Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japońskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japońskie. Pokaż wszystkie posty

29 marca 2025

[recenzja patronacka] Marta Sobiecka „Kaori” – Barwy przyszłości

Jaka książka jest idealna dla głodnej wyobraźni? Taka, która jednocześnie zapewnia rozrywkę oraz solidną porcję refleksji. A tak się składa, że oba te elementy zostały smakowicie zaserwowane przez Martę Sobiecką w „Kaori”, wciągającej cyberpunkowej powieści, której tytułową bohaterką jest japońska policjantka z wydziału cyberprzestępczości. I aż trudno mi uwierzyć, że to już mój piętnasty patronat, a zarazem pierwszy, w którego przypadku moja polecajka została wydrukowana na okładce.


06 kwietnia 2024

[recenzja] Brandon Sanderson „Yumi i malarz koszmarów” – Wyczuć tusz, zrozumieć kamień

Już dawno omal nie zarwałam nocy, by poznać zakończenie książki. A powieść, która była tego przyczyną, to pierwszy z tajnych projektów Brandona Sandersona osadzony w cosmere, czyli fantasy „Yumi i malarz koszmarów”.


13 czerwca 2023

[recenzja] Maja Lidia Kossakowska „Takeshi 3. Pałac umarłych” – W szprychach koła przemian

Takeshi 3. Pałac umarłych to niestety ostatnia książka, która została napisana przez Maję Lidię Kossakowską, a dla mnie przeczytanie jej było swego rodzaju pożegnaniem z autorką, którą polubiłam przede wszystkim za interesująco prowadzone wątki anielskie oraz szamańskie. I mogę od razu Wam powiedzieć, że w porównaniu do drugiego tomu cyklu o honorowym roninie ten jest zdecydowanie bardziej angażujący. 

 


08 czerwca 2023

[recenzja] Maja Lidia Kossakowska „Takeshi 2. Taniec tygrysa” – Zmagając się z dżosem

Takeshi 2. Taniec tygrysa Mai Lidii Kossakowskiej to oczywiście bezpośrednia kontynuacja powieści Takeshi. Cień Śmierci (moją recenzję tej książki przeczytacie tu) i zarazem drugi z trzech tomów serii o honorowym roninie. Przede wszystkim przybliża nam coraz bardziej skomplikowaną sytuację w latynoskiej Antilii oraz zarysowuje konflikt, który ze strony na stronę przybiera na sile.

 

04 czerwca 2023

[recenzja] Maja Lidia Kossakowska „Takeshi. Cień Śmierci” – Taki dżos

Maja Lidia Kossakowska w swojej twórczości zabierała nas do przeróżnych ekscytujących światów – przepełnionych anielskimi problemami, czy też pokazujących losy młodszych i starszych szamanów – a tuż przed swoim zbyt wczesnym odejściem pracowała nad ostatnim tomem przygód neosamuraja Takeshiego. Jego wydanie jest więc dla mnie idealnym momentem, by nadrobić całą serię i przybliżyć ją Wam w trzech kolejnych recenzjach – ta poświęcona jest oczywiście jej pierwszemu tomowi, zatytułowanemu Takeshi. Cień Śmierci. 

 


23 maja 2023

[recenzja] Marta Sobiecka „Chindōgu” – Pułapki przyszłości

Powieść mozaikowa Chindōgu Marty Sobieckiej jest udaną kontynuacją cyberpunkowego tomu opowiadań Algorytm życia. Znana już czytelnikom policjantka Kaori Nakamura prowadzi kolejne sprawy, w których kluczową rolę odgrywają nowoczesne technologie i ludzie, którzy się nimi posługują w bardziej lub mniej moralny sposób. Nie zabrakło tu oczywiście czysto japońskiego klimatu z wieloma zachwycającymi smaczkami.



20 maja 2023

[recenzja] Marta Sobiecka „Algorytm życia” – Sprawa przyszłości

Algorytm życia Marty Sobieckiej to pięć opowiadań osadzonych w Japonii niedalekiej przyszłości, w świecie wkraczającym w erę cyberpunka, których główną bohaterką jest policjantka Kaori Nakamura. To świetna propozycja nie tylko dla miłośników kultury i filozofii Kraju Kwitnącej Wiśni, ale przede wszystkim dla fanów dającego do myślenia science fiction.


