Siedem lat oczekiwania na kolejny tom „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” zdecydowanie zaostrzyło czytelnicze apetyty i być może jest to jeden z powodów, dla których po lekturze „Duszy pokrytej bliznami” Roberta M. Wegnera można poczuć pewien niedosyt. Mając w pamięci znakomicie napisany piąty tom, „Każde martwe marzenie”, rewelacyjnie prowadzący cztery główne nici fabularne i ujawniający zaskakujące prawdy o świecie – jego historii, bogach i magii, spodziewałam się podobnego poziomu konfliktu i zdecydowanych działań dobrze poinformowanych bohaterów. Owszem, występuje tu jeden umiejętnie sportretowany czarny charakter i bogini z interesującą przeszłością, ale są też elementy, które w mojej ocenie nie za dobrze się bronią.



