Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Kańtoch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Kańtoch. Pokaż wszystkie posty

16 marca 2025

[recenzja] Anna Kańtoch „Czeluść” – Tajemnice niepamięci

Jak wiecie, zawsze z niecierpliwością wypatruję nowych książek Anny Kańtoch, bo cenię ich oryginalność, przepiękny styl i niezwykły klimat. Pod tym względem „Czeluść” zdecydowane nie zawodzi.


10 stycznia 2025

[recenzja] Anna Kańtoch „Czarne” – Kształt niemożliwości

Z ogromną chęcią sięgam po książki Anny Kańtoch nie tylko z powodu przepięknej polszczyzny, którą autorka się posługuje, ale przede wszystkim ze względu na jej niezwykłą wyobraźnię i umiejętność całkowitego angażowania czytelnika w opowiadane przez siebie historie. Rzecz jasna wszystkie te elementy występują w powieści „Czarne”, która dodatkowo zawiera wyjątkowo frapującą tajemnicę.


06 lutego 2021

Moc kobiecej wyobraźni – Harda Horda. Antologia opowiadań

Zapomnijmy o dziadach polskiej fantastyki, skupmy się za to na jej damach – i to aż dwunastu, których utwory możemy przeczytać w wydanej w 2019 roku antologii Harda Horda. Jest ona poświęcona przekraczaniu granic, a zawiera dwanaście związanych z szeroko rozumianą fantastyką różnorodnych pod względem stylu i gatunku opowiadań, które mogą rozśmieszyć, wzruszyć, dać do myślenia czy też wciągnąć wartką fabułą i zaskoczyć oryginalnym pomysłem.

Antologia jest pięknie wydana – w twardej oprawie, z wypukłymi i lakierowanymi elementami na okładce, zaś każdy utwór jest wzbogacony pasującą do treści czarno-białą ilustracją oraz stroną z interesującym cytatem z danego opowiadania, a także garścią interesujących informacji opatrzonych zdjęciem autorki. Znajdziecie tu także wstęp i wyjaśnienie, czym tak naprawdę jest i czemu służy Harda Horda, próżno zaś szukać spisu treści. Aby przybliżyć Wam zawartość zbioru, podzieliłam utwory na bloki tematyczne i zaznaczyłam na czerwono te, które moim zdaniem są szczególnie warte przeczytania.

24 stycznia 2020

Nadmorskie tajemnice – „Pokuta” Anny Kańtoch

Najwyższy czas na recenzję jakiegoś dobrego kryminału, który tym razem pochodzi z mojego świątecznego stosu prezentów. A zatem przed Wami najnowszy kryminał Anny Kańtoch, zatytułowany Pokuta, który podobnie jak jego dwaj poprzednicy Wiara i Łaska dzieje się w Polsce w latach 80-tych. 
 
 

11 września 2019

Wiedza, która wyzwala – Anna Kańtoch „Diabeł w maszynie”

Diabeł w maszynie Anny Kańtoch to premierowy, trzeci tom przygód detektywa Domenica Jordana, który zajmuje się sprawami nadprzyrodzonymi. To spotkanie z niezwykłym, dociekliwym i nieco mrocznym śledczym zaliczam do bardzo udanych. (A jeśli jesteście ciekawi wcześniejszej części, recenzja drugiego tomu Zabawki diabła znajduje się tu.)


10 sierpnia 2019

Brzemię więzów krwi – Anna Kańtoch „Zabawki diabła”

Domenic Jordan to specjalizujący się w sprawach nadprzyrodzonych, ubierający się na czarno detektyw, z którym po raz pierwszy mieliśmy okazję spotkać się w 2004 roku, w opowiadaniu Diabeł na wieży. Rok później wydana została antologia o tym samym tytule i o tymże bohaterze, zaś w 2006 pojawił się kolejny zbiór zatytułowany Zabawki diabła, do którego przejął prawa Powergraph i wydał go w nowej szacie graficznej. A ponieważ trzeci tom przygód niezwykłego detektywa już na nas czeka, warto odświeżyć sobie jego losy. Dla mnie to o tyle ważna seria, że dzięki niej polubiłam pisarstwo Anny Kańtoch i zaczęłam je uważnie śledzić, co zaowocowało niejedną smakowitą lekturą. 

