Twórczość Roberta M. Wegnera śledzę z uwagą od 2009 roku, gdy ukazał się jego pierwszy zbiór opowiadań „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ–Południe”. Myślę, że nie tylko mi przypadł do gustu jego ekscytujący sposób prowadzenia narracji oraz oryginalny pomysł na świat przedstawiony, więc nie tylko ja ucieszyłam się z nowego wydania wspomnianej książki – w dodatku z piękną okładką. A z jakich jeszcze powodów ponowna lektura była dla mnie sporą przyjemnością, wyjaśniam w niniejszej recenzji.
Książka została podzielona na dwie części – zatytułowane „Północ. Topór i skała” oraz „Południe. Miecz i żar”. W każdej z nich znajdziecie cztery opowiadania przybliżające sytuację militarną oraz polityczną obu obszarów. Dowiecie się także sporo o lokalnych zwyczajach i sposobie myślenia tamtejszej ludności.
W „Honorze górala” poznajemy Górską Straż, jednostkę wojskową pełniącą służbę na północnej granicy Cesarstwa Meekhańskiego. W jej skład wchodzi Szósta Kompania Szóstego Pułku, na czele której postawiony został niedawno rudowłosy Kennet-lyw-Darawyt. Z pozoru to barwna, niespecjalnie zdyscyplinowana zbieranina mężczyzn, jednak obserwując ich działania, możemy dostrzec, że są kompetentni. W pomysłowy sposób rozprawiają się bowiem z nieuchwytnymi dotąd lokalnymi rozbójnikami Shandoree, są też w stanie podjąć w tym celu współpracę z Ag'heeri, zwanymi aherami, rasą przypominającą klasycznych orków i niesłusznie demonizowaną. Jej istotnym przedstawicielem, który podobnie jak Szóstki będzie się pojawiał w kolejnych historiach, jest inteligentny i przenikliwy Wielki Szaman Borehed, uprawiający magię duchów służebnych. Istotnymi wątkami w tym opowiadaniu są dylematy dowódcy – jak uzyskać posłuch i szacunek podwładnych, jak odpowiednio ich karać i nagradzać, by wprowadzić dyscyplinę i stworzyć prawdziwy, dobrze funkcjonujący oddział. A do tego Kenneth, docierając do tajemnicy skutecznego ukrywania się przez Shandoree, musi podjąć trudną decyzję związaną z wymierzeniem sprawiedliwości.
Pozostałe trzy opowiadania: „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami”, „Szkarłat na płaszczu” i „Krew naszych ojców” poszerzają naszą wiedzę polityczną, ekonomiczną i militarną o północnej granicy Meekhanu. W tym pierwszym autor nie tylko bardzo obrazowo przedstawia bitwę w obronie uchodźców uciekających przed niezwykle groźną konnicą Se-kohlandczyków, ale także pokazuje, jak wchłonięci przez Imperium ludzie zaczynają myśleć o sobie jako o nieodłącznej części Cesarstwa. W drugim utworze nacisk położony jest na sprawną dyplomację rosnącego państwa, mamy też okazję poznać bliżej kilka religii, które są tu istotne. Dzieje się to między innymi na przykładzie wojowniczych klanów Wynde'kann, wyznających Setrena Rogatego. Dowiadujemy się przy okazji, że od czasu do czasu wśród śmiertelników pojawiają się awenderi, będący bożymi naczyniami, oraz na czym polegają obowiązujące ich Prawa Objęcia. Należy też koniecznie wspomnieć, że to opowiadanie wyjaśnia, czemu Szóstki wyszywają numery na płaszczach w kolorze czerwonym. Natomiast w „Krwi naszych ojców” nasi coraz bardziej zgrani górale prowadzą śledztwo w leżącej u stóp lodowca odosobnionej wiosce rybackiej, nie zdając sobie sprawy, że robi to również Borehed. To przejmująca opowieść o cenie za ludzką chciwość i zawziętość, ale także o przywiązaniu do ojcowizny i tradycji, które nie zawsze wychodzi na zdrowie.
