wtorek, 17 marca 2020

Odyseja wojenna – „Wieczna wojna” Joe Haldemana

Wieczna wojna Joe Haldemana miała swoją premierę w roku 1974 i została wtedy obsypana wieloma nagrodami za najlepszą książkę science fiction: zdobyła między innymi Hugo, Nebulę, Locusa i Campbella. Postanowiłam zatem sprawdzić, czemu tak się spodobała i czy jej antywojenna wymowa jest nadal czytelna dla kolejnych pokoleń, które nie pamiętają już wojny w Wietnamie.


Już od pierwszych stron towarzyszy nam silne poczucie bezsensu – bowiem główny bohater, a zarazem narrator, dwudziestodwuletni absolwent fizyki William Mandella, zostaje powołany do wojska wraz z innymi młodymi ludźmi o IQ powyżej 150, którzy planowali zupełnie inne ścieżki kariery. A wszystko to z powodu odkrytych właśnie kolapsarów, które umożliwiają podróże do innych części galaktyki. Gdy przelatujący przez nie jeden z ziemskich statków kolonizacyjnych zostaje zniszczony, natychmiast zostają za to obwinieni obcy, zwani Taurańczykami, a Siły Zbrojne ONZ szykują się do rewanżu. Nowi rekruci przechodzą najpierw szkolenie obejmujące różnorodne sposoby zabijania i używania sprzętu, w tym kombinezonów, które niewłaściwie użyte okazują się wyjątkowo niebezpieczne – nawet potknięcie się czy oparcie o coś grozi bolesną śmiercią. Dodatkowo zaś okazuje się, że skoki przez kolapsary powodują, że czas dla przemieszczających się za ich pomocą żołnierzy płynie wolniej niż na Ziemi. Potem obserwujemy prawie 3000 lat wojny, w tym rewolucyjne zmiany społeczne na naszej planecie oraz stopniowy awans głównego bohatera do rangi porucznika, aż do nieoczekiwanego finału konfliktu.

Jedna z angielskich okładek:

W Wiecznej wojnie Joe Haldeman pokazując kolejne absurdalne sytuacje każe nam zrobić rachunek sumienia na wielu polach – przede wszystkim z jakich powodów i jakimi środkami prowadzimy wojny, w tym jak traktujemy własnych żołnierzy i wrogów. W tej książce konflikt wpływa na każdy aspekt świata, zupełnie go zmieniając, i czyniąc go miejscem prawie nie do życia, z całkowicie zaburzonymi priorytetami. Autor podkreśla tu, że nie bez znaczenia jest warstwa psychiki żołnierzy, zarówno w trakcie walki jak i wtedy, gdy są już weteranami. W jego opowieści to my stajemy się najeźdźcami z kosmosu i nie wypadamy w tej roli korzystnie.

Teoria względności utrzymywała ją na miejscu, a przynajmniej dawała takie złudzenie... w sposób, w jaki wszelka rzeczywistość staje się iluzoryczna i zależna, gdy ktoś zajmuje się teorią względności. Albo buddyzmem. Albo kiedy powołają go do wojska. (s. 72)

Jak na military science fiction jest tu zaskakująco mało rozsądnej strategii, ale autor zrobił to celowo, starając się zaznaczyć bezsens całego konfliktu. Ponadto działania te oparte są bezpośrednio na tych z Wietnamie, bo eksperci od taktyki do dziś przytaczają je jako przykład serii błędów i zupełnie nielogicznych działań uczestników konfliktu. Ja po lekturze nie dziwię się, że tak wielu wydawców ją odrzuciło, bo sama fabuła nie jest w moim odczuciu zbyt wciągająca, a do tego po prostu wprawia w stan coraz głębszego przygnębienia. Lubię science fiction, bo jest zawsze impulsem do refleksji, i ta pozycja na pewno nim jest, jednak ciąży przy tym solidnie na czytelniczej wątrobie. 
 

Resumując, ponieważ Wieczna wojna Joe Haldemana to ojciec military science fiction, bezapelacyjnie powinien zapoznać się z nią każdy fan tego gatunku. Autor bezlitośnie obnaża tu wszystkie wady konfliktów zbrojnych, opisując sposób, w jaki odbierają one człowieczeństwo i sens życia, i do jakiego stopnia nie liczą się z ludźmi po obu stronach barykady, po mistrzowsku balansując na granicy absurdu. Z pewnością nie będzie to moja ulubiona pozycja z serii Wehikuł czasu, ale sądzę, że książka ze względu na swoje ponadczasowe przesłanie antywojenne znajdzie jeszcze wielu wielbicieli.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.

Autor: Joe Haldeman
Tytuł: Wieczna wojna
Tytuł oryginału: The Forever War
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2020

10 komentarzy:

  1. Silne poczucie bezsensu, świetnie powiedziane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, i myślę, że dokładnie taki efekt chciał osiągnąć autor.

      Usuń
  2. O tak to ponadczasowe przesłanie jest wisienką na torcie.
    Nie jestem fanką gatunku stien... ale poprzez swój niesamowity styl pisania, a przez to bardzo dobrej recenzji, bardzo mnie zainteresowałaś
    Widać , że piszesz z pasją i to co robisz jest na wysokim poziomie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa :) Staram się, jak mogę :)

      Usuń
  3. Nie, raczej nie dla mnie ta książka. Nie przemawia do mnie, ale recenzja świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety, ale nie jest to pozycja dla mnie. Wiem, że ie odnalazła bym się w niej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna recenzja :) takie książki są bardzo ważne, żeby przypomnieć nam co w życiu jest ważne i jakimi zasadami powinniśmy się kierować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogólnie sci-fi czytam wyłącznie kiedy uznaje lekturę za ważną, jednakże sam bezsens jaki tu się prezentuje mógłby być ciekawym przykładem dla osób lubiących te wojskowe klimaty i nie zastanawiających się nad całością. Zapewne znajdą się fani tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytam tego typu gatunku, więc tym razem mówię nie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyli coś do pomyślenia, do angażowania się w fabułę trochę mniej... Można i tak. Ostatnio stwierdziłam, ze wydanie tej serii tak bardzo mi się nie podoba, że albo będę wypożyczała albo kupię w ebooku.

    OdpowiedzUsuń