Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nora K. Jemisin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nora K. Jemisin. Pokaż wszystkie posty

07 kwietnia 2018

Wszystkie oblicza końca świata

Kamienne niebo Nory K. Jemisin to satysfakcjonujące zakończenie trylogii Pękniętej Ziemi, które na długo zapadnie w pamięć niejednego czytelnika fantastyki. Starannie wyjaśnia wszystkie tajemnice nagromadzone w poprzednich tomach, po wirtuozersku grając na emocjach odbiorcy. (Tu znajdziecie recenzje tomu 1.: Piąta pora roku i tomu 2.: Wrota Obelisków.)

Przede wszystkim dowiadujemy się, dlaczego to właśnie Hoa przez cały czas prowadzi narrację oraz czemu jest tak zafascynowany Essun. Zjadacz kamieni zdradza wreszcie genezę swojej rasy i odkrywa tajemnice miasta Syl Anagist, z którego wywodzą się obeliski i skomplikowana machineria, której są częścią. Drugą nitką fabularną są losy Essun, która wraz z towarzyszami ze zniszczonej Castrimy przedziera się do Rennanis, starając się przetrwać w śmiertelnie niebezpiecznych warunkach, aby finalnie móc podjąć próbę dotarcia do córki. Trzecia linia poświęcona jest Nassun, która wraz z Schaffą odchodzi z Odnalezionego Księżyca i udaje się do Rdzenia, by tam chwycić satelitę Ziemi i z jego pomocą zakończyć istniejący świat. Kolejna, zdecydowanie mniej obszerna część opowieści, to pamiętnik próbującego zachować świadomość Alabastra. A co najważniejsze, poznajemy w końcu pochodzenie i naturę magii i górotwórstwa, a także źródło mocy Stróży, na co zapewne nie tylko ja czekałam z ogromną niecierpliwością. 

Podobnie do poprzednich części i ta pełna jest intensywnych emocji zawiedziona dorosłymi Nassun coraz bardziej przywiązuje się do Schaffy, choć Ojciec Ziemia ma co do niego inne zamiary, nieuniknione jest też jej starcie z własną matką w walce o kontrolę nad Wrotami Obelisków. Z kolei Essun bije się z myślami w kwestii swoich uczuć do Lerny, nie może się też doczekać momentu, gdy wreszcie odnajdzie córkę. Nawet zjadacze kamieni jawią się w tym tomie jako dużo bardziej uczuciowe istoty, niż się to do tej pory wydawało. Przy czym każdy z nich jest zdeterminowany, by osiągnąć swoje cele kosztem wszystkiego i wszystkich dookoła. Zawsze istnieli ci, którzy z rozpaczy i desperacji czynią swoją broń (s.148) – tak Hoa komentuje zamiary Stala, bezwzględnie naciskającego na Nassun. Okazuje się też, że koniec świata ma wiele oblicz i ten, o którym opowiada nam właśnie Hoa bynajmniej nie był jedynym, który nastąpił w tym uniwersum. Czyjś zmierzch może być bowiem początkiem wolności innych: świat, który znamy, nie mógłby funkcjonować bez jakiejś formy niewoli (s.290) – mówi Hoa, prezentując przemyślenia Alabastra. Autorka kontynuuje więc swoją zacną tradycję zaskakiwania czytelnika czymś zupełnie nowym w kolejnym woluminie.

