28 października 2024

[recenzja] John Wyndham „Kukułcze jaja z Midwich” – Igraszki ewolucji

John Wyndham wyrasta na moje tegoroczne odkrycie w dziedzinie science fiction, bo bardzo spodobały mi się jego wizjonerskie powieści „Dzień tryfidów” i „Poczwarki”, ale to napisane w 1957 roku „Kukułcze jaja z Midwich” zrobiły na mnie największe wrażenie. A co było tego powodem, opisuję w niniejszej recenzji.


Wyobraźcie sobie spokojną wieś, gdzieś na angielskiej prowincji, której wszyscy mieszkańcy nieoczekiwanie zasypiają na jeden dzień, a jakiś czas potem odkrywają, że każda kobieta w wieku rozrodczym zaszła w ciążę. W obliczu tak nieoczekiwanych zdarzeń zszokowani mieszkańcy Midwich postanawiają zachować tajemnicę i wspierać się wzajemnie w opiece nad enigmatycznymi dziećmi. A szybko okazuje się, że mimo w miarę normalnego wyglądu (z wyjątkiem fosforyzujących na złoto tęczówek) młode istoty mają umiejętności, które zdecydowanie wykraczają poza to, co naturalne...

Autor umiejętnie buduje tu coraz większe napięcie i rewelacyjnie łączy elementy horroru z science fiction, dzięki temu książkę czyta się z zapartym tchem. Mamy okazję obserwować tu różne reakcje ludzi na zaistniałą sytuację, a wśród nich prym wiedzie postać wykształconego Gordona Zellaby'ego, który to skrupulatnie analizuje niemal każdy aspekt fenomenu Dzieci, od ich poczęcia przez sposób funkcjonowania do nadzwyczajnych zdolności. Ten mężczyzna początkowo wydaje się zadzierać nosa i wygłaszać nazbyt skomplikowane tyrady, jednak w miarę rozwoju sytuacji okazuje się, że jest istną kopalnią wiedzy, a konkretnie interesujących teorii naukowych, w tym tej o sztucznie wywołanej partenogenezie czy też ksenogenezie. Z nauk to właśnie biologia gra tu pierwsze skrzypce – a języczkiem u wagi jest tu walka pomiędzy gatunkami o dominację i przetrwanie, nie mniej ważna jest ewolucja. Bo jak się na pewno domyślacie, tytuł nieprzypadkowo nawiązuje do kukułek. A jednym z moich ulubionych stwierdzeń wspomnianego mężczyzny było to, że „matka natura” to jedno z najbardziej zakłamanych określeń, jakie wymyśliła ludzkość, bo w gruncie rzeczy jest ona całkowicie bezwzględna.



Istotnym aspektem niepokojącego fenomenu Dzieci jest etyka – bo jak traktować istoty, które mają inną naturę, niż ludzka, a przez to inny sposób myślenia i system wartości? Czy powinny podlegać takim samym prawo, ograniczeniom i karom? Czy w ogóle da się z nimi porozumieć i znaleźć wspólny punkt odniesienia, czy zostaje tylko wzajemna eliminacja? Niezależnie od odpowiedzi na te wszystkie pytania – a w trakcie lektury rodzi się ich naprawdę sporo – wniosek jest jeden: ta powieść pokazuje jeden z najciekawszych obcych gatunków w historii science fiction. A przy tym wszystkim autor pozostawia nam czytelnikom swobodę interpretacyjną, bo nic nie jest tu pewne.


A mną osobiście najbardziej wstrząsnęła sytuacja kobiet, które w zasadzie zostały sprowadzone do roli inkubatorów, a co gorsza, po urodzeniu Dzieci okazało się, że tak naprawdę nie mogą z nimi nawiązać emocjonalnej więzi.

Uważam, że „Kukułcze jaja z Midwich” Johna Wyndhama to wartościowa i zarazem wstrząsająca lektura, z którą powinien się zapoznać każdy szanujący się fan fantastyki naukowej. Mało jest bowiem tak zapadających w pamięć obrazów obcych i angażujących opowieści o walce gatunków, poruszających szerokie spektrum problemów naukowych i moralnych.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.


Moja ocena: 5,5/6


Autor: John Wyndham

Tytuł: Kukułcze jaja z Midwich
Tytuł oryginału: The Midwich Cuckoos
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2024
Stron: 244

2 komentarze:

  1. Jest w tej historii coś, co sprawia, że chcę ją przeczytać! Chociaż to nie jest gatunek, po który często sięgam!

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.