11 lipca 2018

O nominowanych do Zajdla za 2017 rok słów kilka

Już w najbliższą sobotę wieczorem dowiemy się, kto zdobędzie przyznawaną od ponad 30 lat nagrodę Fandomu Polskiego imienia Janusza A. Zajdla, zatem warto przyjrzeć się nominowanym utworom i pospekulować, kto otrzyma statuetki.

OPOWIADANIA – diabły, ludzie i ich wynalazki

Okultyzm i magia to motywy przewodnie opowiadania Diabolus ex Machina Dawida Cieśli. Mecenas Jabłoński ma za zadanie wyjaśnienie zagadki zaginięcia duszy Williama Blakeleya, którą to przed śmiercią zapisał diabłu. A ten, rezydujący w biurze gdzieś w alternatywnej Wielkiej Brytanii, mocno się niecierpliwi, by ją dostać. Co mają z tym wspólnego wróżąca wszystkim wiedźma i niezwykła Maszyna Analityczna? Pomysł i realizacja zdecydowanie zacne, przypadła mi do gustu wyobraźnia autora.

W Ecce homo Leszek Bigos porusza popularny w literaturze motyw skazania Chrystusa na ukrzyżowanie przez Piłata, a gwoli ścisłości tym razem jego ułaskawienia. Pisarz ma tu zaiste intrygujący pomysł na konsekwencje tego wydarzenia i zarazem mocna pointę, moim zdaniem zasługujące na tegoroczną nagrodę. 

 
Kolejne opowiadanie to Szaławiła Marty Kisiel, o której pisałam tu. To kontynuacja historii eklektycznego, lecz magicznego budynku zwanego Lichotką oraz jej nowej właścicielki i mieszkańców. W stosunku do Dożywocia główna postać jest dużo ciekawiej scharakteryzowana, co dobrze wróży kolejnej powieści z tej serii. I jak zwykle u tej autorki występuje cięty, dowcipny język, który przez jednych jest uwielbiany, innych zaś nie zachwyca.


Eudajmonia Magdaleny Kucenty przykuła moją uwagę od pierwszego zdania: Dziś szczęście było żółte. Głównym celem mieszkańców Noviportu jest bowiem osiągnięcie co najmniej 60% szczęścia, a pomagają im w tym rozliczne programy, światy wirtualne, cyberny, awatary i głosowania, np. jak dziś ozdobić główny plac. Protagonistka ma z tym jednak pewne kłopoty, nie tylko ze względu na traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, ale i z powodu innego podejścia do definicji szczęścia niż wszyscy. Mimo pewnego chaosu (jak przypuszczam w dużej mierze celowego) w tworzeniu dość złożonego świata przedstawionego, jest to utwór, który daje najwięcej do myślenia i jestem przekonana, że zawalczy o statuetkę za 2017 rok.

W Chwale Przemysław Zańko prezentuje nową interpretację mitów greckich – w których kasandra to nie wieszczka, ale konstruktorka wojennych machin, a achilles to typ żołnierza we wspomaganym pancerzu. Zamysł jest zrealizowany naprawdę zgrabnie, jednak w stosunku do innych opowiadań jest bardziej rozrywkowe niż refleksyjne.

W kategorii opowiadania stawiam na wygraną Eudajmonii Magdaleny Kucenty lub Ecce homo Leszka Bigosa. Oba wyróżniają się znakomitym pomysłem na fabułę i przesłanie. Pierwsze a nich ma do tego wciągający świat przedstawiony i interesującą główną bohaterkę. Zaś wszystkie opisane przez mnie utwory są dostępne za darmo w e-booku tu: https://zajdel.art.pl/aktualnosci.html, jeszcze zdążycie przeczytać przed głosowaniem.

POWIEŚCI

W tym roku nominacjami za najlepszą powieść roku 2017 podzieliły się dwa wydawnictwa: Powergraph z Niepełnią Anny Kańtoch (recenzja tu) i Różańcem Rafała Kosika (recenzja tu) oraz Genius Creations z Czarownicą znad Kałuży Artura Olchowego (recenzja tu), Zaszyj oczy wilkom Marty Krajewskiej oraz Wojnami Przestrzeni Pawła Majki.

