„Porté” Katarzyny Rupiewicz to fantasy, które pod płaszczykiem przygody i intryg ma nam do przekazania coś wartościowego. Znajdziecie tu nieoczekiwanie połączone losy wieśniaka i księcia, dworskie intrygi, a przede wszystkim tajemnicze cienie, których cele mogą wywrócić świat do góry nogami. Wisienką na torcie są tu natomiast refleksje nad oczekiwaniami wobec kobiet i ich rolą w społecznej hierarchii. A co jeszcze czeka Was podczas lektury, dowiecie się, czytając niniejszą recenzję.
W wyniku coraz intensywniejszych walk pomiędzy Akitanią i Eldorem oba państwa zaciągają do armii kolejnych ludzi. Właśnie do tej grupy należy wioskowy głupek Cyryl, który każe się nazywać Porté. Nikomu przy tym nie przeszkadza to, że nie potrafi sklecić dłuższego zdania i dziwnie się zamyśla. Zaskakuje więc wszystkich, gdy ostrzega towarzyszący mu oddział przed zbliżającymi się potężnymi siłami wroga. Do tego okazuje się, że jeden z oficerów, którego uratował, to najmłodszy i jedyny pozostający przy życiu syn coraz bardziej chorego króla Akitanii. I tak krzyżują się losy dwóch młodzieńców o zupełnie różnym pochodzeniu i sposobie postrzegania świata. A potem książę Fabrycy Romuald Albert z dynastii de Foire zaczyna się orientować, że Porté nie mówi od siebie, ale najwyraźniej do jakichś tajemniczych istot, którym od czasu do czasu może wydawać polecenia... Podczas gdy książę i wieśniak próbują przedrzeć się do stolicy, owdowiała królowa Eldoru – Mestia – zmaga się z kolejnymi mężczyznami, którzy krzywo patrzą na jej rządy, a nawet tłumaczą jej oczywiste rzeczy. Zaś siostra Fabrycego – Nadia – de facto sprawuje władzę w imieniu schorowanego ojca i nie zamierza jej nikomu oddawać.
Największą przemianę przechodzi tu Porté – gdy go poznajemy, jest zagubiony i rozkojarzony, a współcześni lekarze pewnie zdiagnozowaliby u niego spektrum autyzmu. Nie obchodzi go też za bardzo świat dookoła, bo wie, że stoi przed nim wyzwanie związane z jego imieniem – może stać się bowiem bramą. Wraz z rozwojem wydarzeń zaczyna jednak analizować swoją sytuację, pojmować przyczyny konfliktu między krajami i zadawać coraz więcej pytań istotom, które mu się ukazują. I należy tu podkreślić, że nie wiadomo, czy są one dobre czy złe, bo ich zachowanie nie jest ani przez chwilę jednoznaczne. Chłopak nie ma więc przed sobą łatwego zadania.
Nie mniej ciekawą postacią jest królowa Mestia, która po śmierci męża stara się ustabilizować sytuację w kraju i umocnić własną pozycję, między innymi poprzez wygranie wojny z Akitanią. Niestety, otaczający ją rozmaici doradcy czy też duchowni to w większości mężczyźni patrzący na płeć piękną z góry. Monarchini stara się więc zrozumieć ich sposób myślenia, wchodząc w rolę skromnej, uważnie słuchającej, cnotliwej niewiasty, zdając sobie znakomicie sprawę, że nie może popełnić błędu. To nad wyraz mądra, ostrożnie stawiająca kroki kobieta, która trafnie ocenia sytuację, w której się znalazła. A dzięki temu, że autorka zgrabnie używa tu mowy pozornie zależnej, poznajemy myśli Mestii i możemy lepiej wczuć się w jej problemy. Myślę, że nie tylko ja docenię to, że wątek tej postaci poprowadzony jest z niezwykłym wyczuciem i elegancją.
Fabuła toczy się wartko, pokazując wędrówkę Porté i zmagania Mestii, a także kolejne etapy konfliktu zbrojnego pomiędzy Akitanią i Eldorem oraz rzecz jasna dworskie intrygi. Ponadto na światło dzienne wychodzą tajemnice kościoła Tego, Który Jest – szczególnie w kwestii źródła pochodzenia cieni. Ważnym tematem jest tu bowiem status tych enigmatycznych bytów i wynikające z niego prawa, którym podlegają. Ale tego, czym tak naprawdę są i w jakich aspektach różnią się od ludzi, dowiecie się, sięgając po książkę.
Podsumowując, „Porté” Katarzyny Rupiewicz to pomysłowe przygodowe fantasy ze zwrotami akcji, w którym schematyczne myślenie prowadzi na manowce, bo tu niepozorny wioskowy głupek i niedoceniana królowa mogą okazać się najmądrzejsi. A przecież wśród ścierających się interesów krajów i walcząc o władzę, łatwo zapomnieć, czym jest zwykła ludzka przyzwoitość. Także wobec tajemniczych, potężnych istot cienia, które również mają swoje cele i marzenia.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorce.
Moja ocena: 4,5/6
Autor: Katarzyna Rupiewicz





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.