Ponieważ Kamienne niebo to ostatni tom trylogii, pozwolę sobie podsumować ją całą. A zatem ta seria to głębokie studium ludzkiej natury – dlaczego jesteśmy okrutni wobec tych, których nienawidzimy, ale i tych, których kochamy, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok, a także o tym, że ci wydający się nie mieć żadnych emocji skrywają ich w sobie najwięcej. To również opowieść o braku umiejętności przełamania własnych ograniczeń i zmiany sposobu myślenia, nawet, gdy cierpią z tego powodu niewinni: Ale mówisz tak, jakbyśmy mogli wymagać od ludzi, aby przezwyciężali swoje lęki (s.87) – mówi Schaffa do Nassun. To wreszcie historia o tym, że nasza chciwość nie zna granic i z tego powodu bez skrupułów fundujemy innym koniec świata, i że nieważne, jak możemy być pozornie zjednoczeni i znajdować się w takim samym położeniu – zawsze będą funkcjonowały podziały na my i oni, będą jacyś wrogowie do pokonania. Ponadto cykl skłania nas do gruntownej refleksji nad tym, w jaki sposób traktujemy nasze naturalne środowisko. I, co ciekawe, każda część ma do zaoferowania coś nowego, a prawa rządzące światem przedstawionym zostały przez autorkę bardzo starannie przemyślane i są rzecz jasna konsekwentnie stosowane. Jedyny minus to fakt, że seria z tomu na tom robi coraz mniejsze wrażenie. 

Reasumując, trylogia Pękniętej Ziemi to bez dwóch zdań jedna z najlepszych fantastycznych serii ostatnich dziesięciu lat, umiejętnie łącząca fantasy ze szczyptą science fiction, dziejąca się w śmiertelnie niebezpiecznym świecie, który nakarmił moją głodną wyobraźnię do syta. Do tego bohaterowie pełni wyrazu i emocje, które poruszają czytelnika do głębi, wartka akcja i liczne pola do refleksji – czego chcieć więcej od dobrej literatury? Niniejszym bardzo gorąco polecam. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu SQN. 

Autor: N.K. Jemisin
Tytuł: Kamienne niebo
Tytuł oryginału: The Stone Sky
Tłumaczenie: Jakub Małecki
Wydawnictwo: SQN Imaginatio
Rok wydania: 2018

11 lutego 2018

Sezon obelisków

Wrota obelisków, kontynuacja Piątej pory roku N.K. Jemisin, o której pisałam tu, również zostały nagrodzone Hugo, tym razem w głosowaniu z roku 2017. I o ile pierwsza część trzymała nas w ciągłym napięciu, dając niewiele odpowiedzi, tu dowiadujemy się dużo więcej o świecie przedstawionym i potencjalnym sposobie na naprawienie jego stanu.

Ta powieść ma dwie główne bohaterki – znaną nam dobrze Essun i jej córkę Nassun. Pierwsza z nich dołącza do wspólnoty o nazwie Castrima złożonej z ludzi i górotworów, zamieszkującej podziemną geodę, pozostałość po dawno wymarłej cywilizacji. Ku zdziwieniu kobiety trafia tam także umierający Alabaster, który zapłacił ogromną cenę za swoje czyny. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że spora grupa pożeraczy kamieni prowadząca ludzką armię postanawia podbić geodę i wykorzystać umiejętności Essun do własnych celów. Druga z bohaterek wędruje zaś ze swoim ojcem Jiją na północ – do miejsca, w którym podobno można wyleczyć górotwórstwo, gdzie trafiają na nikogo innego jak na... cudem ocalałego Schaffę. Ma on dość konkretne plany wobec zagubionej, uzdolnionej dziewczynki i szybko domyśla się, czyją jest córką... 


Jeśli chodzi o narrację, jest ona prowadzona od początku do końca przez pożeracza kamieni Hoę, który mówi bezpośrednio do Essun. Dzięki temu dowiadujemy się więcej o jego intencjach i planach, a co mnie ucieszyło najbardziej, zyskujemy wreszcie informacje o jego tajemniczej rasie. Obie główne bohaterki mają przed sobą ogromne wyzwania – muszą sobie odpowiedzieć na istotne pytania: czy dopasują się do wymagań i wyobrażeń innych, czy raczej pójdą własną drogą oraz czy będą w stanie wykroczyć poza swoje umiejętności i tradycyjny sposób ich rozumienia, a potem zapłacić wysoką cenę, by dać światu szansę na odzyskanie równowagi. Do tego każda zmaga się z własnymi uczuciami – Nassun tkwi w trudnej emocjonalnie relacji z ojcem, przywiązując się coraz bardziej do groźnego Schaffy, zaś Essun próbuje pożegnać się z Alabastrem, którego jednocześnie kocha i nienawidzi. A koniec świata już się zaczął i kontynent dookoła jest pełen hord ludzi oraz śmiertelnie niebezpiecznych zwierząt, które nie cofną się przed niczym, by przetrwać.