19 lutego 2022

[recenzja] Arkady Saulski „Bitwa Nieśmiertelnych” – Pożegnanie z kataną

Bitwa Nieśmiertelnych Arkadego Saulskiego zamyka utrzymaną w japońskich klimatach trylogię Zapiski stali i skupia się na ostatecznej rozgrywce pomiędzy honorowymi Nippończykami a groźnymi Mandukami. 

 


31 lipca 2021

Kataną i magią – Arkady Saulski „Pani Cisza”

Pani Cisza Arkadego Saulskiego to drugi tom trylogii Zapiski stali inspirowanej kulturą japońską i bushido. Poznajemy w niej kolejne przygody samotnego samuraja Kentaro, które tym razem toczą się na ziemiach klanu Nagata, atakowanych przez siły klanu Węża. (A na recenzję pierwszego tomu zatytułowanego Czerwony Lotos zapraszam tu.)


20 marca 2021

Skąpany w szkarłacie – Arkady Saulski „Czerwony Lotos”

Po serii książek postapokaliptycznych zapragnęłam zmienić nieco ponury nastój i sięgnąć po obiecujący Czerwony Lotos Arkadego Saulskiego, by zanurzyć się w żywe, japońsko-samurajskie klimaty. Powieść okazała się rozrywkowym strzałem w dziesiątkę, bo dynamiczna fabuła wciągnęła mnie już od pierwszych stron, kilkukrotnie zaskoczyła i trzymała w ekscytującym napięciu do samego finału.

 

03 czerwca 2018

Dzieci Pana Izanagi i Pani Izanami

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Głosząca kres w sprzedaży od 6 czerwca 2018

W pierwszych dwóch tomach Wojny lotosowej, Tancerzach burzy i Bratobójcy, Jay Kristoff brawurowo podszedł do tematu japońskiego steampunka, powodując przyspieszenie tętna u niejednego czytelnika. Głosząca kres to zamknięcie tej ekscytującej serii, na które czekałam zapewne nie tylko ja.

W zrujnowanej stolicy Hiro i kierująca nim Gildia przygotowują się do ofensywy na Shimę, w której główną rolę ma odegrać przerażająco wielki mechaniczny Miażdżyciel, obsługiwany między innymi przez Kina. A ponieważ uzurpatorzy trzymają w niewoli daimyo klanu Feniksa, mają do dyspozycji także całą jego powietrzną flotę. Klan Smoka postanawia się bronić, jednak sytuację komplikuje armia gaijinów, która niespodziewanie dokonuje inwazji na ich fortecę. Kagé po zniknięciu Daichiego nie potrafią znaleźć wspólnego frontu, więc Yukiko odchodzi z grupą zwolenników, udając się do stolicy klanu Lisa – Yamy. Co gorsza, opętaną zemstą Kaori informuje Gildię, że mają w swoich szeregach buntowników, co wielu z nich przypłaca życiem. Napięcie sięga zenitu, a konflikt zdecyduje o obliczu świata na następnych kilka pokoleń...


Ten tom wyjaśnia wiele zagadek – kim są Inkwizytorzy i jakie są ich cele, jakie są intencje Kina, a także gdzie mieszkają arashitory i jak są zorganizowane, dlaczego Buruu jest nazywany bratobójcą, czemu gaijini uderzają dopiero teraz, i wreszcie co oznacza różowe oko Hany. Przy czym jak na młodzieżówkę wydarzenia są bardzo krwawe, a ilość zwrotów akcji przyprawia o zawroty głowy. Autor zgrabnie zamyka wątki pootwierane w poprzednich częściach i właściwie każdy bohater dostaje swoje dość satysfakcjonujące zakończenie, i nic a nic przy tym nie szkodzi, że niektórzy z nich przemieszczają się po krainie z prędkością fabularną. Co więcej, pisarz pokazuje zupełnie różne typy heroizmu – bardziej idealistyczną i pozytywną Yukiko, nieco mrocznego Yoshiego, upartą Kaori, czy poświęcającego się dla sprawy Daichiego. Wreszcie widać, że cała kraina i jej sąsiedzi mają wpływ na historię, a jeden zbieg okoliczności czy decyzja mogą przesądzić o ich zwycięstwie lub klęsce.

