Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Droga królów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Droga królów. Pokaż wszystkie posty

20 października 2017

Droga nudosprenów

Gdy zaczęłam czytać Drogę królów Brandona Sandersona, pierwszy tom cyklu fantasy Archiwum Burzowego Światła, przecierałam oczy ze zdumienia, bo aż trudno uwierzyć, iż wyszła spod pióra autora wciągającego Elantris i napisanego z rozmachem Z Mgły Zrodzonego. I mimo że poznajemy tu ważnych dla planowanej na dziesięć tomów historii bohaterów i elementy świata przedstawionego, jest napisana w taki sposób, że zniechęca do czytania. 
Ale skoro o bohaterach mowa, przyjrzyjmy się im bliżej. Pierwszym jest Szeth, Kłamca z Shinovaru, przez innych zwany Skrytobójcą w Bieli. Jego Kamień Przysięgi jest w posiadaniu potężnych panów - i zobowiązuje go do wykonywania ich woli. Jest znakomitym skrytobójcą, ponieważ posiada Ostrze Odprysku - niezwykłą broń, która potrafi przeciąć każdy, nawet najtwardszy rodzaj materiału, a do tego umie używać Burzowego Światła, Przywiązując się w różnych kierunkach, czyli zmieniać sobie grawitację.

Drugim jest prawie dwudziestoletni Kaladin, syn chirurga, który sam nie wie, kim chce być w przyszłości, ale postanawia pójść do wojska wraz ze swoim powołanym młodszym bratem, by go chronić. Jego losy są zaiste tragiczne – wskutek fatalnego zbiegu okoliczności ginie jego brat, a on sam kończy jako niewolnik. Chłopak zostaje sprzedany lordowi Sadeasowi i ma obsługiwać most czwarty, czyli bez żadnego opancerzenia nieść go do walki na Strzaskanych Równinach. Na skraju załamania postanawia rzucić się do rozpadliny, powstrzymuje go jednak dziwna mała istotka o imieniu Syl, która jest prawdopodobnie sprenem wiatru.

Trzecia bohaterka to nastolatka Shallan z mało znaczącego rodu Davar, który po śmierci ojca popadł w spore kłopoty. Dlatego też dziewczyna postanawia odnaleźć znaną i bogatą uczoną Jasnah Kholin, zbliżyć się do niej wystarczająco, by ukraść jej Dusznik, i wymienić go na zepsuty, który jest w posiadaniu jej rodu. Jednak gdy odnajduje już tę kobietę, okazuje się, że jest ona niezwykle interesującą i charakterną osobą, badającą istotne dla całego świata dawno zapomniane siły, które mogą doprowadzić do jego rychłego końca, co znacznie komplikuje zamiary dziewczyny.

Rodzina Kholin znajduje się w centrum wydarzeń w krainie zwanej Alethkarem - kilkudziesięcioletni Dalinar jest honorowym rycerzem i wsparciem młodego króla Elhokara, zastanawia się jednak, czy podoła temu zadaniu, bo w trakcie Arcyburz zaczyna słyszeć głos, który każe mu zjednoczyć wszystkich i zastanawia się, czy nie traci rozumu. Podobne pomieszanie zmysłów dopadło jego zamordowanego przez skrytobójcę brata, poprzedniego władcy. Ten z kolei przed śmiercią kazał Dalinarowi odnaleźć najważniejsze słowa, jakie może wypowiedzieć człowiek. Tymczasem inni Arcyksiążęta nie ustają w knuciu intryg i próbach pozyskania jak największych wpływów i bogactw, szczególnie od czasu odkrycia, że na Strzaskanych Równinach pojawiają się Przepastne Bestie, z których można pozyskać niezwykle cenne Serca Klejnotów. A ponieważ Równiny zamieszkane są przez lub zwany Parshendi, od kilku lat toczy się wojna o to, kto pierwszy zauważy i zabije bestię. Tak więc u stóp Strzaskanych Równin rozłożyło się dziesięć obozów wojennych należących do dziesięciu Arcyksiążąt Alethkaru.

Jak widać z powyższych opisów bohaterów i świata przedstawionego, całość ma naprawdę ogromny potencjał. I szkoda, że został prawie całkowicie zaprzepaszczony. Jak to się stało? We wstępie do powieści sam autor mówi nam, że zaczął ją tworzyć jeszcze w latach 90-tych, pracował nad nią ponad 10 lat, a ostatecznie została wydana po angielsku w 2010 roku. Pisarz wielokrotnie poprawiał i przepisywał jej fragmenty, przez co widać diametralną różnicę zarówno w stylu, dialogach, jak i sposobie prowadzenia akcji i charakterystyce postaci pomiędzy poszczególnymi partiami książki. Im wcześniejsza część utworu, tym jest gorzej. Miałam nieodparte wrażenie, że zamiast dobrze zaplanowanej powieści czytam rozgrzewki pisarskie, takie sobie wprawki w tworzeniu opisów miejsc i bohaterów, które nie łączą się ze sobą w sposób płynny, a co gorsza nie przyczyniają się w żaden sposób do rozwoju fabuły, lepszego opisu świata przedstawionego, ani nie charakteryzują lepiej postaci. Czytając, miałam poczucie, że jadę poruszającym się 20 km/h autobusem miejskim, z nerwowym, niepewnym siebie kierowcą, który co chwilę bez ostrzeżenia wciska hamulec. Dopiero na ostatnich 200 stronach odetchnęłam, bo widać na nich wreszcie dobry styl i warsztat pisarski, który znamy z innych książek autora.