Pełne recenzje pierwszych trzech utworów możecie znaleźć rzecz jasna u mnie na stronie (patrz linki w nawiasach przy utworach), ale krótko podsumuję tu moje wrażenia na ich temat. Niepełnia zachwyciła mnie pomysłem, konstrukcją szkatułkową i szerokim polem do interpretacji, Różaniec znakomitym, dystopicznym konceptem świata przedstawionego na miarę mocnego odcinka Black Mirror, zaś Czarownica znad Kałuży rewelacyjną główną bohaterką, opowieściami – nowymi legendami na początku każdego rozdziału oraz faktem, że jest w niej sporo powodów do refleksji. Bez dwóch zdań wszystkie zasługują na nominację, choć pierwsza z nich nie jest w zasadzie utworem fantastycznym, druga nie skupia się tyle na bohaterach, co porządku świata, w trzeciej zaś fabuła może być uznana przez niektórych za niezbyt wciągającą.

Biję się w piersi w kwestii Zaszyj oczy wilkom Marty Krajewskiej oraz Wojen Przestrzeni Pawła Majki – niestety, nie zdążyłam ich przeczytać. Poza tym, jak wiecie nie bardzo mi po drodze z utworami tej pierwszej pisarki, Idź i czekaj mrozów (recenzja tu) rozczarowało mnie bowiem brakiem sensownej fabuły, a nic nie irytuje mnie tak, jak zmarnowany potencjał. Ale w przyszłym roku obiecuję solenną poprawę i wzięcie udziału w akcji ZewZajdla, Was też serdecznie zachęcam.

Zatem uczciwie będzie, jeśli w przypadku powieści powstrzymam się od spekulacji na temat wygranej. Ale dam Wam znać w sobotę, kto wygrał! A Wy przeczytaliście wszystkie utwory i będziecie głosować? Kto waszym zdaniem wygra?

28 kwietnia 2018

Duszne sekrety Rokitnicy

Wiara, czyli ostatni kryminał napisany przez Annę Kańtoch, opowiada o wydarzeniach w letniskowej wsi Rokitnica niedaleko Żywca w roku 1986. Lokalny proboszcz, Jerzy Marczewski, znajduje na torach ciało młodej dziewczyny. W celu poprowadzenia śledztwa do wsi przybywa kapitan milicji Andrzej Witczak i razem z lokalnymi funkcjonariuszami, w tym z niezbyt ładną, truchlejącą w trudnych sytuacjach, ale za to całkiem bystrą starszą szeregową Hanką Gierasówną, próbuje rozwikłać tajemnicę zamordowanej. A zadanie nie jest proste – nie wiadomo, skąd dziewczyna przyjechała, czemu ubrała się tak elegancko i nie broniła się przed pięcioma ciosami nożem, nieznana jest też jej tożsamość, bo ktoś pozbył się jej torebki. Wiadomo jedynie, że koło nasypu kolejowego od lat stoi niepodpisany krzyż, przy którym położono niedawno świeże kwiaty. Zadania nie ułatwia także panujący tego lata wyjątkowy upał.

Zdeterminowany kapitan Witczak prosi o pomoc młodego proboszcza i sprawa nabiera kolorów, gdy ten drugi dowiaduje się, że jego poprzednik został odwołany w tajemniczych okolicznościach, wcześniejszy się powiesił, a ten przed nim utonął po pijaku w jeziorze. Niektórzy mówią wprost, że Rokitnica jest przeklęta. Ponadto na drzwiach kościoła ktoś regularnie pisze kredą ostrzeżenie o złu, które nadejdzie ze wschodu. Po jakimś czasie okazuje się również, że wiele lat temu miała miejsce inna tragedia, w dodatku miejscowi konsekwentnie milczą w tym temacie. Pozostała po niej jedynie dziecięca wyliczanka o wilkołaku z siekierą, której ktoś właśnie nauczył chłopców z letniej kolonii. Czy te odległe czasowo zbrodnie mogą mieć ze sobą coś wspólnego?


Śledztwo toczy się dwutorowo – zarówno milicjanci, jak i proboszcz podążają odkrytymi przez siebie tropami, które prowadzą m.in. do Olsztyna, czyli miejsca zamieszkania denatki, a także na Śląsk, do domu dziecka, w którym się wychowywała, trafiając przy tym na wiele ślepych zaułków. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w lesie obok budowanej właśnie elektrowni jądrowej pojawia się kolejne ciało... I choć podejrzenie pada najpierw na lokalnych hippisów protestujących przeciwko zagrożeniu, jakie ich zdaniem niesie elektrownia, Witczak wie, że rozwiązanie sprawy nie jest takie proste.

