niedziela, 1 października 2017

Nieoczywista "Niepełnia"


Niepełnia Anny Kańtoch to książka tak niezwykła, że wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Jej oryginalność i niezwykle intrygująco przedstawiony temat przewodni poszukiwania własnej tożsamości całkowicie oczarowują czytelnika i sprawiają, że utwór czyta się jak w letargu. Nic nie jest tu oczywiste i proste, a niemożliwość zweryfikowania prawdy sprawia, że zyskujemy szerokie pole do interpretacji.
Niepełnia

Autorka intryguje już od pierwszego rozdziału - narrator mówi nam bowiem, że sens wewnątrz jest zupełnie inny, niż na zewnątrz (s.6). Wie jedynie, że historia zaczyna się od śmierci. I tak zostaje zabrany z białego domu na odludziu i trafia na miejscowy posterunek policji, gdzie najpierw usiłuje schować żyletkę, a potem rozmawia z policjantką, która chce się dowiedzieć, co właściwie zaszło. Zamiast odpowiedzi funkcjonariuszka dostaje jednak Opowieść o zniknięciu, która jest zarazem drugim rozdziałem utworu. W ten sposób poznajemy kolejnych bohaterów - narzeczoną Piotrka Martę, która niespodziewanie znika 19 grudnia tuż przed świętami i oficjalnym ogłoszeniem ich zaręczyn, oraz jej siostrę Kaśkę. W czasie poszukiwań chłopak znajduje w komputerze Marty zabezpieczoną hasłem stronę o białym domu, którego rysunek zrobiła kiedyś jego zaginiona dziewczyna. Gdy udaje mu się uzyskać dostęp, znajduje tam (kolejne z perspektywy czytelnika) opowiadanie - tym razem Opowieść o zmianie, będącą rzecz jasna trzecim rozdziałem powieści. Jej bohaterem jest Marek, fotograf, szczęśliwy mąż i ojciec dwóch małych córek, który traci spokój po telefonie od tajemniczej kobiety szukającej Kajka. Mimo że stara się ją zignorować, ta nie daje za wygraną i z pomocą dwóch podejrzanych mężczyzn przypominających świnię i wilka (którzy jeszcze nie raz pojawią się w powieści), sprowadza go do swojego lokum. Na ścianie wisi oczywiście obraz białego domu z tropami dziwnych kopytek odciśniętych w śniegu. Marek otwiera komputer Anety, jego szurniętej byłej dziewczyny z liceum, i zaczyna czytać kolejną historię, tym razem skupiającą się na poszukiwaniach Marty. W piątym rozdziale, który również jest opowiadaniem umieszczonym na stronie białego domu, zaznajamiamy się z ostatnią parą bohaterów - maturzystami Jackiem, który pomaga w rodzinnej firmie i Dżesiką, ambitną, ale pochodzącą z ubogiej rodziny dziewczyną. Chłopak wyznaje jej, że obserwuje przez teleskop dom jednej z sąsiadek i wszystko wskazuje na to, że trzyma ona kogoś w piwnicy. Niewiele myśląc, młodzi postanawiają zakraść się tam pod nieobecność gospodyni i sprawdzić, jaką tajemnicę skrywa zamknięte na kłódkę pomieszczenie...

Rzecz jasna autorka zastosowała tu konstrukcję szkatułkową, w której umiejętnie przeplata losy i przemyślenia wszystkich postaci, umieszczając podobne elementy - damski różowy sweter, który bywa czasem polarem, ale zawsze pachnie perfumami o zapachu cytrusów, bohaterowie działają damsko-męską parą, i wszyscy natykają się na biały dom i spisane przez kogoś opowieści o parze innych śmiałków. I tu dochodzimy do uzasadnienia, dlaczego ta powieść jest takim majstersztykiem - nie sposób się bowiem zorientować, kto pisze o kim, kiedy dzieją się poszczególne wydarzenia, a także w jakiej są relacji czasowej do siebie - co jest czyją przeszłością, przyszłością czy teraźniejszością. Nawet podane daty - styczeń 2004 w pierwszym rozdziale czy 2008 w przypadku opowieści o Marku, niczego nie wyjaśniają. Tym bardziej, że w spisanej przez Anetę historii Marek od dawna nie żyje, a w innej jego żona zamiast w sądzie pracuje jako rehabilitantka... W środkowych rozdziałach graniczy z niemożliwością określenie, kto jest autorem poszczególnych historii, a zrezygnowanie z wszechwiedzącego narratora i zastosowanie zarówno czasów teraźniejszego, przeszłego, jak i przyszłego było znakomitym posunięciem, bo dodaje utworowi tajemniczości i tworzy atmosferę niejednoznaczności.

