Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dożywocie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dożywocie. Pokaż wszystkie posty

17 marca 2018

O potworniastej gromadce, którą dziedzic Lichotki z dobrodziejstwem inwentarza na dożywocie przyjął

Dożywocie Marty Kisiel to napisane kwiecisto-ironicznym stylem urban fantasy, którego centralnym punktem jest dwustuletni eklektyczno-gotycki dom z wieżyczką, zwany Lichotką. A do owego jedynego w swoim rodzaju budynku, wbrew intensywnym staraniom siły wyższej, przybywa właśnie rozklekotanym Tico nowy właściciel, Konrad Romańczuk, aktywny literat nieco po trzydziestce. Jego zdziwienie nie ma granic, gdy odkrywa, kto jeszcze zamieszkuje jego dopiero co odziedziczone włości...

Do lokatorów zaliczają się początkowo: uczulony na puch i lubiący sprzątać anioł Licho, cztery utopce, wredna kotka Zmora, zjawa któregoś z poprzednich paniczów o imieniu Szczęsny, a także jedyny w swoim rodzaju (a zarazem gatunku) kucharz Krakers. Ta kolorowa czeredka jest w stanie w mig doprowadzić każdego do rozstroju nerwowego, nic więc dziwnego, że świeżo upieczony dziedzic zaraz po objęciu majątku zarządza remont i planuje sprzedaż kłopotliwej budowli. Oto jak reaguje na wypowiedzi Szczęsnego: Brwi Konrada chyba też chciały się pobujać, acz z dala od wszelkiej poezji. Powędrowały powolutku w stronę czoła (s.43). 

Jak łatwo się domyślić, każda z postaci dostarcza właścicielowi wszelkiego rodzaju kłopotów, ma przy tym swoje wady, jak i zalety. Anioł Licho ma delikatną, artystyczną duszę i jest rozbrajający jak małe dziecko, Szczęsnego trzeba pilnować, by nie popełnił kolejnego samobójstwa z miłości, Zmora wbija pazurki, gdzie tylko może, Krakers zaś ciągle wysyła Konrada po zakupy spożywcze. Z całej tej nietypowej gromadki najbardziej polubiłam sympatycznego aniołka w bamboszkach, lub też kaloszkach, który zawsze mówi o sobie w rodzaju nijakim. Przy czym cel stworzenia wszystkich występujących tu bohaterów wydaje się jasny – mają być źródłem jak największej ilości zabawnych sytuacji. Przoduje w tym oczywiście jedzący i gryzący wszystko różowy króliczek Rudolf Valentino, który skrywa pewną tajemnicę...

Każdy z pięciu rozdziałów przedstawia oddzielną opowieść, w której kolorowa zgraja musi rozwiązać jakiś problem, co nie zawsze okazuje się proste: Na ten widok coś w duszy Konrada skręciło się gwałtownie w mały węzeł gordyjski i na wszelki wypadek założyło jeszcze kłódeczkę (s.104). Niezobowiązująca fabuła, podobnie jak bohaterowie oraz luźno zarysowany świat przedstawiony, jest w przeważającej części pretekstem do zaistnienia kolejnych komicznych zdarzeń.

Najmocniejszą stroną utworu jest bez dwóch zdań jego barwny, kpiarski język. Ironiczny jest nie tylko styl narratora wszechwiedzącego: W radiu jakaś bliżej nieokreślona panna zawodziła głosem udręczonej kozy na tematy damsko-męskie. (s.197), również bohaterowie nie stronią od ciągłych żartów i przytyków w swoich wypowiedziach, np. Konrad mówi: Słuchaj, cholero, moja cierpliwość to nie Schengen, ma swoje granice. (s.188). Autorka pozornie bez najmniejszego wysiłku przechodzi od stylu romantycznego przez pseudonaukowy do współczesnego, używając cytatów z dzieł klasyków jak i nawiązując do współczesnych filmów czy piosenek. Nie ma się więc co dziwić, że swoją umiejętnością celnego i dowcipnego podsumowania przeróżnych życiowych absurdów podbiła serca wielu czytelników. Z drugiej jednak strony język zauważalnie przytłacza pozostałe elementy utworu, czyli świat przedstawiony, fabułę i bohaterów. Ponadto zastosowany tu kwiecisty styl powoduje, że trzeba czasem uzbroić się w cierpliwość, zanim dojdzie się do sedna danego fragmentu utworu.

Drugie wydanie tej powieści zawiera specjalny prezent dla fanów, czyli nowe opowiadanie autorki zatytułowane Szaławiła. Muszę wam jednak zasugerować, abyście najpierw przeczytali Dożywocie, potem zaś Siłę niższą, a dopiero na koniec ten bonusowy utwór, inaczej czeka was spory spoiler dotyczący losów Konrada. Z tego też względu o tym opowiadaniu będzie oddzielny, nieco krótszy niż zwykle wpis. 
 
Dożywocie jest niczym pisana sarkastyczną prozą kreskówka, albo też literacki sitcom w pięciu rozdziałach. Dlatego też budzi skrajne reakcje – jedni się nim zachwycają, doceniając wyjątkową biegłość językową autorki, inni zaś uważają, że zaserwowane tu środki stylistyczne są niczym lukier na bezie. Już po kilkunastu stronach zorientujecie się, czy odpowiada Wam humor i sposób prowadzenia opowieści przez pisarkę. Ja z jednej strony trzymam kciuki za koleżankę polonistkę, bo z takim talentem językowym bez mrugnięcia okiem pokonałaby niejednego stand-upera, z drugiej zaś gustuję raczej w historiach, które mają bardziej rozbudowany świat przedstawiony i są utrzymane w nieco poważniejszym tonie. Na zakończenie mogę jedynie doradzić, byście osobiście przekonali się, czy zaliczycie się do sympatyków czy też antagonistów Marty Kisiel i jej jedynego w swoim rodzaju stylu.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Uroboros.

Autor: Marta Kisiel
Tytuł: Dożywocie
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2017