Wiara jest znakomitym kryminałem z wielu powodów. Po pierwsze, umiejscowienie wydarzeń w niewielkiej miejscowości letniskowej w roku 1986, tuż po słynnej awarii elektrowni w Czarnobylu, było strzałem w dziesiątkę. Autorka umiejętnie buduje atmosferę napięcia i oddaje duszną specyfikę małych wsi, w których mieszkańcy uważają wszelkich przyjezdnych za obcych i nie dzielą się z nimi lokalnymi tajemnicami. Nawet, jeśli jest to ich własny proboszcz. Ten rok wydarzeń pozwolił też na wprowadzenie wielu smaczków – np. kapitan czyta Nowe przygody pana Samochodzika, sól do frytek znajduje się w słoiku z dziurkowanym wieczkiem, a najpopularniejszy napój bezalkoholowy to oranżada. Z drugiej strony pozwolił on uniknąć elementów, które zepsułyby pomysł pisarki na niezwykłą atmosferę powieści, bo badanie odcisków palców czy DNA w mig rozwiązałyby kilka zagadek.

Po drugie, powieść ma umiejętnie skonstruowanych bohaterów – zarówno Witczak, który z ogromnym zaangażowaniem stara się odkryć prawdę, bo w gruncie rzeczy nie chce wracać do domu do konsekwencji swoich błędów, jak i młody proboszcz, który uświadamia sobie, że wysłali go tu, bo nie wtyka nosa w nieswoje sprawy, jak i Hanka, niezbyt pewna siebie, choć spostrzegawcza, są wiarygodni i trójwymiarowi. Także postacie z drugiego planu mają ciekawy rys psychologiczny – kaleka Ewa, która chce zwrócić na siebie uwagę i zachęca proboszcza, by ją odwiedzał, bo może wtedy mu coś powie, pijący zdecydowanie za dużo milicjant Waśkowiak, który uważa, że najlepsze lata ma już za sobą, czy też 96-letnia staruszka Jadwiga Ciołek, która nie chce jeszcze odejść z tego świata.

Trzecim atutem książki jest przemyślana narracja. Przy scenach opisowych prowadzi ją wszechwiedzący narrator trzecioosobowy, jednak samo śledztwo obserwujemy oczami Witczaka, Marczewskiego i Hanki i tu narracja zmienia się na mowę pozornie zależną, bo poznajemy tok myśli i emocje tych trzech postaci. Dzięki temu czytelnik, jako osoba z zewnątrz Rokitnicy, razem ze śledczymi stopniowo rozwikłuje zagadkę tajemniczych śmierci. Na pochwałę zasługuje też tempo prowadzenia opowieści – ani za szybkie, ani za wolne, po prostu w sam raz.

Czwartym elementem, który mnie zachwycił, jest język, jakim napisana jest powieść. Już od pierwszej strony cieszy niezwykle staranny i trafny dobór wyrazów, który tak mocno oddziałuje na wyobraźnię, że przy opisach upalnej pogody pociłam się razem z bohaterami. Ponadto postaci bardziej wykształcone mówią poprawnie, a lokalni chłopi i chłopki używają wiejskiej gwary, która konsekwentnie występuje we wszystkich ich wypowiedziach. Wyraźnie widać tu doświadczenie i wyrobienie autorki.

I choć moim ulubionym gatunkiem jest fantasy, dzięki tej książce z przyjemnością przypomniałam sobie, że gustuję również w dobrych kryminałach, jakim niewątpliwie jest Wiara. Zaś samo rozwiązanie zagadki wręcz idealnie pasuje do gorącej, dusznej i nieco klaustrofobicznej atmosfery, którą przez całą książkę umiejętnie buduje autorka. Zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom pomysłowo skonstruowanych kryminałów i po prostu dobrze napisanych książek.

