Po intrygującym „Dniu tryfidów” z chęcią sięgnęłam po kolejny klasyczny utwór science fiction Johna Wyndhama zatytułowany „Poczwarki” i z zainteresowaniem zagłębiłam się w kolejną oryginalną wizję naszej przyszłości.
Dziesięcioletni David Strorm jest jednym z wielu mieszkańców dobrze prosperującego rolniczo rejonu Waknuk, jednego z niewielu cywilizowanych terenów w odległości wielu mil. Jego społeczność jest niezwykle religijna i wierzy, że człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, dlatego też ojciec chłopca żarliwe wyszukuje wszelkich odstępstw od normy, w tym pojawiających się co i raz to mutacji roślin czy zwierząt, by je bezwzględnie tępić. Tak więc gdy David przypadkiem poznaje sekret swojej równoletniej sąsiadki Sophie – czyli jej sześć placów u stóp – jest zszokowany, że jest ona normalną, sympatyczną dziewczynką. Niestety, wkrótce za sprawą kogoś innego tajemnica wychodzi na jaw i cała jej rodzina zostaje złapana i zabita. Co gorsza, jakiś czas później bohater odkrywa, że on też ma mutację, która na szczęście nie jest zmianą fizyczną...
W zasadzie autor sięga tu po podobne motywy, co w „Dniu tryfidów” – pokazuje społeczność po apokalipsie i możliwe tory ewolucji, jednak realizuje te tematy w zupełnie inny sposób, dodając do nich strach przed innością i uciekanie w ekstremizm religijny, gdy nie wiadomo, co zrobić w trudnej sytuacji. Krajanie Davida tworzą bowiem zamkniętą grupę – w sensie dosłownym i metaforycznym, bo starają się nie dopuścić do żadnych zmian. Krytykują Dawnych Ludzi za ich ambicje i brak odpowiedzialności, sami popadając w skrajności. Czytając, zastanawiałam się, czy właśnie tak może wyglądać nasza przyszłość? Do czego będziemy w stanie się posunąć jako zbiorowość, by przetrwać w nieprzyjaznym środowisku? Co będzie akceptowalną normą i jak będzie się traktować jej naruszanie? Zadawałam sobie też pytanie, na ile warto dopasowywać się do wymagań społecznych i co zrobić, gdy okażą się one niesprawiedliwe, niesłuszne, krzywdzące czy też ograniczające rozwój? A tak się składa, że każda pokazana tu społeczność uważa, że ma najlepszy system organizacji i najszlachetniejsze wartości, dzięki czemu góruje nad innymi.
„Dzień tryfidów” zawierał elementy horroru, których tu nie znajdziecie – bo w tej powieści najistotniejsze są moim zdaniem elementy fantastyki socjologicznej, bo można tu dostrzec przejście od dystopii, w której żyje bohater, do utopii, gdy poznajemy ostatnią bardzo zaawansowaną pod każdym względem grupę ludzi. I tak, by nie zaserwować żadnych spoilerów, napiszę tylko, że jestem ciekawa, czy też odbierzecie ją jako w gruncie rzeczy optymistyczną wizję naszej przyszłości.
Jednak życie to zmiana i tym się różni od skał – zmiana jest istotą jego natury. Kimże więc byli niedawni panowie stworzenia, że spodziewali się pozostać niezmienieni? Forma życia, która rzuca wyzwanie ewolucji, jest zagrożeniem dla siebie: jeśli się nie przystosuje, zginie. (s. 215)
Ponadto interesującą postacią jest tu nie tyle główny bohater, którego dojrzewanie mamy okazję obserwować, co przede wszystkim jego mentor – wuj Axel, który jako marynarz sporo pływał i podróżował. Dzięki temu ma dużo szersze horyzonty niż ktokolwiek w Waknuk, co zresztą skrzętnie ukrywa, i zadaje chłopakowi wiele bardzo istotnych pytań oraz uświadamia mu, jak istotne są umiejętność samodzielnej oceny rzeczywistości oraz szlifowanie umysłu. W trakcie lektury śledźcie więc jego wypowiedzi uważnie, bo moim zdaniem ma wiele mądrych rzeczy do przekazania.
Podsumowując, w „Poczwarkach” Johna Wyndhama postapokaliptyczne tło jest pretekstem do rozważań nad rolą religii i organizacji społecznej w obliczu przetrwania. Powieść stymuluje także do refleksji nad przyszłością ludzkości, nieuchronną ewolucją oraz lękiem przed innością i zmianą. A przede wszystkim podkreśla, jak ważne jest szlifowanie własnego umysłu, dlatego też sądzę, że przypadnie ona do gustu miłośnikom inteligentnej fantastyki naukowej.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.
Moja ocena: 5/6
Autor: John Wyndham
tryfidów czytałem, bardzo fajne post apo, więc to tez przeczytam, zwłaszcza, że już zakupione:)
OdpowiedzUsuńJuż sama okładka przyprawia mnie o ciarki i raczej nie przeczytam :O
OdpowiedzUsuńChyba raczej nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuń