„Czerwona Zima” to pięknie wydany debiut Camerona Sullivana, inspirowany francuską legendą z XVIII wieku o niezwykle groźnej bestii nękającej hrabstwo Gévaudan. Znajdziecie tu także sporo innych istot fantasy, jak i rywalizację, akcję oraz szczyptę humoru.
Profesor Sebastian Grave z Larnaki ma wiele sekretów. Jednym z nich jest fakt, że w wieku dziesięciu lat został opętany przez demona Sarmodela, którego obecnie nazywa swoim demonicznym gościem. Drugą tajemnicą jest wynikająca z owej obecności... nieśmiertelność. A o kolejnej opowiada nam, wracając do wydarzeń z XVIII wieku, gdy wraz ze swoją asystentką – sukubem Livią – brał udział w polowaniu na wspomnianą we wstępie potworną istotę, polującą na zwierzęta oraz ludzi.
Pod względem rozrywkowym jest to udana pozycja, zawierająca zarówno motywy przygodowe, fantasy, jak i historyczne, a na deser autor umieścił tu także wątek romansu. Co więcej, mamy tu kilka przeplatających się linii czasowych – pierwsza z nich to opowieść Livii z XV wieku o Joannie d'Arc (tu zwanej Jehanne), w której pojawiają się anielskie siły wpływające na ludzi. Druga, osiemnastowieczna linia obejmuje dwukrotne łowy na bestię, które dzieli dwadzieścia lat. A trzecia zabiera nas do roku 2013, w którym to nasz profesor pomaga dowiedzieć się duchom prawdy o ich śmierci i wyjaśnia kluczowe dla tego świata pojęcia, takie jak np. anima (energia duchowa, która jest formą waluty i którą mogą żywić się demony). Autor bawi się tu rozmaitymi motywami, serwując nam popkulturową mieszankę aniołów, demonów, bogów greckich, duchów oraz potworów, takich jak wilkołak czy wampir. Ma przy tym poczucie humoru, w imieniu Livii robiąc zabawne przypisy do relacji Sebastiana. Akcja toczy się wartko, jest krwawo, nie brakuje nieoczekiwanych zwrotów akcji, a plany bohaterów co rusz spalają na panewce.
Jeżeli jednak szukacie czegoś więcej niż dobrej zabawy i żonglowania znanymi motywami, nie powinniście tego robić w tej książce. Pojawiają się tu bowiem takie szczegóły popkulturowe, które moim zdaniem mogłyby być lepiej przemyślane. Na przykład na wskroś współczesne nazwisko głównego bohatera: Grave – skoro pochodzi on z Cypru, a konkretnie z Larnaki, to czemu nie używa pochodzącego stamtąd miana? Ponadto jeżeli żyje tak długo, w mojej ocenie powinien być zdecydowanie mniej stabilny psychicznie, bo takie istnienie powinno mieć jakieś konkretne konsekwencje. Zupełnie nie kupuję też wątku jego miłości do rozpieszczonego paniczyka. Składam to jednak to wszystko na karb tego, że jest to debiut tego pisarza i mam nadzieję, że jego kolejne utwory będą bardziej dopieszczone. Zdziwiło mnie też hasło reklamowe na okładce: „Władza to wygłodniała bestia”. Dużo ważniejszy jest tu bowiem motyw wielowiekowej rywalizacji nadprzyrodzonych sił i tego, jak starają się wpływać na poszczególnych ludzi. Sprawdziłam więc oryginalną angielską okładkę i przekonałam się, że we wspomnianym haśle użyte zostało słowo „power” – które po angielsku oznacza zarówno moc, jak i władzę. I w moim odczuciu to pierwsze znaczenie broni się znacznie lepiej w kontekście omawianej tu powieści.
Reasumując, „Czerwona Zima” Camerona Sullivana to pełna akcji i krwi powieść fantasy, w której nieśmiertelny bohater poluje na groźną bestię w świecie pełnym demonów, aniołów i starych bóstw, a każda z tych istot ma własne, realizowane przez wieki niecne plany. Tak więc jeśli szukacie rozrywki na ciemny, jesienny weekend, możecie znaleźć ją w tej właśnie książce.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.
Moja ocena: 4/6
Autor: Cameron Sullivan






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.