Tytuł: Wiara
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2017

14 kwietnia 2018

Bystra Nina i zagadka pustego miasteczka

 RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
(Tajemnica godziny trzynastej dostępna w sprzedaży od 18.04.2018)

Tajemnica godziny trzynastej autorstwa Anny Kańtoch to trzeci tom cyklu Tajemnica diabelskiego kręgu, w którym nastolatka Nina rozwiązuje zagadki magiczno-kryminalne. Tym razem w czasie ferii zimowych w roku 1954 trafia ona wraz z trójką przyjaciół do miasteczka o uroczej nazwie Wilcze Doły, gdzie mają szkolić się pod okiem zaradnej agentki Ewy Wiśniewskiej. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem, bowiem pewnego dnia dziewczyna budzi się zmarznięta na kość na środku sali balowej najwyraźniej solidnie naruszonego barokowego pałacyku i uświadamia sobie, że kompletnie nic nie pamięta...

Wydostawszy się z podupadłego budynku zaczyna przeszukiwać miasto i ze zdumieniem stwierdza, że oprócz niej w Wilczych Dołach nie ma żywej duszy, bo wszystkie mieszkania i sklepy zostały opuszczone, a na domiar złego miasteczko jest zupełnie odcięte od reszty świata przez wszechobecne zwały śniegu. Główna bohaterka musi nie tylko przypomnieć sobie, co się wydarzyło, ale przede wszystkim przetrwać w ciężkich, zimowych warunkach. Gdy znajduje mieszkanie, w którym da się przenocować, w nocy słyszy pod drzwiami dziwne sapanie, a rano zastaje na nich cztery dziwne, głębokie rysy. Próbując odtworzyć wydarzenia znajduje ulotki, które mówią, że 26 lutego o godzinie 13:00 wszystko się zmieni, a wyglądają dokładnie tak:

Kolejna nić fabularna opiera się na retrospekcjach – opowiada o wydarzeniach sprzed niecodziennego balu – tak więc w co drugim rozdziale stopniowo dowiadujemy się, co doprowadziło do wyludnienia miasteczka, gdy Nina próbuje odtworzyć wspomnienia. Tym razem zagadka jest dość skomplikowana i nawet znając charakterystykę anielskiej magii i poznając jej kolejne elementy, niełatwo złożyć je w logiczną całość i domyślić się, co się tak naprawdę wydarzyło. Co bowiem może łączyć rozebraną warszawę, laleczki z zaszytymi ustami, znikającą krowę i otwarte, opuszczone mieszkania? W miarę czytania miałam wrażenie, że mam znacznie więcej pytań niż odpowiedzi. Mogę was jednak zapewnić, że wyjaśnienie jest rzeczowe i zapadające w pamięć.

W stosunku do poprzednich części ta rozkręca się nieco wolniej i w moim odczuciu jest niestety mniej emocjonująca od drugiego tomu (pisałam o nim tu). Dopiero końcówka zawiera sporo dynamicznych scen i znacznie przyspiesza, i z pewnością zaskoczy niejednego czytelnika. Zaś protagonistka jest poprowadzona nieco inaczej niż wcześniej – nadal stara się być porządna, ze względów ideologicznych odmawia na przykład nauki strzelania, jednak nie jest w stanie powstrzymać się przed dzieleniem się swoją wiedzą i opinią z innymi, nawet, gdy może to pogorszyć jej sytuację w szkole czy nawet zagrozić jej życiu. Krótko mówiąc – zaczęła pyskować starszym, czyli zachowywać się jak typowa, przemądrzała nastolatka, przy każdej okazji ćwicząc sarkazm, przez co w mojej ocenie staje się bardziej realistyczna. Fanów ucieszy zapewne fakt, że wreszcie ma chęć i okazję użyć swojej mocy – dzięki czemu między innymi ratuje skórę pewnego prześladowanego przez innych chłopca. Dodatkowo w tym tomie występują też smaczki związane z klasyką literatury (Nina sporo czyta) czy też historią architektury, których wyławianie sprawiło mi sporą przyjemność. I jak zwykle twórczość Anny Kańtoch napisana jest piękną, staranną polszczyzną – pierwszy raz dostałam do ręki egzemplarz dla prasy przed ostateczną korektą, w którym nie zdołałam znaleźć ani jednego błędu. 


