Niepełnia Anny Kańtoch to książka tak niezwykła, że wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Jej oryginalność i niezwykle intrygująco przedstawiony temat przewodni poszukiwania własnej tożsamości całkowicie oczarowują czytelnika i sprawiają, że utwór czyta się jak w letargu. Nic nie jest tu oczywiste i proste, a niemożliwość zweryfikowania prawdy sprawia, że zyskujemy szerokie pole do interpretacji.
Autorka intryguje już od pierwszego rozdziału - narrator mówi nam bowiem, że sens wewnątrz jest zupełnie inny, niż na zewnątrz (s.6). Wie jedynie, że historia zaczyna się od śmierci. I tak zostaje zabrany z białego domu na odludziu i trafia na miejscowy posterunek policji, gdzie najpierw usiłuje schować żyletkę, a potem rozmawia z policjantką, która chce się dowiedzieć, co właściwie zaszło. Zamiast odpowiedzi funkcjonariuszka dostaje jednak Opowieść o zniknięciu, która jest zarazem drugim rozdziałem utworu. W ten sposób poznajemy kolejnych bohaterów - narzeczoną Piotrka Martę, która niespodziewanie znika 19 grudnia tuż przed świętami i oficjalnym ogłoszeniem ich zaręczyn, oraz jej siostrę Kaśkę. W czasie poszukiwań chłopak znajduje w komputerze Marty zabezpieczoną hasłem stronę o białym domu, którego rysunek zrobiła kiedyś jego zaginiona dziewczyna. Gdy udaje mu się uzyskać dostęp, znajduje tam (kolejne z perspektywy czytelnika) opowiadanie - tym razem Opowieść o zmianie, będącą rzecz jasna trzecim rozdziałem powieści. Jej bohaterem jest Marek, fotograf, szczęśliwy mąż i ojciec dwóch małych córek, który traci spokój po telefonie od tajemniczej kobiety szukającej Kajka. Mimo że stara się ją zignorować, ta nie daje za wygraną i z pomocą dwóch podejrzanych mężczyzn przypominających świnię i wilka (którzy jeszcze nie raz pojawią się w powieści), sprowadza go do swojego lokum. Na ścianie wisi oczywiście obraz białego domu z tropami dziwnych kopytek odciśniętych w śniegu. Marek otwiera komputer Anety, jego szurniętej byłej dziewczyny z liceum, i zaczyna czytać kolejną historię, tym razem skupiającą się na poszukiwaniach Marty. W piątym rozdziale, który również jest opowiadaniem umieszczonym na stronie białego domu, zaznajamiamy się z ostatnią parą bohaterów - maturzystami Jackiem, który pomaga w rodzinnej firmie i Dżesiką, ambitną, ale pochodzącą z ubogiej rodziny dziewczyną. Chłopak wyznaje jej, że obserwuje przez teleskop dom jednej z sąsiadek i wszystko wskazuje na to, że trzyma ona kogoś w piwnicy. Niewiele myśląc, młodzi postanawiają zakraść się tam pod nieobecność gospodyni i sprawdzić, jaką tajemnicę skrywa zamknięte na kłódkę pomieszczenie...
Rzecz jasna autorka zastosowała tu konstrukcję szkatułkową, w której umiejętnie przeplata losy i przemyślenia wszystkich postaci, umieszczając podobne elementy - damski różowy sweter, który bywa czasem polarem, ale zawsze pachnie perfumami o zapachu cytrusów, bohaterowie działają damsko-męską parą, i wszyscy natykają się na biały dom i spisane przez kogoś opowieści o parze innych śmiałków. I tu dochodzimy do uzasadnienia, dlaczego ta powieść jest takim majstersztykiem - nie sposób się bowiem zorientować, kto pisze o kim, kiedy dzieją się poszczególne wydarzenia, a także w jakiej są relacji czasowej do siebie - co jest czyją przeszłością, przyszłością czy teraźniejszością. Nawet podane daty - styczeń 2004 w pierwszym rozdziale czy 2008 w przypadku opowieści o Marku, niczego nie wyjaśniają. Tym bardziej, że w spisanej przez Anetę historii Marek od dawna nie żyje, a w innej jego żona zamiast w sądzie pracuje jako rehabilitantka... W środkowych rozdziałach graniczy z niemożliwością określenie, kto jest autorem poszczególnych historii, a zrezygnowanie z wszechwiedzącego narratora i zastosowanie zarówno czasów teraźniejszego, przeszłego, jak i przyszłego było znakomitym posunięciem, bo dodaje utworowi tajemniczości i tworzy atmosferę niejednoznaczności.
Jedynym punktem odniesienia jest narrator z pierwszego rozdziału - i mogę was zapewnić, że gdy dojdziecie do ostatniego, wrócicie do początku, by sprawdzić, jak potoczyła się historia i dialogi, by przyjrzeć się podobieństwom i różnicom. Kim tak naprawdę jest osoba z pierwszych stron książki, w jakim stopniu widzi siebie (a czytelnik widzi ją) w bohaterach pozostałych opowieści, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy było tylko wytworem wyobraźni, która musiała poradzić sobie z tragedią utraty i pozostałym po niej uczuciem niepełni - oto ogromne pole do interpretacji, jakie daje nam autorka.
W Niepełni zachwyca nie tylko mistrzowsko zrealizowany pomysł na konstrukcję szkatułkową i niejednoznaczną narrację, a także wyjątkową (dlaczego - przeczytajcie sami) postać, czyli Słoneczko, ale również warstwa językowa - i tak tajemnica jest lepka i brązowa, jest gęstym słowem (s. 14), obce ma smak tranu i tłustej czerni (s.16), huśtawka zaś wydaje z siebie lepkie, żelaziste dźwięki (s.51). Autorka umiejętnie prowokuje czytelnika do ciągłego zastanawiania się, weryfikowania świata przedstawionego, a przez to zarazem do refleksji nad tym co jest męskie, a co kobiece, gdzie przebiega granica między tymi pierwiastkami i jak to wpływają one na naszą tożsamość, czym jest dla poszczególnych bohaterów tytułowa niepełnia i jak jej doświadczają.
To z pewnością jedna z najbardziej niezwykłych pozycji ostatnich lat na polskim rynku wydawniczym, jest tak oryginalna, że nie da się jej z niczym porównać. Nazwanie jej nieoczywistym kryminałem to niesprawiedliwe zawężenie, bo jest mistrzowsko napisaną wyprawą w głąb ludzkiej psychiki i wszystkim tym, co uważny czytelnik zdoła w niej dostrzec... Bardzo gorąco polecam!
Tytuł: Niepełnia
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Powergraph
Rok wydania: 2017
