Wydawnictwo IX nie boi się wydawania klasyki literatury europejskiej, co bardzo mu się chwali. Jedną z takich oryginalnych i wartych zainteresowania pozycji jest napisana w 1811 roku powieść „Ondyna”, której autorem jest niemiecki pisarz okresu romantyzmu, Friedrich de la Motte Fouqué. Ta historia pragnącej zdobyć duszę tytułowej nimfy zainspirowała wielu twórców, między innymi znalazła swoje odbicie w słynnej „Małej syrence” Hansa Christiana Andersena, czy też w operze o tym samym tytule, a jej imieniem została nazwana nawet nietypowa choroba, przez którą można umrzeć we śnie.
Gdy w wyniku dworskiego zobowiązania rycerz Huldbrand von Ringstetten udaje się do owianego złą sławą lasu, nie spodziewa się, że trafi do chatki rybaków i całkowicie oczaruje go ich przybrana córka – przepiękna, ale nieco dzika Ondyna. Powodzie zatrzymują go w ich domostwie na tak długo, aż decyduje się pojąć nadobną dziewczynę za żonę. Gdy jednak wraca z nią na dwór, Ondyna wyznaje mu, że nie jest zwykłą niewiastą, ale magiczną istotą z wodnych toni. Ponadto okazuje się, że los młodych małżonków zostaje ciasno splątany z Bertaldą, o której względy niegdyś starał się rycerz...
Najbardziej zafascynował mnie w tej lekturze odmienny od współczesnego sposób myślenia – świat ludzki i natury przeplatają się tu bowiem na każdym kroku, przechodząc od harmonijnej współpracy do walki o przetrwanie. Ciemny las pełen koboldów i innych istot lub wylewająca rzeka to obszary, których ludzie nie są w stanie kontrolować ani ujarzmić – jedynie bogobojni mają szansę wyjść z takich miejsc cało. W trakcie lektury można więc doskonale zrozumieć, skąd wzięły się rozmaite baśnie oraz legendy i jak powstały ze spersonifikowanych strachów oraz niedających się wytłumaczyć bądź opanować naturalnych zjawisk. Jednym z przykładów takiego uosobienia przyrody jest Lutowłast, potężny wuj Ondyny, który swobodnie zamienia się z formy strumienia w ludzką, gdy tylko tego zapragnie.
Centralnym wątkiem są tu oczywiście wzloty i upadki związku Ondyny i Huldbranda, spowodowane nie tylko nadprzyrodzonymi umiejętnościami i pochodzeniem Ondyny, ale także ich trójstronną relacją z Bertaldą. Łatwo sobie bowiem wyobrazić, co może się wydarzyć, gdy przystojny rycerz zamieszka w swoim zamku z dwiema kobietami... Zwrotów akcji i skrywanych tajemnic tu nie brakuje, a emocje i pragnienia całej trójki bywają nieokiełznane niczym żywioł. Bertalda jest przy tym jednak bardziej przyziemna, a Ondyna nie do końca umie wpasować się w ludzki sposób myślenia. Jest przy tym dość ciekawą postacią, pełną wewnętrznych sprzeczności, która moim zdaniem doskonale sprawdziłaby się we współczesnych opowieściach – bo z jednej strony jest niepokorna i nie słucha nikogo, ponadto ma szczyptę życiowej mądrości długowiecznej istoty, która nie przywiązuje uwagi do pozorów, ale z drugiej jest naiwna, szczególnie w swojej wierze w ukochanego. Nie rozumie też, dlaczego ludzie nie przyjmują dobrze prawdy i oceniają się na podstawie rzeczy tak przyziemnych jak status czy majątek. Jak na klasyczną powieść romantyczną przystało, wszystko nieuchronnie zmierza tu do tragicznego finału i kończy się powstaniem legendy o strumyku na cmentarzu.
Warstwa językowa odgrywa tu istotną rolę, zgrabnie budując klimat tajemnicy, zagrożenia i napięcia. I tu chylę czoła przed tłumaczem, Bartoszem Ejzakiem, który z doskonałym wyczuciem i w znakomitym stylu przetłumaczył dla nas ten utwór. Zadbał o to, byśmy w trakcie lektury czuli, że nie jest to powieść współczesna, ale jednocześnie dobrał słownictwo i stylistykę tak, by można było bez trudu zanurzyć się w treść. Dodatkową atrakcją tego wydania są przepiękne kolorowe ilustracje Arthura Rackhama z 1909 roku, idealnie oddające napięcie emocjonalne występujące w tej opowieści. Drobną wadą są natomiast pewne niedopowiedzenia fabularne i przeskok w czasie, które nieco odejmują wiarygodności przedstawionym tu wydarzeniom, w szczególności zachowaniom Huldbranda.
Zatem jeśli chcecie spróbować nietypowego w dzisiejszych czasach dania, jakim jest klasyczna powieść z okresu romantyzmu, skosztujcie koniecznie magicznej „Ondyny”, którą popełnił Friedrich de la Motte Fouqué. To historia, która przez ponad dwieście lat nie straciła nic na aktualności, bo ludzka natura to nadal kapryśna pani, emocje to żywioł nie do okiełznania, a dotrzymanie obietnicy to jedno z największych wyzwań, przed jakimi może stanąć człowiek.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu IX.
Moja ocena: 5/6
Autor: Friedrich de la Motte Fouqué






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.