sobota, 17 lutego 2018

Idź i znajdź sobie słowiańskiego potwora

Idź i czekaj mrozów Marty Krajewskiej to historia Wilczej Doliny i jej mieszkańców, utrzymana w słowiańskim klimacie. Jednak mimo tego, że fantasy jest najczęściej wybieranym przeze mnie gatunkiem literackim, ten utwór zupełnie nie trafił w mój gust. 
 
Główną bohaterkę zielarkę Vendę poznajemy w momencie, gdy biegnie przez las, by znaleźć zagubioną krowę. Na polanie spotyka sąsiadkę z córeczką, która niespodziewanie wieszczy jej przyszłość. I to rzecz jasna pierwsze z serii wydarzeń z nadprzyrodzonymi siłami w tle – bo przybrany ojciec protagonistki znika na kilka dni, a gdy wraca, jest żywym trupem. Dla wsi to spory kłopot – był bowiem opiekunem i miał wiedzę, jak leczyć i radzić sobie z różnorodnymi potworami. Mieszkańcy Wilczej Doliny proponują zatem posadę Vendzie, ta się jednak nie zgadza. A biorąc pod uwagę, że miejscowe lasy, jezioro i rzeka są pełne niezwykłych stworzeń, osada pilnie potrzebuje obsadzić to stanowisko. 

 
Nawet jeżeli powyższa historia brzmi interesująco, jej realizacja całkowicie mnie rozczarowała. Przede wszystkim utwór nie jest w ogóle powieścią – nie ma żadnego głównego wątku, brakuje także wyraźnego punktu kulminacyjnego i rozwiązania. Opowiadane przez autorkę historie to zestaw luźnych, niepowiązanych ze sobą opowieści, które mogłyby się wydarzyć w prawie dowolnej kolejności. Łączą jej jedynie stwory ze słowiańskiej mitologii, więc czytając miałam więc wrażenie, że utwór jest jedynie pretekstem do skatalogowania np. chmurników, zmor, mamun, strzygoni i innych tego typu, a także do opisania tradycji nocy Kupały czy puszczania wianków. Nie polubiłam głównej bohaterki i nie byłam w stanie zrozumieć jej postępowania – skoro wiedziała już, że nie jest dzieckiem opiekuna, czemu po jego śmierci nie próbowała szukać wiedzy o swojej przeszłości? Czemu nie zabrała się od razu za szukanie czerwonej księgi, w której mogłyby znajdować się istotne dla niej odpowiedzi i nie odeszła z wioski? I w końcu jak to się stało, że nie próbowała nawet wyjaśnić, co lub kto przyczynił się do tragicznego zgonu jej przybranego ojca? Tak zrobiłaby przecież młoda, niecierpliwa osoba, jaką jest Venda. Ponadto nie poczułam sympatii do żadnej z postaci drugoplanowych, a ich problemy ani trochę mnie nie wciągnęły.

Cały świat przedstawiony jest w mojej ocenie mało wiarygodny – skoro bez przerwy ktoś ginie i do tego wioskę otacza tyle nadprzyrodzonych zagrożeń, jak to możliwe, że w ogóle ktokolwiek tam pozostał przy życiu? Również wewnętrzna logika utworu postawia sobie wiele do życzenia – podobno podstawową zasadą wieśniaków jest to, że gdy ich rada wydaje wyrok, trzeba pozbyć się potwora. I ponoć właśnie dlatego przetrwali. A tymczasem co drugi mieszkaniec ma małżonka pochodzenia nadnaturalnego, a po jakimś czasie także obdarzone mistycznymi umiejętnościami dzieci. Co więcej, czas w fantasy jest czasem przełomowym, pokazuje wydarzenia niezwykłe i powodujące zaburzenie równowagi, a potem powrót do niej. Tymczasem tu nic takiego nie ma miejsca, bo słowiańskie demony to po prostu część lokalnego ekosystemu. Kolejną słabością książki jest to, że nie skłoniła mnie ona do przemyśleń, nie byłam w stanie znaleźć w niej żadnego przesłania czy morału, ani nawet pojedynczego tematu do refleksji, a ten element jest dla mnie w literaturze bardzo istotny. Wszystkie te rzeczy można by jeszcze darować, gdyby utwór miał chociaż wartość rozrywkową i był zabawny, ale niestety jest on napisany na serio.

Jednym słowem, natknęłam się na niezły zakalec. Zaczęłam więc dumać, kto jest właściwie czytelnikiem docelowym tego tomu – spodoba się może niezbyt niedoświadczonym czytaczom, którzy lubią słowiańskie klimaty i rekwizyty. Bo właśnie te ostatnie zachęciły mnie do sięgnięcia po Idź i czekaj mrozów. Jednak finalnie nie urzekła mnie ta historia, to bez dwóch zdań najsłabsza książka, z jaką zetknęłam się w ciągu ostatniego pół roku. A przeczytałam ją od deski do deski, by rzetelnie podzielić się z Wami moimi wrażeniami na jej temat. A zatem nisko oceniam zarówno lekko zarysowaną fabułę, hybrydową formę pomiędzy powieścią a zbiorem opowiadań, niespójny świat przedstawiony, jak i papierowych bohaterów. Dlatego też ze smutkiem odradzam tę lekturę bardziej wymagającym czytelnikom. 
  
Autor: Marta Krajewska
Tytuł: Idź i czekaj mrozów
Wydawnictwo: Genius Creations
Rok wydania: 2016

4 komentarze:

  1. W pełni się zgadzam doczolgalem się do 150 strony i mam odruch ziewania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię, ja dobrnęłam do końca tylko dlatego, by ocenić dla was całość utworu.

      Usuń
  2. Mówią, by nie oceniać książki po okładce. Bzdura - gdy wydawca wyłożył kasę na grafika to prawdopodobnie spodziewa się, że wnętrze spodoba się czytelnikom. Dlatego... ja po tę książkę nawet bym nie sięgnęła: nie muszę zaglądać do wnętrza, by wiedzieć, co w nim mniej więcej znajdę xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inne wydawnictwa mają jednak lepsze okładki, ta i tak prezentuje się znośnie na tle innych tego wydawcy. Ale zawartość się po prostu nie broni...

      Usuń