Muszę jednak przyznać, że mam mieszane uczucia co do rozwiązania zagadki – z jednej strony do pewnego momentu zupełnie nie spodziewałam się takiego rozstrzygnięcia i kolejne tropy trzymały mnie w coraz większym napięciu, z drugiej zaś wziąwszy pod uwagę szeroko zakrojone następstwa tego, co zrobił anioł Sadkiel (ciekawe, czy to przypadek, że w Sile niższej Marty Kisiel występuje skrzydlaty o bardzo podobnym imieniu, czyli Tsadkiel), powodują tak ogromne zachwianie równowagi świata, że opisane tu konsekwencje wydają mi się zdecydowanie zbyt błahe. Nina oczywiście sporo o nich mówi w odniesieniu do mieszkańców miasteczka, lecz moja wyobraźnia i doświadczenie czytelnicze podpowiadają mi ich znacznie więcej w stosunku do całej reszty uniwersum.

Jeżeli podobały się wam poprzednie części cyklu, nie muszę chyba przekonywać do sięgnięcia po Tajemnicę godziny trzynastej – tym bardziej, że mamy w niej do czynienia z zupełnie nowym, zaskakującym konceptem na realizację anielskiej magii. Wydarzenia nabierają tempa powoli, ale dążą do emocjonującego finału, po drodze prezentując kilka iście filmowych scen akcji. Zatem zachęcam do przeczytania tej lekkiej pozycji splatającej elementy fantasy z powieścią przygodową i detektywistyczną, która zapewni wam kilka godzin przyjemnie mroźnego oderwania od rzeczywistości.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Uroboros.

Tytuł: Tajemnica godziny trzynastej
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2018

23 lutego 2018

Rezolutna Nina i las tajemnic

Tajemnica nawiedzonego lasu Anny Kańtoch to drugi tom przygód rezolutnej nastolatki Niny, obdarzonej ponadprzeciętną inteligencją i innymi umiejętnościami magicznymi, których nie potrafi jeszcze kontrolować. I tym razem staje ona w obliczu skomplikowanej, mistycznej zagadki, z którą nie radzą sobie nawet dobrze poinformowani i wpływowi dorośli. Mimo iż tom jest w zasadzie skierowany do młodszych czytelników, został napisany tak sprawnie, że zapewni kilka godzin znakomitej rozrywki także starszym molom książkowym.

Od niezwykłych wakacji w Markotach minęły ponad dwa miesiące. Spokój trwającego jesienno-zimowego semestru w roku 1953 zakłóca jednak pojawienie się w szkole dwojga dziwnych policjantów – Lisa i Sowy, którzy zabierają główną bohaterkę wraz z 8-letnim Łukaszem do budzącego grozę Instytutu Totenwald. Mieści się on z dala od wszelkich siedzib ludzkich, w środku gęstej puszczy, gdzie dzieci poddawane są przedziwnym testom, a wszyscy drżą ze strachu przed otrzymaniem czerwonej kartki. Ku uldze Niny w ośrodku prowadzonym przez srogich komunistycznych funkcjonariuszy znajdują się znani nam z poprzedniego tomu Tamara, Jacek i Hubert. Nastolatkowie postanawiają trzymać się razem i przy najbliższej okazji dać drapaka, jednak sytuacja komplikuje się, bo Instytutu pilnują specjalnie wytresowane psy, a dwie dziewczyny, które uciekły, zostały przywiezione z powrotem z głębokimi ranami niewiadomego pochodzenia. Ponadto porucznik Lis daje Ninie tajemnicze zdjęcia pochodzące z niedalekiej, obecnie wymarłej wioski, w której z niejasnych przyczyn kościół pękł na pół. Dziewczyna boi się jednak, że może to być pułapka zastawiona przez sprytnego funkcjonariusza, waha się więc, co z tym fantem począć.

