sobota, 12 stycznia 2019

Kwestia zemsty

W mocy wichru, trzeci tom cyklu Agnieszki Hałas Teatr węży, zdecydowanie nie jest tym, czego od niego oczekiwałam. A powody wyjaśniam oczywiście w niniejszej recenzji, prezentując przy okazji podsumowanie całej serii. (Tu znajdziecie recenzje pierwszej i drugiej części.)

Prolog jak zwykle wprowadza wiedzę dotyczącą historii świata przedstawionego i tym razem przybliża nam sylwetki wybrańców Eresha oraz naturę Skazy. Sama fabuła zaś wita nas w Eume, jednym z pięciu miast nad Zatoką Snów, w którym tajemniczy sprawca w bestialski sposób morduje prostytutki. Brune udaje się zaś do miejsca, gdzie mieszkali niegdyś jego rodzice, by uzupełnić luki w pamięci. Spokój zakłócają mu agenci Doliny Rdzy urządzający polowanie na agentów Doliny Popiołów. A wszystko dlatego, że w tej pierwszej nastąpił przewrót, co ma również wpływ na losy Marshii – jej dotychczasowy przełożony Charooz postanowiła ją bowiem sprzedać. Kuta na cztery nogi Żmijka przygotowała sobie jednak drogę wyjścia z cyrografu – formę pojedynku magicznego, którą postanawia teraz wykorzystać. Angażuje więc w przygotowania Brune i Anavri, choć ta ostatnia opiera się wszystkimi siłami przed rozwijaniem nadprzyrodzonych umiejętności. Z tej przyczyny trafia finalnie na naukę do Krzyczącego w Ciemności, który stara się przekonać ją, że czarna magia to nie tylko przekleństwo. Gdy zamieszkują razem w enklawie Żmija, stopniowo zaczynają coraz bardziej zbliżać się do siebie... Tymczasem zarówno demony jak i srebrni nie próżnują i już wkrótce wszyscy bohaterowie znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. A przecież Brune nie pamięta swoich starych wrogów, oni zaś wykorzystują to, by przygotować okrutną zemstę.


W tej części na plus wypada Krzyczący w Ciemności, który dwoi się i troi, by niejeden raz pomóc Marshii i Anavri, a także w wolnych chwilach poznać swoją przeszłość i prawdziwą siłę swojego daru. Widać wyraźnie, że jego historia została dogłębnie przemyślana i przedstawiona w interesujący sposób. Podobnie dzieje się w przypadku Marshii, której opowieść nabiera tu dramatyzmu. W moich oczach jednak zupełnie nie broni się postać Anavri – po pierwsze, dostaje ode mnie tytuł najbardziej wkurzającej postaci, o jakiej ostatni czytałam. Po drugie, łączy w sobie sprzeczne cechy – autorka stara się wprawdzie tłumaczyć słowami Brune, że dziewczyna jest delikatna i wrażliwa, jednak nie do końca rozumiem, jak się to łączy z jej wyrachowaniem w stosunku do mężczyzn. Tak słaba postać nie ma racji bytu w dark fantasy, powinna zginąć za pierwszym rogiem. Zaś jej romans z Krzyczącym to jedna z najsłabiej poprowadzonych i umotywowanych historii miłosnych w polskiej fantastyce, spuśćmy na nią zatem zasłonę milczenia. Zostaje jeszcze Lorraine, która pełni tu jedynie rolę uzupełniającą (a szkoda!), mając od czasu do czasu ratujące innym skórę wizje przyszłości.

  Okładka wydania z 2013 roku przygotowana przez wydawnictwo Solaris

Na tym etapie bohaterowie wiedzą, że mogą ufać tylko sobie i że powinni informować kamratów o wszystkich niepokojących wydarzeniach, myślicie, że to rzeczywiście robią? I to jeden z powodów, dla którego fabuła tego tomu raczej się nie broni. Autorka wróciła ponadto do krótkich wątków, w wyniku czego historia jest poszarpana niczym policzek Brune. Kolejne wydarzenia wcale z siebie logicznie nie wynikają, a stosowanie rozwiązań deus ex machina – choćby wizje Lorraine czy usunięcie Anyah (bo przecież starałaby się przeciwdziałać związkowi protagonisty i Anavri) zdziwi niejednego czytelnika. A wydawałoby się, że po zgrabnym fabularnie drugim tomie ten powinien się jeszcze bardziej rozkręcić... Co do świata przedstawionego – moim zdaniem trzeci tom to trochę późno na tłumaczenie, jakie są źródła mocy czarnego maga czy jak dokładnie wygląda Zatoka Snów, choć z drugiej strony lepiej teraz niż wcale.