Po przeczytaniu tych czterech utworów łatwo zauważyć, w jak wciągający i dramatyczny sposób potrafi pisać Robert M. Wegner. Nie ma tu podziału na czarne i białe, nikt nie jest nieomylny, a rozrastające się Imperium Meekhańskie nadal ma liczne problemy z religią i kulturą ościennych ludów. Ale przede wszystkim widać, jak szeroko zakrojony pomysł na świat ma autor – zarówno pod względem religijnym, kulturowym, jak i militarnym. Najbardziej zaś podziwiam mistrzowski poziom umiejętności pisarza w kwestii opisywania scen batalistycznych – robi to bowiem tak plastycznie, że bez żadnego trudu jestem sobie w stanie dokładnie wyobrazić przebieg każdej stoczonej tu bitwy i zrozumieć, kiedy i dlaczego dana strona odniosła zwycięstwo, jakbym była naocznym świadkiem wydarzeń. Natomiast minusem w tej części opowiadań był dla mnie brak wyrazistych, zapadających w pamięć postaci – w zasadzie tylko Borehed wyróżnia się tu na plus.
Druga część książki zatytułowana jest „Południe. Miecz i żar” i przybliża nam losy Yatecha d'Klleana, siedemnastoletniego wojownika z ludu Issaram, który zostaje ochroniarzem rodziny kupca Aerina-ker-Noela. A że mężczyzna ma szesnastoletnią córkę, łatwo się domyślić, do czego dojdzie między nastolatkami. Ale trudniej zgadnąć, do jakiej tragedii i jak szeroko zakrojonych konsekwencji to doprowadzi. Poznajemy tu niezwykle złożoną i interesującą kulturę narodu z południa, zwanego Issaram, o bardzo surowych tradycjach. Wierzą na przykład, że jeżeli ktoś zobaczy twarz dorosłego, to ukradnie mu duszę, zasłaniają więc tę część ciała. Ich przechowywana z pokolenia na pokolenie pamięć sięga aż do Wojen Bogów, szczycą się więc długim rodowodem. Z istotnych postaci autor wprowadza tu moją ulubienicę – Deanę d'Kllean, siostrę Yatecha, która jest kobietą mądrą, wytrwałą i niezwykle silną psychicznie, a do tego jeszcze znakomitą wojowniczką. Cztery opowiadania w tej części, czyli „Ponieważ kocham cię nad życie”, „Gdybym miała brata”, „Pocałunek skorpiona” i „Zabij moje wspomnienia”, poruszają wiele ważnych tematów – jaką cenę można zapłacić za rodową dumę, czy też jakie są konsekwencje wzajemnego niezrozumienia kultur, choć ludzie są w gruncie rzeczy tacy sami. I że czasami potrzeba posiadania kogoś bliskiego może się w tragiczny sposób obrócić przeciwko nam, choć przecież nikt nie miał złych intencji.
Robert M. Wegner potrafi wywołać w czytelniku całą gamę emocji – od zaciekawienia, przez współczucie i wzruszenie, po złość oraz szok, wprowadzając nas w swój złożony świat, w którym nieustannie ścierają się różne sposoby myślenia, religie i wartości. Imperium Meekhańskie stara się je wprawdzie pogodzić, wchłaniając kolejne ludy i prowadząc kolejne kampanie wojskowe, ale widać, że zostało mu jeszcze sporo do zrobienia. Natomiast bohaterowie, pochodzący z różnych części świata, stają przed niejedną próbą charakteru, niekoniecznie wychodząc z nich zwycięsko. A do tego mamy jeszcze różne rodzaje magii oraz bogów, którzy mogą się manifestować poprzez swoich awenderi... „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ–Południe” to znakomite wprowadzenie do wielopoziomowego uniwersum Roberta M. Wegnera, które pobudza apetyt, by sięgnąć po więcej. Jeżeli jakimś cudem jeszcze nie znacie tej miodnej serii military fantasy, gorąco namawiam do jej nadrobienia!
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Powergraph.
Moja ocena: 5,5/6
Autor: Robert M. Wegner





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.