Tęcza za horyzontem – też chcielibyście sprawdzić, gdzie to jest? O tym tajemniczym miejscu pisze ostatnio Radomir Darmiła w swojej najnowszej powieści science fiction o takim właśnie tytule.
Dwa okręty kosmiczne zażartych wrogów – Federacji i Zjednoczenia – po pechowym skoku w nadprzestrzeń doznają poważnych zniszczeń i pojawiają się w nieznanym miejscu nad sięgającą horyzontu równiną. Co więcej, członkowie obu załóg mają zaniki pamięci, doświadczają ataków paniki i najwyraźniej tracą część swoich umiejętności. Czy w tej sytuacji warto zacząć negocjować i dać szansę znienawidzonym przeciwnikom?
Na plus autor wyraźnie nawiązuje tu do klasycznych antywojennych powieści science fiction, bezlitośnie wytykając liczne absurdy i brutalność zbrojnych konfliktów na kosmiczną skalę. Robi to jednak z przymrużeniem oka, tworząc dwie przerysowane frakcje. I tak Zjednoczenie to w całości jasnoskórzy bracia Słowianie, opierający się na patriarchacie, zaś Federacja to czarnoskórzy, stawiający na różnorodność, tolerancję i wolność osobistą. Ważnym i dość dobrze poprowadzonym wątkiem jest tu zatem wzajemne poznawanie się obu stron i rozważania, czy dałoby się żyć bez ogarniającej wszystko wojny. Interesujące jest też nad wyraz tajemnicze miejsce akcji i teorie, które go dotyczą – czy to zbiorowa iluzja, czyściec, plac zabaw obcej cywilizacji, a może coś zupełnie innego?
Niestety, bohaterowie i ich motywacje pozostawiają wiele do życzenia. Zapamiętać można w zasadzie tylko dwoje z nich – znajdującego się w centrum wydarzeń Trzeciego ze Zjednoczenia, który jest dość inteligentny i umie manipulować ludźmi, a także Masajkę o imieniu Makajla, energiczną, pewną siebie kobietę. Reszta osób jest niczym więcej niż tłem, tym bardziej że trup ściele się tu gęsto – mam wrażenie, że niczym bohater zbiorowy jedynie bezrefleksyjnie reprezentują swoją stronę konfliktu, przez co w zasadzie nie posiadają indywidualnych cech. Nieco ciekawiej wypadła istota, która... podaje się za boginię. Również to, jaki stosunek do niej mają nasi rozbitkowie, może być angażującym i interesującym elementem fabuły. A dodatkowo znajdziecie tu żarty z... motywu wybrańca w fantasy. Jednak największą wadą tego utworu było dla mnie to, że autor ma tendencje do popadania w skrajności – dwie frakcje reprezentują tu całkowicie przeciwne sobie wartości, podobnie jak dwie najistotniejsze postaci kobiece – jedna jest naiwna i zagubiona, a druga całkowicie wyzwolona i wręcz brawurowa. Osobiście lepiej odnajduję się w historiach, które pokazują różne odcienie szarości oraz bardziej wiarygodnych bohaterów.
Akcja jest wartka, pełna bijatyk i zdecydowanie nastawiona na dostarczenie rozrywki. Jednak po intrygującym początku niemal nieustająca seria owych potyczek może nieco nużyć. Ponadto w moim odczuciu tematów do refleksji czy teorii hard science fiction mogłoby tu być szczyptę więcej, co zapewniłoby lepszą równowagę pomiędzy ludycznymi i poważnymi elementami utworu. I mimo że autor zadaje tu ważne pytanie – co reprezentuje sobą nieustannie skonfliktowana ludzkość – to jego podszyta groteską odpowiedź na nie nie do końca mnie satysfakcjonuje pod względem głębi. Bardziej przemawiają do mnie nieoczywiste utwory Istvana Vizvary'ego czy budzące silne emocje pomysły Pawła Matuszka.
W „Tęczy za horyzontem” Radomira Darmiły zabrakło mi ostatniego pociągnięcia pędzla w postaci dopracowania bohaterów oraz odpowiedniej równowagi pomiędzy rozrywką i refleksją. Z drugiej strony przy lekturze tego utworu można się dobrze bawić, sprawdźcie więc sami, jak go odbierzecie.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu IX.
Moja ocena: 4/6
Autor: Radomir Darmiła




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.