To utwór napisany z wielkim rozmachem, jeżeli poprzednie tomy trzymały Was w napięciu, ten doprowadzi Was tempem i ilością niespodziewanych wydarzeń na skraj zawału. Nawet, jeżeli można domyślić się niektórych rozwiązań, to zapewniam, że i tak Jay Kristoff niejeden raz Was zaskoczy. I do tego całkiem elegancko serwuje morał płynący z niniejszej opowieści w pięknym przemówieniu jednej z centralnych postaci: Prawdziwe przesłanie jest takie: otchłań żyje w nas. W naszej chciwości. W sposobie, w jaki patrzymy na rzeczy inne niż my. W jaki sądzimy, że inny znaczy gorszy. (…) To my wybieramy, kim chcemy zostać; i to my decydujemy o kształcie świata, w którym żyjemy (s. 665-666).





Recenzja ostatniego tomu to dobre miejsce na ocenę całego cyklu. Zatem zaczynając od świata przedstawionego – pisarz tworząc jego mitologię wziął dwie postaci bóstw z japońskich legend – Izanagiego i Izanami, jednak zmienił ich historię tak, by była kanwą jego własnej opowieści. W porównaniu do oryginalnych podań zgadzają się takie szczegóły jak: urodzenie wysp przez boginię i jej śmierć oraz zejście do krainy umarłych Yomi i nieudana próbę wyciągnięcia jej stamtąd przez ukochanego oraz obietnica, że dadzą życie odpowiednio tysiącu i tysiącu pięciuset istot. Z kolei bogowie Amaterasu i Raijin czy Hachiman występują tu bez większych zmian w stosunku do funkcji swoich pierwowzorów. Jay Kristoff dodał do tego legendy o bohaterskich tancerzach burzy, czyli jeźdźcach tygrysów gromu (arashitor), inteligentnych istot przypominających gryfy, jednak zamiast części ciała lwa posiadających część ciała tygrysa. To niejedyne nadnaturalne stworzenia - w górach Ishii pojawiają się bowiem śmiertelnie groźne demony oni, kolejnym magicznym elementem jest zaś umiejętność Przenikania, czyli łączenia swojego umysłu ze zwierzętami, a czasem też innymi ludźmi. W cesarstwie Shimy panuje szogunat, co pociąga też za sobą istnienie samurajów i kodeksu bushido, tu będącego pretekstem do rozważań, czy zawsze należy być wiernym swemu panu i dotrzymywać słowa nawet, gdy robi się krzywdę niebędącym się w stanie bronić. Aby dodać pieprzu, autor dołożył do tego słynącą ze swoich wynalazków ubraną w mechaniczne kombinezony Gildię, czyli element steampunka i wyposażył samurajów w broń łańcuchową, a nawet palną oraz latające statki. I mimo że nie do końca jestem w stanie sobie wyobrazić, jak w ogóle da się walczyć spalinową kataną, to ten świat z pewnością mnie oczarował. Nawet wzorowani na Rosjanach nieco źli gaijini zamiast irytacji wywołali u mnie raczej uśmiech na twarzy. I choć autor wykorzystał cały jego potencjał dopiero w ostatnim tomie, to jednak zrobił to na tyle umiejętnie, że cały pomysł zdecydowanie zdaje egzamin.

Co się tyczy bohaterów – zaczyna się od centralnej dwójki, czyli pochodzącej z klanu Lisa Yukiko i arashitory Buruu w pierwszy tomie, który rewelacyjnie pokazuje powstającą między nimi niezwykłą więź, dwóch adoratorów dziewczyny – samuraja Hiro i Konstruktora Kina, by w drugim tomie dodać rodzeństwo z najniższej sfery Yoshiego i Hany i pokazać trudy codziennego życie bezklanowców. Prawdę mówiąc, myślę, że autor uświadomił sobie w pewnym momencie, że nie może odebrać życia będącej w ciąży Yukiko i dlatego zdecydował się wprowadzić kolejnych posługujących się Przenikaniem. Ten element również zaliczam do udanych – mamy cały wachlarz różnych postaw i zachowań, który dostarcza ciekawych interakcji między bohaterami i bardzo wyraźnie wpływa na rozmach wydarzeń. I chyba każdy znajdzie tu postać, którą będzie w stanie polubić. Zaś fabuła, nieco wolniejsza w pierwszym tomie, rozwija się w niespodziewaną serię wyjątkowo dynamicznych wydarzeń, z których część można rzecz jasna odgadnąć. Ten składnik jest typowo przygodowy, przy czym zręcznie wykorzystuje zachwianie równowagi świata typowe dla fantasy. Styl pisania również ulega zmianie od drugiego tomu i przypominając chwyty stosowane przez Dana Browna pozwala trzymać czytelnika w nieustannym napięciu. Nadal zdarzają się dziwaczne porównania, ale najbardziej przeszkadzały mi one w Tancerzach burzy, później zwracałam bardziej uwagę na fabułę niż sam język.