Wydarzenia w tym tomie toczą się szybko i dramatycznie, autorka znów nie pozwala nam ani na chwilę zaczerpnąć tchu. Jednak wreszcie pojawia się mała iskierka nadziei – wybitne jednostki, takie jak Alabaster czy opiekująca się nim zjadaczka kamieni, a także górotwory Nassun i jej matka, dzięki niesztampowemu myśleniu i wykorzystaniu ogromnej mocy mogą odmienić losy Ziemi. Muszę przyznać, że autorka jest prawdziwą znawczynią ludzkiej natury – potrafi pokazać zarówno wyobcowanie obdarzonych nadprzyrodzonymi umiejętnościami, jak i zbudować wiarygodne relacje w większych społecznościach, i przedstawić ich reakcje na różnorodne zagrożenia z zewnątrz. Ponadto pojawia się tu nieco więcej science-fiction – w wątku utraconego księżyca, ale też w charakterystyce siły, na której opierają się obeliski. To zresztą jeden z najciekawszych pomysłów, z jakim ostatnio spotkałam się w literaturze fantastycznej, a opisy, jak Essun percypuje tę moc są zaiste niesamowite. Interesujący jest też koncept personifikacji planety – nazywana jest Ojcem Ziemią i naturalnymi katastrofami mści się za to, co ludzie mu zrobili – zgubili jego ukochane dziecko. Wszystko to razem wzięte skłania do zastanowienia się, do czego ludzie są zdolni, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym znaczeniu tego słowa.

Czytelników pierwszego tomu nie muszę chyba namawiać do lektury Wrót obelisków, ja z zapartym tchem śledziłam losy matki i córki na umierającym Bezruchu. I wysoko cenię sobie autorów, takich jak Nora K. Jemisin, którzy potrafią bez reszty zaangażować emocje i umysł czytelnika poprzez oryginalne uniwersum, jak i obchodzących go bohaterów. Jestem niepocieszona, że nie ma jeszcze daty premiery trzeciego tomu, bo z pewnością będę na niego czekać. Krótko mówiąc: warto przeczytać!

Autor: N.K. Jemisin
Tytuł: Wrota obelisków
Tytuł oryginału: The Obelisk Gate
Tłumaczenie: Jakub Małecki
Wydawnictwo: SQN Imaginatio
Rok wydania: 2017

04 lutego 2018

Sezon końca świata

Niewiele jest powieści fantasy ze szczyptą science fiction, które zaczynają się od końca świata – a tak dzieje się w przypadku nagrodzonej w 2016 roku Hugo Piątej pory roku Nory K. Jemisin. To pozycja ze wszech miar niezwykła, w której nic nie jest do końca jasne, i która trzyma w nieustannym napięciu od pierwszej do ostatniej strony.

Uniwersum, które przedstawia nam autorka jest wyjątkowo nieprzyjazne dla swoich mieszkańców – to jeden duży kontynent, pod którym płyty tektoniczne podlegają nieustannym ruchom, w każdej chwili może dojść do silnego trzęsienia ziemi, niespodziewanego powstania czynnego wulkanu, na morzu zaś do zabójczego tsunami. Z kolei którekolwiek z tych zjawisk ma szansę wywołać Sezon, czyli tytułową piątą porę roku, trwającą od kilku miesięcy do nawet kilkudziesięciu lat. W jej trakcie pyły wulkaniczne mogą całkowicie przesłaniać słońce, może padać kwaśny deszcz, a woda nie nadawać się do picia. Nawet, jeżeli jest się członkiem dobrze zorganizowanej wspólnoty, przetrwanie w takich warunkach nie jest pewne. Z tego względu część ludzkości ewoluowała i m.in. ma dodatkowy zmysł, zwany sejsodami.