 
Powieść dostarcza emocji od początku do końca – i to zarówno tych związanych z niepewną sytuacją głównej bohaterki, jak i jej przyjaciół, a także z tytułową tajemnicą nawiedzonego lasu. Postacie są prowadzone w taki sposób, że łatwo się wczuć w ich sposób myślenia i dzięki temu po prostu je polubić. Autorka uwzględnia oczywiście rozterki nastolatków, jednak występują one jedynie w tle, dzięki czemu są dużo bardziej strawne niż w większości współczesnych młodzieżówek. Do tego wybranie roku 1953 na czas akcji to strzał w dziesiątkę – dzieci nie mogą bowiem porozumieć się z rodzicami, ci ostatni zaś nie mogą się sprzeciwić zabraniu ich pociech do instytutu prowadzonego przez budzące grozę władze. Możecie też liczyć na kilka niespodziewanych zwrotów akcji i iście dramatyczne zakończenie, bo używanie magii wiąże się z wysoką ceną. Językowo, jak zwykle w przypadku Anny Kańtoch, lektura sprawia ogromną przyjemność, przy czym na uwagę zasługują tu długie, opisowe tytuły rozdziałów – które znakomicie budują napięcie i jednocześnie pokazują talent lingwistyczny i poczucie humoru autorki. Dodatkowo pisarka rozbudowuje świat przedstawiony i wprowadza elementy, które z pewnością zostaną wykorzystane w kolejnych tomach przygód Niny. Zgrabnie łączy przy tym elementy powieści przygodowej, kryminalnej i fantasy, całości dopełniają zaś złowieszcze, czarno-białe ilustracje oraz piękna, choć niepokojąca okładka. A mój egzemplarz recenzencki zawierał dodatkowo pomysłowe materiały promocyjne, czyli teczkę personalną z Totenwaldu, która wygląda tak:

 

Zatem jeśli macie ochotę na książkę, w której harmonijnie przeplatają się wątki nadprzyrodzone, awanturnicze i detektywistyczne, śmiało sięgnijcie po Tajemnicę nawiedzonego lasu, która dostarcza sporo frajdy nie tylko nastolatkom, ale i starszym czytelnikom. A ponieważ jest dobrze przemyślana i napisana, czyta się ją szybko i wyjątkowo przyjemnie. Nic w tym zresztą dziwnego – bowiem nazwisko Anny Kańtoch na okładce to moim zdaniem gwarancja dobrej literatury. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny, trzeci tom przygód Niny, który będzie miał premierę w kwietniu 2018. I oczywiście możecie wtedy liczyć na jego recenzję. Miłego czytania!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję wydawnictwu Uroboros.

Tytuł: Tajemnica nawiedzonego lasu
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2015

01 października 2017

Nieoczywista "Niepełnia"

Niepełnia Anny Kańtoch to książka tak niezwykła, że wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Jej oryginalność i niezwykle intrygująco przedstawiony temat przewodni poszukiwania własnej tożsamości całkowicie oczarowują czytelnika i sprawiają, że utwór czyta się jak w letargu. Nic nie jest tu oczywiste i proste, a niemożliwość zweryfikowania prawdy sprawia, że zyskujemy szerokie pole do interpretacji. 
 
 

Autorka intryguje już od pierwszego rozdziału - narrator mówi nam bowiem, że sens wewnątrz jest zupełnie inny, niż na zewnątrz (s.6). Wie jedynie, że historia zaczyna się od śmierci. I tak zostaje zabrany z białego domu na odludziu i trafia na miejscowy posterunek policji, gdzie najpierw usiłuje schować żyletkę, a potem rozmawia z policjantką, która chce się dowiedzieć, co właściwie zaszło. Zamiast odpowiedzi funkcjonariuszka dostaje jednak Opowieść o zniknięciu, która jest zarazem drugim rozdziałem utworu. W ten sposób poznajemy kolejnych bohaterów - narzeczoną Piotrka Martę, która niespodziewanie znika 19 grudnia tuż przed świętami i oficjalnym ogłoszeniem ich zaręczyn, oraz jej siostrę Kaśkę. W czasie poszukiwań chłopak znajduje w komputerze Marty zabezpieczoną hasłem stronę o białym domu, którego rysunek zrobiła kiedyś jego zaginiona dziewczyna. Gdy udaje mu się uzyskać dostęp, znajduje tam (kolejne z perspektywy czytelnika) opowiadanie - tym razem Opowieść o zmianie, będącą rzecz jasna trzecim rozdziałem powieści. Jej bohaterem jest Marek, fotograf, szczęśliwy mąż i ojciec dwóch małych córek, który traci spokój po telefonie od tajemniczej kobiety szukającej Kajka. Mimo że stara się ją zignorować, ta nie daje za wygraną i z pomocą dwóch podejrzanych mężczyzn przypominających świnię i wilka (którzy jeszcze nie raz pojawią się w powieści), sprowadza go do swojego lokum. Na ścianie wisi oczywiście obraz białego domu z tropami dziwnych kopytek odciśniętych w śniegu. Marek otwiera komputer Anety, jego szurniętej byłej dziewczyny z liceum, i zaczyna czytać kolejną historię, tym razem skupiającą się na poszukiwaniach Marty. W piątym rozdziale, który również jest opowiadaniem umieszczonym na stronie białego domu, zaznajamiamy się z ostatnią parą bohaterów - maturzystami Jackiem, który pomaga w rodzinnej firmie i Dżesiką, ambitną, ale pochodzącą z ubogiej rodziny dziewczyną. Chłopak wyznaje jej, że obserwuje przez teleskop dom jednej z sąsiadek i wszystko wskazuje na to, że trzyma ona kogoś w piwnicy. Niewiele myśląc, młodzi postanawiają zakraść się tam pod nieobecność gospodyni i sprawdzić, jaką tajemnicę skrywa zamknięte na kłódkę pomieszczenie...

