Wśród współczesnych młodzieżówek
fantasy pierwszy tom dylogii Laini Taylor Strange
the Dreamer wyróżnia się
na plus, a jak wypada na jego tle część druga, czyli Muza
Koszmarów? (Recenzja części pierwszej, czyli Marzyciela do przeczytania tu.)
Wydarzenia tej powieści są bezpośrednią
kontynuacją fabuły Marzyciela.
Nieprzejednana
Minya
chce niezwłocznie zejść do Szlochu i zemścić się na jego
mieszkańcach, którzy w większości postanawiają spakować się i
czym prędzej opuścić przeklęte miasto. Thyon i Calixte zaś
trafiają na drzwi, które odsłoniła stopiona kotwica i
postanawiają sprawdzić, co się za nimi kryje. Eril-Fane czeka na
powrót Lazlo, by spróbować pokojowo rozwiązać narosłe przez
lata problemy. Nowym, ale bardzo istotnym wątkiem jest tu historia
nierozłącznych sióstr Kory i Novy, których matka została niegdyś
wcielona do armii Mesarthimów, czekają zatem na niebieski statek,
który przyleci też po nie. Jednak gdy nadlatuje, sprawy nie idą po
myśli nastolatek – jedna z nich odlatuje z załogą, druga w
wyniku dramatycznych wydarzeń zostaje z niego wyrzucona. I choć
obie mają związane ręce, zrobią wszystko, by spróbować się
odnaleźć... Nigdy
jeszcze czas nie wydawał jej się walutą, a każda chwila monetą,
którą można wydać rozsądnie bądź głupio
(s.81).
