24 października 2026

[recenzja] Philip K. Dick „Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” – Co czyni człowieka?

Każdy szanujący się fan klasycznej fantastyki naukowej powinien znać twórczość Philipa K. Dicka, a już w szczególności jedną z jego najsłynniejszych powieści, czyli „Blade Runnera. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”. Ta cyberpunkowa pozycja nie bez powodu była wielokrotnie ekranizowana i nadal jest szeroko dyskutowana. Przy okazji najnowszego wydania tej książki w serii „Wehikuł czasu” warto więc sprawdzić, jak bardzo wizja autora różni się głębią oraz ciężarem od niektórych bardziej rozrywkowych reżyserskich adaptacji.


Po Ostatniej Wojnie Światowej Ziemia przestaje nadawać się do życia. Stałym elementem prognozy pogody są informacje o intensywności opadu radioaktywnego, a do tego ludzie są regularnie zachęcani do przeniesienia się na inne planety, w czym mają im pomóc wykonujące najgorsze prace darmowe androidy. Gdy poznajemy Ricka Deckarda i jego żonę Iran, dowiadujemy się, jak ważny jest dla nich programator nastroju, a także elektryczna owca, którą trzymają na dachu swojego budynku mieszkalnego. Mężczyzna obsesyjnie marzy jednak o zakupie żywego zwierzęcia, w czym mogą mu pomóc nagrody za eliminowanie androidów. Celem jego aktualnego polowania są najnowocześniejsze myślące roboty z serii Nexus-6, które są niemal nie do odróżnienia od ludzi. Co to jednak dla doświadczonego łowcy i jego narzędzi – w tym niezawodnego do tej pory testu na empatię?

Jednym z najciekawszych aspektów książki jest jej psychodeliczny klimat, bo niczego nie wiadomo tu na pewno – co jest prawdziwe, a co sztuczne, kto jest człowiekiem, a kto androidem, które zwierzę jest żywe, a które elektryczne, czy też kto i wobec kogo jest tu w stanie odczuwać współczucie. Im dalej posuwa się polowanie, tym bardziej niepewny swojego statusu ontologicznego staje się nasz bohater. Przy czym autor dotyka tu wielu istotnych aspektów człowieczeństwa – między innymi samoświadomości, emocji oraz pragnień. Zetkniecie się tu także z argumentami świadczącymi o tym, że to właśnie dzięki empatii zwiększyły się szanse przeżywalności człowieka – w końcu jest on zwierzęciem stadnym. Postaci szczegółowo analizują także różnice pomiędzy inteligencją i empatią, prowadząc interesujące dyskusje. Czytając tę książkę, nie sposób nie zwrócić uwagi, jak okrutnie wszyscy się tu nawzajem traktują – ludzie polują na nie bez przyczyny zbuntowane androidy, mieszkańcy pozaziemskich kolonii oraz Niebieskiej Planety gardzą tak zwanymi specjalami, czyli Ziemianami z daleko posuniętymi, nieuleczalnymi zmianami genetycznymi i o obniżonej inteligencji. A firmy produkujące inteligentne roboty traktują je tylko i wyłącznie jako swoją własność, którą mogą dowolnie rozporządzać. Najbardziej ludzkim i chyba jedynym dającym się tu lubić bohaterem jest specjal John Isidore, który mimo niskiego poziomu inteligencji jest osobą nad wyraz empatyczną. Chce zaopiekować się nową sąsiadką i jej bronić, a jego życiowe przemyślenia są momentami głębsze niż kogokolwiek innego w tej powieści. A wisienką na torcie była dla mnie wystawa malarstwa Edvarda Muncha i istotna rola jego najsłynniejszego obrazu, czyli „Krzyku”. Wydaje mi się, że idealnie oddaje on stan emocjonalny i psychiczny głównego bohatera, a także może odzwierciedlać reakcję czytelnika na opisywane w powieści wydarzenia.



Wierzymy... właśnie to, w co wierzymy, jest przyczyną naszych niepowodzeń. (s. 166-167) 

Philip K. Dick maluje tu bardzo ponurą i przygnębiającą wizję naszej przyszłości, w której króluje samotność i entropia, świat zmierza ku zagładzie, marzenia się nie spełniają albo w okrutny sposób obracają się przeciwko marzącym. Do tego nowoczesna technologia służy przede wszystkim do kontrolowania rządu dusz – a biją się o nie prezentujący nową doktrynę religijną Mercer z prowadzącym rozrywkowy program telewizyjny na żywo Przyjaznym Busterem.

Nie można pominąć też motywu sztucznych i prawdziwych zwierząt – czyli wyznaczników statusu – bo jest on istotnym uzupełnieniem tego, co dzieje się pomiędzy inteligentnymi robotami oraz ludźmi. Skoro nawet sztuczne zwierzęta można otaczać opieką, to czemu nie robić tego w stosunku do androidów? Ogromnie wstrząsnęło mną też, jak właściciel prawdziwego kota po prostu porzucił go na pastwę losu, gdy zwierzę poważnie się rozchorowało, i nie towarzyszył mu w jego ostatnich chwilach. Jak to wszystko świadczy o ostatnich przedstawicielach ludzkości na Ziemi?



Niemal każde zdanie jest tu istotne i ma swoją wagę, a także daje do myślenia. Co nami kieruje? Czy rozumiemy swoją naturę? Czy umiejętność snucia marzeń oraz współczucia to wystarczające wyznaczniki bycia ludzkim, a jeśli nie, to gdzie dokładnie przebiega granica pomiędzy inteligencją sztucznie wytworzoną a tą naturalnie urodzoną w ciele? Jaka jest różnica między odczuwaniem przez zwierzęta, ludzi i androidy? Czy czegokolwiek możemy być w życiu pewni i co świadczy o naszej wartości jako jednostki? I wreszcie czy empatia to jedyna cecha, która może nas uratować?



„Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka to książka, która wstrząsa do głębi. Pod polowaniem na androidy ukrywa się tu bowiem wiele warstw istotnych rozważań. Ta znakomita powieść fantastycznonaukowa została gęsto naszpikowana trudnymi pytaniami o istotę człowieczeństwa, stymulując czytelnika do wytężonego wysiłku intelektualnego i próby znalezienia odpowiedzi na nie wszystkie. Zostawiam Was więc z jednym z nich, które nadal nie daje mi spokoju: Co czyni człowieka?


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.



Moja ocena: 5,5/6


Autor: Philip K. Dick

Tytuł: Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
Tytuł oryginału: Do Androids Dream of Electric Sheep?
Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2026
Stron: 239

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.