Oto fragmenty mojego najnowszego patronatu zatytułowanego „Fuga. Powieść polifoniczna” autorstwa Magdaleny Anny Sakowskiej. Mam nadzieję, że zachęcą Was do lektury tej inteligentnie napisanej powieści science fiction!
FRAGMENT 1
Sygnał przechodzi z
pewnym opóźnieniem, ale mogę podejrzeć postępy rywali, nim
systemy maskujące planety całkowicie odetną mnie od świata.
Organizatorzy z Ministerstwa Sportu i Rozrywki zapewniają, że są
nie do złamania: żaden przypadkowy turysta czy też nachalny fan
nie wyląduje w przestrzeni, która dla radarów zdaje się pasem
meteorów.
Środki ostrożności
powzięto również ze względu na to, że Pifiny jest planetą
wyjątkowo nieprzewidywalną, niezbadaną i – szczerze mówiąc –
niebezpieczną, w związku z czym publiczność obserwuje igrzyska
wyłącznie poprzez media społecznościowe. Ale ponieważ te dają
wrażenia lepsze od widowiska na żywo, nikt się nie skarży. Można
wybrać dowolny tryb oglądania: jako widz w amfiteatrze; uczestnik
patrzący na świat oczami gladiatora, słyszący jego chrapliwy
oddech, wyczuwający rytm kroków; czy też najbardziej popularny
tryb: z punktu widzenia bestii. Jeśli ma się lepszy status konta,
można do tego dodać autentyczne reakcje organizmu poddanego
działaniu stresu, zmęczenia odmiennej grawitacji, czy niecodziennej
temperatury. I nie dotyczy to tylko igrzysk: z tego co wiem, istnieją
gry wojenne, które prowadzą uczestników przez takie doznania jak
głód, wycieńczenie, indukowany chemicznie strach czy zastrzyk
noradrenaliny. A wraz z nimi otwierają się filie
psychoterapeutyczne, specjalizujące się w traumach „prawie”
wojennych. Zresztą: prawdziwe czy hologramiczne – różnica
zatarła się do tego stopnia, że mało kogo w ogóle jeszcze
obchodzi. Idąc ulicą, widzi się realne drzewa i te, które miasto
nasadziło jedynie wirtualnie. Hologramy umieszczane są w celu
lepszego sterowania ruchem ulicznym, zwizualizowania ważnych dla
obywateli informacji czy zwyczajnie dla rozrywki: bo dzieciaki czują
się lepiej, gdy do przedszkola odprowadza je dinozaur z ulubionej
kreskówki.