O
kanadyjskiej pisarce science-fiction Margaret Atwood zrobiło się
głośno po emisji amerykańskiego serialu opartego na jej książce
z 1986 roku zatytułowanej Opowieść Podręcznej.
Zachęcona robiącym piorunujące wrażenie serialem postanowiłam
przekonać się, czy jego literacki pierwowzór jest równie dobry.
Główna
bohaterka, której imienia nie poznajemy, jest podręczną w
Republice Gileadu. Oznacza to, że jako jedna z nielicznych
pozostałych na świecie płodnych kobiet ma urodzić dziecko jednemu
z Komendantów państwa, w którym żyje. Oprócz tego obowiązku nie
ma żadnych praw – o jej statusie świadczy tatuaż na kostce –
oko i czterocyfrowy numer, a także obowiązkowy czerwony strój z
białymi skrzydełkami. Ma być posłuszna i skromna, zgodnie z
wybranymi naukami z Biblii, którymi kierują się rządzący
Gileadem Synowie Jakuba. Z tymi naszymi skrzydłami (…)
trudno o pełny widok – nieba, czegokolwiek. (...) Nauczyłyśmy
się oglądać świat, jakbyśmy gwałtownie łapały powietrze
(s. 42), Kobietom nie wolno podjąć się żadnej pracy
zarobkowej, a także czytać. Pełnią jedynie role użytkowe – są
ubranymi na jasnoniebiesko Żonami, lub na ciemnozielono Martami
zajmującymi się gotowaniem czy sprzątaniem. Autorka maluje
przerażająca wizję totalitarnego państwa, z rozwiniętą
propagandą, w którym zupełnie przekręcone wartości religijne
narzucają obywatelom nieludzki system wartości. Jest więcej
niż jeden rodzaj wolności, powiedziała ciotka Lidia. Wolność
czegoś i wolność od czegoś. W czasach anarchii panowała wolność
czegoś. Teraz zostałyście obdarzone wolnością od czegoś.
Chciałbym, żebyście to doceniły (s. 36).

Protagonistka
opowiada nam o swoich losach w pierwszej osobie, przeplatając
bieżące wydarzenia retrospekcjami z życia w poprzednim ustroju,
dzięki którym jak na dłoni widać kontrast pomiędzy oboma
światami. Miała kiedyś pracę, męża, córkę i homoseksualną
przyjaciółkę, a wspomnienia o nich czasem pozwalają jej utrzymać
równowagę psychiczną, innym zaś razem sprowadzają na skraj
rozpaczy. Ludziom najtrudniej się przyznać, że ich życie
nie ma żadnego znaczenia. Żadnego celu. Żadnej treści (s. 257).
W gruncie rzeczy cała książka to właśnie obrona bezimiennej
bohaterki przed bezsensownością jej obecnego istnienia. Mówię,
więc jesteś (s. 316) – zwraca się do czytelnika
narratorka, wierząc, że ktokolwiek jej słucha. Bo w Gileadzie
kobiety mogą się bronić jedynie w myślach, w przeciwnym razie
zostaną zabite lub wysłane do śmiertelnie niebezpiecznych Kolonii.
Byliśmy ludźmi, o których nie pisano w gazetach. Żyliśmy
na ich białych, niezadrukowanych marginesach. Żyliśmy
w przerwach pomiędzy tymi historiami (s. 71). Dlatego też
trudno znaleźć jakikolwiek fragment, przy którym da się wziąć
głębszy wdech – dramatyczny monolog wewnętrzny podręcznej
trzyma nas w żelaznych kleszczach od pierwszego do ostatniego
zdania.
Margaret
Atwood daje nam rozliczne powody do refleksji – nie tylko na temat
ról kobiecych i męskich, religii czy tolerancji wobec inności, ale
przede wszystkim w kwestii tego, do czego można się posunąć,
tłumacząc to chęcią przerwania czy uważając się za lepszego od
innych. To zdumiewające, do czego ludzie potrafią przywyknąć,
jeśli tylko mogą to sobie jakoś powetować (s. 320). Nawiązuje
przy tym do prawdziwych wydarzeń z historii Ameryki i Europy –
protagonistka wspomina obejrzany kiedyś wywiad z kochanką
komendanta obozu koncentracyjnego, a organizacja, która pomaga
wydostać się z Gileadu, nazywa się Podziemny Szlak Kobiecy,
podobnie do ludzi, którzy organizowali niegdyś ucieczki niewolników.
Jeżeli dzięki temu uświadomimy sobie, jakie ogromne krzywdy
zostały już nie tak dawno wyrządzone, zaczniemy zdawać sobie
sprawę, że Gilead może powstać naprawdę. Albowiem piekło
zapewniamy sobie sami (s. 23).

Serial
znakomicie wykorzystuje wszystkie pomysły autorki – i choć
niektóre wydarzenia dzieją się z innego powodu lub w innym
momencie, czy też zmienione są kolory strojów kobiet, twórcy
telewizyjni idealnie oddają duszną atmosferę totalitarnego
państwa. Zasadnicza różnica pomiędzy nim a książką tkwi jednak
w postaciach, na przykład narratorka
powieści pragnie tylko przetrwać, w przeciwieństwie do swojego
butnego filmowego odpowiednika: Chciałbym, żeby
ta historia była inna (…) Żeby ukazała mnie w lepszym świetle
(…) bardziej aktywną, mniej wahającą się (s. 315). Ponadto
Komendant i jego Żona są znacznie starsi, scenarzyści rozbudowali
też historię Moiry, ciotki Lidii i innych podręcznych. Tak więc
mogę jedynie doradzić Wam, byście najpierw przeczytali książkę,
która ma do całkowicie zaskakujący pomysł na finał, a dopiero
potem usiedli przed telewizorem.
Podsumowując,
gorąco polecam tę głęboką, wzruszającą, a przy tym wbijającą
w fotel prawie każdym zdaniem niezwykłą powieść science fiction
dającą do myślenia na temat kondycji i moralności ludzkości.
Niech mocne przesłanie Opowieści Podręcznej pójdzie
jak najdalej w świat...
autor:
Margaret Atwood
tytuł:
Opowieść Podręcznej
tytuł
oryginału: Handmaid's Tale
tłumaczenie:
Zofia Uhrynowska-Hanasz
wydawnictwo:
Wielka Litera
rok
wydania: 2017