Reasumując, pod kątem rozrywkowym to jedna z ciekawszych fantastycznych propozycji wydawniczych, a jeśli do tego gustujecie w kulturze japońskiej i steampunku, oraz historiach, w których mity odżywają na waszych oczach w postaci różnorodnych bohaterów, nie wahajcie się ani chwili i bierzcie się niezwłocznie za lekturę Wojny lotosowej Jaya Kristoffa.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Uroboros.


Autor: Jay Kristoff 
Tytuł: Głosząca kres 
Tytuł oryginału: Endsinger 
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński 
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2018

31 maja 2018

Lotos musi płonąć

Drugi tom cyklu Jaya Kristoffa Wojna lotosowa zatytułowany Bratobójca ponownie przenosi nas do wzorowanej na Japonii steampunkowej Shimy, gdzie Yukiko i jej arashitora Buruu próbują odnaleźć swoje miejsce w nowej rzeczywistości po śmierci shoguna Yoritomo.

Po dramatycznym finale Tancerzy burzy (recenzja tu) uciekinierzy ze stolicy udają się do siedziby Kagé w górach Ishii. Tam Yukiko stara się pozbierać po śmierci ojca, jednak zamiast odpocząć czuje się tylko gorzej, ma coraz intensywniejsze bóle głowy i zaczyna tracić kontrolę nad Przenikaniem... Tymczasem w jednej z pułapek wokół obozu zostaje znaleziona członkini Gildii z metalowymi odnogami na plecach, która chce przyłączyć się do powstańców i informuje ich, że rebeliantów w jej organizacji jest więcej. Jednakże nie wszyscy Kagé są chętni do przyjęcia w swoje szeregi Kina i jego koleżanki. Okazuje się także, że Hiro i Aisha wcale nie zginęli (ten pierwszy dostał nawet od Gildii mechaniczne ramię) i aby zachować dotychczasową dynastię już wkrótce zostaną małżeństwem. Z kolei Michi jest gotowa na wszystko, by uwolnić swoją panią, jednak na razie jest więźniarką we własnym pokoju. Iskierką nadziei staje się dla niej niepozorna, opróżniająca nocne naczynia dziewczyna, która jest potajemnym członkiem Kagé. Nie mają jednak dużo czasu, bo przygotowania do ceremonii idą pełną parą, a daimyo klanu Smoka, Lisa i Feniksa zostali już na nią zaproszeni.


Nowymi bohaterami w tej części jest nastoletnie rodzeństwo bez klanu, Hana i Yoshi, które stara się przeżyć w miotanej konfliktem stolicy Shimy. Mają wiele tajemnic, w tym jedną związaną z jednym z ostatnich żyjących w cesarstwie kotów, więc poznawanie ich dość dramatycznej historii sprawi niejednemu czytelnikowi sporą przyjemność. Dziewczyna pracuje w pałacu, ale chce zrobić w życiu znacznie więcej, chłopak zaś jest gejem i wraz ze swoim partnerem postanawia zdobyć pieniądze odbierając je miejscowej yakuzie – Dzieciom Skorpiona. Ponieważ jednak żadne z nich nie ma zbyt dużego doświadczenia, ich działania prędzej czy później mogą zakończyć się straszliwą katastrofą...

O ile poprzedni tom skupiał się przede wszystkim na Yukiko i jej tygrysie gromu oraz zacieśnianiu się ich relacji, ten prowadzi naraz kilka przeplatających się wątków: Hiro i Gildii, Kagé w górach i w stolicy, oraz nowego wspomnianego w poprzednim akapicie rodzeństwa. Z tego powodu Bratobójca obfituje w wydarzenia, które nabierają coraz szybszego tempa, a finał gna niczym rozpędzona lokomotywa. Do tego Jay Kristoff zaczął stosować nową technikę, znaną czytelnikom m. in. Dana Browna – kończy rozdziały w tak zatrważających momentach, że nie sposób przestać czytać, po czym przechodzi do opowieści o innej postaci, a do tego dopracował zwroty akcji i pokazywanie wydarzeń z nieco innej perspektywy, niż się pierwotnie wydawało, emocji więc nie zabraknie. Do tego jeżeli nie pamiętacie, co się działo w poprzedniej części, książka przypomina kluczowe postaci i co się z nimi stało we wstępie.