Nie przypadł mi także do gustu protagonista, czyli Kaladin. I mimo że jest jasne, że pisarz stosuje tu typowy dla fantasy koncept od zera do bohatera, moim zdaniem historii tego zera jest tu zdecydowanie za dużo. Tak, jak jest jej za dużo w powieściach o Achai Andrzeja Ziemiańskiego. Intencją pisarza było zapewne to, że nieszczęścia, które spotykają bohatera, mają wywołać emocje współczucia u czytelnika, robi to jednak tak nieumiejętnie, że nie znalazłam ani jednego powodu, by chłopaka choć trochę polubić. Kolejnym problem z tą postacią jest fakt (sam autor mówi o tym w kilku wywiadach), że cierpi on na depresję. Popieram szlachetną akcję szerzenia wiedzy na temat tej ciężkiej choroby, ale powieść high fantasy nie wydaje się najlepszym do tego miejscem. W świecie przedstawionym nie ma bowiem nauki w postaci psychologii, a co dopiero psychiatrii, a sama cywilizacja nie rozwinęła się do tego stopnia, by zaistniały w niej współczesne choroby cywilizacyjne. Czy to znaczy, że spren Kaladina zostanie pierwszym w cosmere psychiatrą? Ponadto w high fantasy występują zazwyczaj prawdziwi herosi, postaci, które muszą i potrafią szybko i zdecydowanie działać, a nie takie, które nie wiedzą, kim być i nie mają motywacji do zrobienia czegokolwiek. Co więcej, jeśli czytało się Czarną kompanię lub Malazańską Księgę Poległych, które powiedziały już chyba wszystko, co da się o wojnie fantasy wyrazić słowami, uwidocznia się to, że jej opisy, sens i ekonomia pozostawiają sobie wiele do życzenia. Przy lekturze czułam się rozczarowana, bo czułam wtórność i płytkość zastosowanych w tej dziedzinie rozwiązań. Dlatego też historia tej postaci po prostu mnie znudziła.

Na szczęście jest jeden aspekt powieści, który wypada na tle reszty dużo korzystniej. Jak zwykle u Sandersona mamy do czynienia z niezwykle ciekawą koncepcją świata przedstawionego - super wytrzymałe Pancerze i Ostrza Odprysku, wzywane w ciągu 10 uderzeń serca, szlachetne kamienie, które w trakcie Arcyburzy można napełnić Burzowym Światłem i nadać im różne przydatne zastosowania, np. oświetlenie czy ogrzewanie, a także robiąc z nich fabriale. Również Dusznikowanie, czy pojawiające się nie wiadomo skąd spreny powietrza, bólu, dumy, strachu czy towarzyszące zainfekowanym ranom zgniłospreny to jedyny w swoim rodzaju pomysł. I jednocześnie najciekawsza część powieści, choć autor dopiero je wprowadza i nie wyjaśnia ich zbyt szczegółowo, a czytelnik odkrywa je z równym zaskoczeniem, co bohaterowie. Na plus zaliczam również dobrą mapę i świetne wewnętrzne ilustracje, które pomagają wyobrazić sobie istoty i miejsca w niezwykłym świecie cosmere.

Reasumując, tę nierówną, słabo napisaną powieść mogę polecić jedynie zażartym fanom Brandona Sandersona (tak, wychodzi na to, że chyba nim jestem), a jedynym powodem, by ją przeczytać (najlepiej stosując techniki szybkiego czytania) jest drugi tom, czyli Słowa Światłości, który jest zaskakująco lepszy od swojego poprzednika. Dziwię się, że wydawca nie okroił tej powieści, czy chociażby nie poprosił autora o poprawienie licznych słabszych fragmentów. W rezultacie dostajemy do rąk nieudolnie napisaną powieść ze zmarnowanym potencjałem, co na szczęście przydarzyło się Sandersonowi tylko ten jeden raz.

Autor: Brandon Sanderson

Tytuł: Droga Królów, tytuł oryginału: The Way of Kings

Tłumacz: Anna Studniarek

Wydawnictwo: Mag

Rok wydania: 2014