Siedem lat oczekiwania na kolejny tom „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” zdecydowanie zaostrzyło czytelnicze apetyty i być może jest to jeden z powodów, dla których po lekturze „Duszy pokrytej bliznami” Roberta M. Wegnera można poczuć pewien niedosyt. Mając w pamięci znakomicie napisany piąty tom, „Każde martwe marzenie”, rewelacyjnie prowadzący cztery główne nici fabularne i ujawniający zaskakujące prawdy o świecie – jego historii, bogach i magii, spodziewałam się podobnego poziomu konfliktu i zdecydowanych działań dobrze poinformowanych bohaterów. Owszem, występuje tu jeden umiejętnie sportretowany czarny charakter i bogini z interesującą przeszłością, ale są też elementy, które w mojej ocenie nie za dobrze się bronią.
W tej części podążamy za trzema głównymi wątkami – wydarzeniami wokół Nowego Konoweryn, zajściami na pokładzie Czarnej Perły oraz losami oskarżonych o zdradę Szóstek. W pierwszym przekonujemy się, jak trudne zadanie ma Deana d'Kllean – musi nie tylko pokierować radą wojenną składającą się z samych szablonowo myślących mężczyzn, ale jeszcze zorganizować skuteczną obronę przed wspieranymi przez boginię Krwawnicę byłymi niewolnikami. W drugim towarzyszymy Altsinowi oraz licznym aherom, których gości Czarna Perła – jeden z ostatnich okrętów-bogiń z Nieśmiertelnej Floty. W trzecim obserwujemy, jak słynny oddział trafia do... kamieniołomu. W niniejszej recenzji omówię wady i zalety każdej wymienionej powyżej nici fabularnej.
Najważniejsze wydarzenia rozgrywają się na Nizinie Poss, gdzie kolejni byli niewolnicy z bliznami na szyjach po swoich obrożach są Obejmowani przez nową boginię – Krwawnicę. Trwa pora deszczowa, a osłabione i niedoświadczone oddziały Bawołów i Słowików zostają rozstawione w dorzeczu Tos, by wypatrywać wroga. Jednemu z nich towarzyszy nowy bohater – pisarz z Wielkiej Biblioteki, Oglal, który ma składać meldunki na piśmie. Dość ciekawym wątkiem jest tu dynamika jego relacji z resztą oddziału, a sam skryba jest dość starannie przemyślany i w gruncie rzeczy nie jest ani dobry, ani zły, po prostu próbuje odnaleźć się w sytuacji, w którą wrzucił go los. Mamy tu też zdrową porcję military fantasy dotyczącą działań na terenach podmokłych i rzecznych. Jednak czy właśnie o sfrustrowanym degradacją i nieustannym deszczem pisarzu chcą czytać znający już piąty tom odbiorcy?
W samym Nowym Konoweryn poznajemy bliżej radę wojenną, której przewodniczy ciężarna Deana d'Kllean, jedna z moich ulubionych bohaterek w tym cyklu. Pisarz znakomicie zarysowuje, przed jak trudnymi problemami staje Wybrana Pana Ognia, jednak tak naprawdę nie pokazuje, jak na nie reaguje. Bardzo liczę na to, że poznamy jej reakcje w kolejnym tomie. W centrum wydarzeń stawia zamiast niej kolejną nową postać – kapłana Kasela Remnaka, pełniącego funkcję Kamienia Popiołu, prawdziwy czarny charakter tej powieści. Ten pierwszej wody intrygant i sztywny tradycjonalista postanawia odsunąć Wybraną od władzy, zdobywając dla swojej sprawy nieświadomych sojuszników z rady wojennej. I muszę przyznać, że jest znakomicie skonstruowany, a jego sposób rozumowania bardzo dokładnie wyjaśniony. To zdecydowanie gwiazda tego tomu. Historia wydarzeń w Konoweryn nie zostaje jednak zamknięta, tak naprawdę nie dowiadujemy się bowiem, czym kończy się atak Krwawnicy i jej ludzi.
Z zainteresowaniem poznawałam kolejne tajemnice i historię Czarnej Perły, statku-żywego bóstwa z Nieśmiertelnej Floty, która zdecydowała się pomóc aherom, by nie umarli z głodu w zimie wywołanej przez inną boginię. Staranna charakterystyka jej natury i pokazanie jej emocji oraz możliwości dopasowania się do nowych warunków to udane elementy powieści, podobnie jak jej relacja z Altsinem. Jednak sądzę, że nieco za dużo miejsca zostało tu poświęcone na opisy polowań na wieloryby czy inne morskie stworzenia.
Szóstki, które w wyniku podejrzenia o zdradę trafiają do kamieniołomów, to mój najmniej ulubiony wątek w tej powieści. Owszem, taki pomysł mógłby się sprawdzić w opowiadaniu – by pokazać lojalność i zgranie oddziału. Ale mamy tu do czynienia z szóstym tomem cyklu, w którym wydarzenia są już mocno rozpędzone, a na świecie działa aktywnie przynajmniej czworo bogów, a także odpryski ich mocy ukryte np. w Altsinie, tak więc w moim odczuciu tak przyziemny wątek po prostu się fabularnie nie broni. Tym bardziej że armia potrzebuje każdego żołnierza, by złagodzić skutki katastrofy wywołanej przez Uroczyska. I zastanawiałam się cały czas, co robi cesarz, który najlepiej orientuje się w realiach – a nie ma o nim ani słowa!
Podsumowując wady i zalety, uważam, że interesującymi elementami tego tomu są działania i natura dwóch zupełnie różnych bogiń – Czarnej Perły i Krwawnicy, które na swój sposób starają się pomóc ludziom, ale używają do tego zupełnie różnych, czasem kontrowersyjnych metod. W pamięć zapada także czarny charakter – kapłan boga ognia Kasel Remnak. Z drugiej strony, czy wprowadzanie nowych postaci w szóstym tomie, zamiast wykorzystania tych już nam znanych, które mają wiedzę na temat sytuacji na całym świecie, to trafiony pomysł? Na minus zaliczam tu także bardzo wolne tempo opowieści, niezakończone wątki oraz motyw Szóstek w kamieniołomach.
„Dusza pokryta bliznami” Roberta M. Wegnera to opowieść o tym, że bogów i ludzi dzieli czasem niewiele – i jedni, i drudzy mogą zarówno skutecznie zaszkodzić, jak i pomóc całym społecznościom. Niestety, w porównaniu z poprzednim tomem „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” w tym, w mojej ocenie, zabrakło dynamiki, odpowiedniego wykorzystania głównych bohaterów, ważne wątki są niedomknięte, a niektóre wydarzenia nie mają istotnego wpływu na całą historię. Mam wrażenie, że to tylko aperitif do kolejnej części tej serii, po którą jednak z pewnością sięgnę, by dowiedzieć się, co zrobi z tym całym ambarasem Deana, Altsin i Imperium Meekhańskie.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Powergraph.
Moja ocena: 3,9/6
Autor: Robert M. Wegner





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.