Jedynym punktem odniesienia jest narrator z pierwszego rozdziału - i mogę was zapewnić, że gdy dojdziecie do ostatniego, wrócicie do początku, by sprawdzić, jak potoczyła się historia i dialogi, by przyjrzeć się podobieństwom i różnicom. Kim tak naprawdę jest osoba z pierwszych stron książki, w jakim stopniu widzi siebie (a czytelnik widzi ją) w bohaterach pozostałych opowieści, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy było tylko wytworem wyobraźni, która musiała poradzić sobie z tragedią utraty i pozostałym po niej uczuciem niepełni - oto ogromne pole do interpretacji, jakie daje nam autorka.

W Niepełni zachwyca nie tylko mistrzowsko zrealizowany pomysł na konstrukcję szkatułkową i niejednoznaczną narrację, a także wyjątkową (dlaczego - przeczytajcie sami) postać, czyli Słoneczko, ale również warstwa językowa - i tak tajemnica jest lepka i brązowa, jest gęstym słowem (s. 14), obce ma smak tranu i tłustej czerni (s.16), huśtawka zaś wydaje z siebie lepkie, żelaziste dźwięki (s.51). Autorka umiejętnie prowokuje czytelnika do ciągłego zastanawiania się, weryfikowania świata przedstawionego, a przez to zarazem do refleksji nad tym co jest męskie, a co kobiece, gdzie przebiega granica między tymi pierwiastkami i jak to wpływają one na naszą tożsamość, czym jest dla poszczególnych bohaterów tytułowa niepełnia i jak jej doświadczają.

To z pewnością jedna z najbardziej niezwykłych pozycji ostatnich lat na polskim rynku wydawniczym, jest tak oryginalna, że nie da się jej z niczym porównać. Nazwanie jej nieoczywistym kryminałem to niesprawiedliwe zawężenie, bo jest mistrzowsko napisaną wyprawą w głąb ludzkiej psychiki i wszystkim tym, co uważny czytelnik zdoła w niej dostrzec... Bardzo gorąco polecam!



Tytuł: Niepełnia
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Powergraph
Rok wydania: 2017                
                 

2 komentarze:

  1. Bardzo profesjonalnie napisane, człowiek czuje się, jakby to było czasopismo literackie, a nie zwykły blog :)

    "narrator mówi nam bowiem, że sens wewnątrz jest zupełnie inny, niż na zewnątrz (s.6)"

    A to akurat wydało mi się całkiem jasne. Przynajmniej ja odczytuję to tak, że zachowanie jakiejś osoby może wyglądać absurdalnie z zewnątrz, ale dla niej samej jest całkowicie logiczne, ponieważ wie ona rzeczy (np. o sobie), których zewnętrzni obserwatorzy nie wiedzą.

    "a przez to zarazem do refleksji nad tym co jest męskie, a co kobiece, gdzie przebiega granica między tymi pierwiastkami i jak to wpływają one na naszą tożsamość"

    Tego właśnie za bardzo w powieści nie widzę. Jeżeli pojawia się jakieś odniesienie do rzeczy "męskich" i "kobiecych" to zawsze są to tylko akcesoria: ubrania, perfumy, kosmetyki. Sprawiają one, że używająca ich osoba jawi się bardziej "męsko" albo "kobieco" w oczach ludzi z zewnątrz, ale właściwie nie wiadomo, jak sama do tego podchodzi, albo jakie cechy swojego charaktery uważa za męskie czy kobiece i czy w ogóle jakieś. Nie mówię, że to wada, podoba mi się tak, jak jest, po prostu nie dostrzegam takiego elementu.

    A poza tym bardzo zgadzam się co do języka powieści. Oprócz doskonale oddanego poczucia niestabilności, niemożliwości skonstruowania ram odniesienia i braku pewności, w co można uwierzyć, to jej najmocniejsza strona. Te różne metafory, porównania, opisy wrażeń zmysłowych albo scen, wszystko sprawia, że dwustustronicowa powieść wcale nie czyta się tak szybko, bo takie fragmenty warto smakować, czytać tę książkę szybko to przestępstwo (a przynajmniej wykroczenie ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo męskie i kobiece jest dla jednego z głównych bohaterów tylko zewnętrzne, to inni mają potrzebę zdefiniowania go/jej. I dlatego to jedna z bardziej niezwykłych i nieoczywistych historii, jakie zostały ostatnio wydane.
    Cieszę się, że recenzja się spodobała - i mam nadzieję, że zachęciłam do przeczytania Niepełni. :)

    OdpowiedzUsuń

Droga nudosprenów

Gdy zaczęłam czytać Drogę królów Brandona Sandersona, pierwszy tom cyklu fantasy Archiwum Burzowego Światła, przecierałam oczy ze zdumie...