Okładki przygotowane przez wydawnictwo RW 2010

Recenzja ostatniej części to znakomity pretekst do podsumowania tego cyklu (choć podobno czwarta część już się pisze), zatem jak wypada Teatr węży? Broni się przede wszystkim protagonista i jego historia – pomysł jest na tyle interesujący, a bohater na tyle zaradny, że czytałam tę serię właśnie dla niego. W niczym nie ustępuje mu Żmijka Marshia – widać jak na dłoni jej wieloletnie doświadczenie, talenty organizacyjne i dyplomatyczne. Bycie czarnym magiem to nie przelewki, a przetrwanie to prawdziwe, codzienne wyzwanie. (Choć po tym, jak Otchłań kilkakrotnie wymazywała pamięć Krzyczącemu, powinien mieć chyba kilka osobowości. Nie rozumiem, czemu nie stawia na stałe bariery mentalnej, przecież robią to początkujący.) Aż dziwi w tym towarzystwie wewnętrznie sprzeczna i rozchwiana Anavri, ale uśmiech na twarzy wywołują za to chowańce Zazel i Biss. Niestety reszta elementów nie wypada już tak dobrze – fabuła przeskakuje nie wiadomo czemu od wątku do wątku, ale jej głównym problemem jest to, że dzieje się tylko i wyłącznie w związku głównymi bohaterami, to znaczy wszelkie zmiany w świecie następują jedynie wokół Brune, Marshii, Anavri oraz Lorraine, poza nimi uniwersum jest niezmienne i martwe. A przecież demony od tak dawna (800 lat) zbierają dusze, że ludzie powinni mieć wolę się jakoś przed tym bronić – bo po tym, jak bogowie odeszli, gołębie jednej z nich nie odprowadzają już przecież bezpiecznie w zaświaty. Logicznie rzecz biorąc panteon zostawił więc ziemię na pastwę złych istot, skazując ją na nieuchronną zagładę, Zmrocza przepuszcza przecież zarówno demony jak i ich agentów. Moje kolejne pytanie to czemu czarni magowie nie stworzyli jakiejś prężnej organizacji, która zrzeszałaby ich i jednocześnie chroniła? Bo skoro autorka pokazuje znacznie więcej świata niż w lokalnie poprowadzonym pierwszym tomie, powinna chyba przemyśleć i opisać takie aspekty świata przedstawionego, który przez to przestaje się niestety bronić w szerszym ujęciu. Po książce fantasy spodziewałam się raczej tego, że bohaterowie wezmą się za rozwiązanie problemu Skażenia, bo skoro każda klątwa się z czasem osłabia, a także można ją jakoś zdjąć, to czemu tego nie zrobić? Ale może zostanie to jakoś rozwiązane w kolejnym tomie. (I to właśnie problem mojej głodnej wyobraźni – gdy za dużo spodziewam się po jakiejś lekturze, a po Dwóch kartach i Pośród cieni były do tego podstawy, to często się rozczarowuję.) 

 
  Okładki przygotowane przez wydawnictwo RW 2010 (2016 rok)

Reasumując, warto wkroczyć w świat Zmroczy dla głównego bohatera i jego niezwykłej podszytej amnezją historii, a także dla pełnokrwistej magini Marshii oraz zmagań ich obojga z bezwzględnymi demonami. Aby jednak mieć pełną przyjemność z czytania, trzeba przymknąć oczy na przeskoki fabularne i rozwiązania deus ex machina, a także dziurawy niczym ser szwajcarski świat przedstawiony, co jak widzę z innych opinii o W mocy wichru wielu czytelnikom się udało. Czego i Wam życzę, mając nadzieję, że czwarta część będzie lepsza.

Autor: Agnieszka Hałas
Tytuł: W mocy wichru
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2017 (wydanie II)

7 komentarzy:

  1. Mam pierwszy tom na półce od jakiegoś roku, albo i dłużej, i ciągle nie mam kiedy nadrobić...

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tej autorce i serii, ale chyba nie jestem jej aż tak ciekawa, by powiększać swój stos wstydu. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. O tej serii nie słyszałam. Może kiedyś się z nią zapoznam, ale chwilowo mnie do niej nie ciągnie.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem fanką fantastyki więc te książki nie są dla mnie, ale fajnie że czytasz nie tylko nowości tylko wyszukujesz perełki z tych wydanych wcześniej

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam chyba 2 tomy tej serii i naprawdę miło je wspominam, chyba czas nadrobić resztę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam nigdy o tej autorce, ale zaciekawiłaś mnie nią :)

    OdpowiedzUsuń