światłem i nadać im różne przydatne zastosowania, np. oświetlenie czy ogrzewanie, a także robiąc z nich fabriale. Również Dusznikowanie, czy pojawiające się nie wiadomo skąd spreny powietrza, bólu, dumy, strachu czy towarzyszące zainfekowanym ranom zgniłospreny to jedyny w swoim rodzaju pomysł. I jednocześnie najciekawsza część powieści, choć autor dopiero je wprowadza i nie wyjaśnia ich zbyt szczegółowo, a czytelnik odkrywa je z równym zaskoczeniem, co bohaterowie. Na plus zaliczam również dobrą mapę i świetne wewnętrzne ilustracje, które pomagają wyobrazić sobie istoty i miejsca w niezwykłym świecie cosmere.

Reasumując, tę nierówną, słabo napisaną powieść mogę polecić jedynie zażartym fanom Brandona Sandersona (tak, wychodzi na to, że chyba nim jestem), a jedynym powodem, by ją przeczytać (najlepiej stosując techniki szybkiego czytania) jest drugi tom, czyli Słowa Światłości, który jest zaskakująco lepszy od swojego poprzednika. Dziwię się, że wydawca nie okroił tej powieści, czy chociażby nie poprosił autora o poprawienie licznych słabszych fragmentów. W rezultacie dostajemy do rąk nieudolnie napisaną powieść ze zmarnowanym potencjałem, co na szczęście przydarzyło się Sandersonowi tylko ten jeden raz.

Autor: Brandon Sanderson

Tytuł: Droga Królów, tytuł oryginału: The Way of Kings

Tłumacz: Anna Studniarek

Wydawnictwo: Mag

Rok wydania: 2014