Nie bez kozery Kurt Vonnegut jest uważany
za jednego z najbardziej błyskotliwych i intrygujących pisarzy XX
wieku. Niezależnie od gatunku potrafił pomysłowo pokazać naturę
człowieka, jak i istotne aspekty jego życia. Między innymi dlatego
napisane w 1959 roku Syreny
z Tytana,
czyli science
fiction pod płaszczykiem czarnego humoru,
z
całą pewnością przemówią
do współczesnego czytelnika i niejeden raz wywołają uśmiech na twarzy.
Newport w Stanach Zjednoczonych staje się
świadkiem niezwykłych wydarzeń – regularnej materializacji i
dematerializacji Winstona Nilesa Rumfoorda oraz jego psa Kazaka. A
mężczyzna sam jest sobie winien – wleciał bowiem statkiem w
infundybułę chronosynklastyczną i pojawia się teraz cyklicznie na
różnych obiektach kosmicznych. Konsekwencje tego wydarzenia budzą
wiele emocji u tłumów, ale przede wszystkim dotykają żonę
Winstona – Beatrycze oraz bogacza Malachiego Constanta, który jako
pierwszy dostępuje zaszczytu rozmowy z dematerializującym się
mężczyzną. Ten ostatni przepowiada mu niezwykłą przyszłość –
między innymi podróż na Marsa i Tytana, w której weźmie też
udział Beatrycze. Kobieta jest typem osoby, która nigdy nie chciała
się ubrudzić (co symbolizuje jej obraz ubranej na biało z
dzieciństwa), zaś Malachi to beztroski oportunista, który wierzy,
że ktoś tam na górze
wyraźnie mnie lubi
(s. 10). Stanowią dość
ciekawy kontrast, a ich relacje znajdują się rzecz jasna w centrum
angażujących emocjonalnie i nieco szalonych wydarzeń.
