„Lagrange. Listy z Ziemi” Istvana Vizvary'ego to wizjonerskie hard science fiction, które sprawiło, że w trakcie lektury mój mózg wielokrotnie zmieniał stan skupienia, a w końcu niemal wyparował. A dlaczego się tak stało, wyjaśniam w recenzji.
Od najmłodszych lat jestem właścicielką głodnej wyobraźni – którą nakarmić mogły tylko Opowieści z Narnii, a potem Diuna, Ziemiomorze, czy Malazańska Księga Poległych. Nic więc dziwnego, że zostałam absolwentką polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, a pracę magisterską poświęciłam czytelniczej definicji fantasy. Na moim blogu znajdziecie recenzje książek fantasy i science fiction, powieści historycznych, a od czasu do czasu także dobrego kryminału. Smacznego czytania!
„Lagrange. Listy z Ziemi” Istvana Vizvary'ego to wizjonerskie hard science fiction, które sprawiło, że w trakcie lektury mój mózg wielokrotnie zmieniał stan skupienia, a w końcu niemal wyparował. A dlaczego się tak stało, wyjaśniam w recenzji.