Rzecz jasna autorka zastosowała tu konstrukcję szkatułkową, w której umiejętnie przeplata losy i przemyślenia wszystkich postaci, umieszczając podobne elementy - damski różowy sweter, który bywa czasem polarem, ale zawsze pachnie perfumami o zapachu cytrusów, bohaterowie działają damsko-męską parą, i wszyscy natykają się na biały dom i spisane przez kogoś opowieści o parze innych śmiałków. I tu dochodzimy do uzasadnienia, dlaczego ta powieść jest takim majstersztykiem - nie sposób się bowiem zorientować, kto pisze o kim, kiedy dzieją się poszczególne wydarzenia, a także w jakiej są relacji czasowej do siebie - co jest czyją przeszłością, przyszłością czy teraźniejszością. Nawet podane daty - styczeń 2004 w pierwszym rozdziale czy 2008 w przypadku opowieści o Marku, niczego nie wyjaśniają. Tym bardziej, że w spisanej przez Anetę historii Marek od dawna nie żyje, a w innej jego żona zamiast w sądzie pracuje jako rehabilitantka... W środkowych rozdziałach graniczy z niemożliwością określenie, kto jest autorem poszczególnych historii, a zrezygnowanie z wszechwiedzącego narratora i zastosowanie zarówno czasów teraźniejszego, przeszłego, jak i przyszłego było znakomitym posunięciem, bo dodaje utworowi tajemniczości i tworzy atmosferę niejednoznaczności.

Jedynym punktem odniesienia jest narrator z pierwszego rozdziału - i mogę was zapewnić, że gdy dojdziecie do ostatniego, wrócicie do początku, by sprawdzić, jak potoczyła się historia i dialogi, by przyjrzeć się podobieństwom i różnicom. Kim tak naprawdę jest osoba z pierwszych stron książki, w jakim stopniu widzi siebie (a czytelnik widzi ją) w bohaterach pozostałych opowieści, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy było tylko wytworem wyobraźni, która musiała poradzić sobie z tragedią utraty i pozostałym po niej uczuciem niepełni - oto ogromne pole do interpretacji, jakie daje nam autorka.

W Niepełni zachwyca nie tylko mistrzowsko zrealizowany pomysł na konstrukcję szkatułkową i niejednoznaczną narrację, a także wyjątkową (dlaczego - przeczytajcie sami) postać, czyli Słoneczko, ale również warstwa językowa - i tak tajemnica jest lepka i brązowa, jest gęstym słowem (s. 14), obce ma smak tranu i tłustej czerni (s.16), huśtawka zaś wydaje z siebie lepkie, żelaziste dźwięki (s.51). Autorka umiejętnie prowokuje czytelnika do ciągłego zastanawiania się, weryfikowania świata przedstawionego, a przez to zarazem do refleksji nad tym co jest męskie, a co kobiece, gdzie przebiega granica między tymi pierwiastkami i jak to wpływają one na naszą tożsamość, czym jest dla poszczególnych bohaterów tytułowa niepełnia i jak jej doświadczają.

To z pewnością jedna z najbardziej niezwykłych pozycji ostatnich lat na polskim rynku wydawniczym, jest tak oryginalna, że nie da się jej z niczym porównać. Nazwanie jej nieoczywistym kryminałem to niesprawiedliwe zawężenie, bo jest mistrzowsko napisaną wyprawą w głąb ludzkiej psychiki i wszystkim tym, co uważny czytelnik zdoła w niej dostrzec... Bardzo gorąco polecam!



Tytuł: Niepełnia
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Powergraph
Rok wydania: 2017