Rzecz jasna Yukiko i Buruu dostają sporo miejsca antenowego – i choć ich wątek poszedł w zupełnie nieoczekiwaną przeze mnie stronę, to bardzo podobało mi się, że na naszych oczach rodzi się bohaterka, która się nie poddaje i nie boi się improwizować w trudnych momentach, znacznie rozwija swoje umiejętności, a przy tym umie znaleźć inne niż wszyscy, pozytywne rozwiązania. Taki właśnie powinien być protagonista w porządnym fantasy.

Pod względem rozrywkowości książka zdobywa u mnie 10/10 punktów, a autor mógłby z powodzeniem pisać scenariusze najbardziej ekscytujących filmów akcji. Wszystko dzieje się jednak tak szybko, że nie ma ani chwili na refleksję, a tymczasem robiąc krok wstecz można na przykład zauważyć, że istotne wydarzenia dzieją się tylko wokół głównych, nastoletnich bohaterów, a Shima powinna przecież jakoś niezależnie od nich funkcjonować. Moim zdaniem przywódca Kagé, czyli Daichi zupełnie nie zdaje egzaminu w swojej roli, ponadto nie dowiadujemy się też niczego o działaniach klanu Lisa. Jedynie Gildia pokazuje pazurki – a raczej długie, ostre szpony. Ich działania w niejednym wywołają ciarki... Miałam też nadzieję, że poznamy historię tytułowego bratobójcy, pisarz jednak odłożył wyjaśnienie tego wątku do trzeciego tomu. I mimo tych drobnych wad, ta powieść tak wciąga, że nie mogę się już doczekać lektury kolejnej części, czyli Głoszącej kres (recenzja tu).

Ogólnie rzecz biorąc, Bratobójca to zacne, smakowicie naszpikowane scenami akcji fantasy, zgrabnie wykorzystujące zarówno potencjał kultury japońskiej jak i steampunka. W stosunku do pierwszego tomu jest tu zdecydowanie więcej napięcia i niespodzianek. Tak więc wypieki na twarzy przy lekturze gwarantowane! Życzę zatem, byście w trakcie czytania bawili się równie dobrze, co ja. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Uroboros. 

Autor: Jay Kristoff
Tytuł: Bratobójca
Tytuł oryginału: Kinslayer
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2016

05 maja 2018

Poskromić tygrysa gromu

Tancerze burzy Jaya Kristoffa to naszpikowany scenami akcji japoński steampunk z elementami fantasy, który dostarcza całkiem niezłej rozrywki. Miejscem wydarzeń jest rządzone przez dwudziestoletniego szoguna Yorimoto wyspiarskie Cesarstwo Shimy, w którym najważniejszym surowcem jest lotos – napędzający nowoczesne machiny, ale także wyjaławiający ziemię uprawną. I właśnie ów władca pewnego ranka życzy sobie, by upolować mu żywego mitycznego stwora zwanego tygrysem gromu, bo miał wizję, że na jego grzbiecie ostatecznie pokona gaijinów.

Zadanie zostaje powierzone łowczemu Masaru Kitsune, czyli ojcu głównej bohaterki, szesnastoletniej Yukiko. Problem leży w tym, że na zatrutym spalinami lotosu czerwonym niebie od dawna nie widziano już żadnej legendarnej bestii. Mimo tego garstka samurajów na pokładzie latającego statku Dziecię Gromu wyrusza na poszukiwania. Dołącza do nich także Konstruktor, członek Gildii Lotosu skrywający się we wszechstronnym mechanicznym kombinezonie. Razem udają się nad góry Iishi, wprost w największą burzę, jaką kiedykolwiek widzieli. I, ku zdumieniu wszystkich, odnajdują legendarną arashitorę i po trudnej walce zamykają ją w klatce na pokładzie. Jednak statek doznał tak poważnych uszkodzeń w czasie nawałnicy, że nagle staje w płomieniach... 

Świat przedstawiony to istny samograj – szogunat z kodeksem bushido, w którym oprócz czterech szlachetnych klanów Lisa, Feniksa, Tygrysa i Smoka ogromną rolę odgrywa sprytna i pieczołowicie pilnująca swoich tajemnic Gildia Lotosu, składająca się z pomysłowych konstruktorów, twórców między innymi radia, katan łańcuchowych czy spalinowych miotaczy żelaza. Jak w każdym porządnym fantasy kraina stoi na progu wielkich zmian – kończą się ziemie uprawne, wyginęła większość zwierząt, w miastach nie da się normalnie oddychać, a wojna z gaijinami przeciąga się w nieskończoność. Do tego pisarz dokłada legendy o założeniu cesarstwa i historie o jego bogach oraz demonach, a przede wszystkim opowieści o tancerzach burzy. Trzeba autorowi przyznać, że aspekt budowania uniwersum powieści bardzo mu się udał. W utworze występuje nawet poezja haiku, a dla niezorientowanych w kulturze japońskiej przygotowany został specjalny słowniczek pojęć znajdujący się na końcu książki – o broni i strojach, a także o religii i najważniejszych pojęciach w Shimie.

Co do bohaterów – na pierwszym planie znajduje się szesnastoletnia Yukiko, która, jak na nastolatkę przystało, nieustannie kwestionuje postawę ojca, początkowo nie rozumiejąc przyczyn jego postępowania. Do tego posiada niezwykły dar, rzecz jasna nie zdradzę tu jaki, przekonajcie się sami. Jednak gdy los rzuca ją samotnie w obce góry, musi wziąć się w garść i zacząć podejmować samodzielne decyzje, które okażą się nie lada wyzwaniem. Mamy tu oczywiście do czynienia z typowym wątkiem przechodzenia w dorosłość, zrealizowanym w taki sposób, że szybko polubiłam energiczną dziewczynę. Jest także wątek miłosny – protagonistka ma dwóch zupełnie różnych od siebie adoratorów, a każdy z nich ma do odegrania istotną rolę w wydarzeniach. Przy czym autor wiarygodnie buduje motywację każdej obecnej tu postaci oraz zgrabnie używa mowy pozornie zależnej, by pokazać ich myśli, dzięki czemu łatwo ich wszystkich zrozumieć. Ponadto relacje między nimi są dynamiczne i realistycznie oddane, czasem wręcz wzruszające, a także mają spory wpływ na fabułę. 

(Oto oryginalne okładki serii, 
źródło: http://www.fantastyka.pl/informacje/pokaz/1796, dostęp dnia 05.05.2018)

Nie obyło się jednak bez drobnych zgrzytów – na stronie 283 występują np. gotyckie wzory, które w tym uniwersum nie mają racji bytu, a od czasu do czasu autora całkowicie ponosi fantazja i używa środków stylistycznych, które moim zdaniem są przekombinowane i z tego powodu nie pasują do lekkości całej czysto przygodowej opowieści. Oto kilka przykładów: Olbrzymie, poczerniałe szeregi kominów rafinerii na południu wyrzucały w niebo smród i brud niczym czarne palce tłustego odoru i kwaśnego smaku, które wnikały w gardła wezbranego tłumu (s.39). W tłumie widoczne były szkarłatne tuniki jin-haori żołnierzy miejskich – niczym czerwone rekiny poszukujące broczącego krwią mięsa (s.43). Mimo gasnącego światła dnia upał był niczym kołdra, jak żywa istota przygniatająca mizerne pałacowe ogrody lepkim ołowianym ciężarem i oblewająca ciała lśniącym potem (s.239).
Z drugiej strony wszystkie opisy są bardzo plastyczne oraz zawierają sporo detali, wliczając w to nawet zapachy, więc łatwo wyobrazić sobie wszystko, co chce przekazać nam autor. Poza tym zastanawia mnie, czemu tak zaawansowana technologicznie Gildia nie przejęła jeszcze władzy w Shimie, ale czuję, że będą próbowali to zrobić w kolejnych tomach.
Podsumowując, Tancerze burzy to znakomita propozycja dla każdego miłośnika dynamicznej fantasy, kultury japońskiej oraz steampunka. Osobiście dawno się tak dobrze nie bawiłam i nie zrelaksowałam w trakcie lektury. I z przyjemnością sięgnę po kolejny tom cyklu Wojna lotosowa zatytułowany Bratobójca (recenzja tu).

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Uroboros.

Tytuł: Tancerze burzy
Autor: Jay Kristoff
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2018 (wydanie II)