16 sierpnia 2026

[recenzja] Małgorzata Lewandowska „Dom zagubionych wspomnień” – Wymiary istnienia

Małgorzata Lewandowska to prawdziwa artystyczna dusza – nie tylko pisze niezwykle nastrojowe utwory, ale jest także uzdolnioną ilustratorką. „Dom zagubionych wspomnień” to jej druga powieść, będąca szlachetną przedstawicielką hipnotyzującej, klimatycznej grozy.


Wyobraźcie sobie starą, ponad czterystuletnią kamienicę, której nie da się ogrzać, z krzywiznami, skrzypiącymi podłogami, wprawiającą lokatorów w stan odrętwienia. To właśnie do tego gmachu rodem z powieści gotyckiej wraz z partnerem wprowadza się główna bohaterka, która jest zarazem narratorką całej historii. Jej dar obserwacji i niezwykła wrażliwość na emocje oraz bodźce zewnętrzne powodują, że zaczyna się z nią dziać coś niewytłumaczalnego, jakby przeszła w inny stan istnienia. Ma jednak poczucie własnej odrębności oraz wspomnienia i jest w stanie obserwować innych mieszkańców starego budynku...



I jest to groza przez duże G, bo mroczna tajemnica prawdziwej natury narratorki, której imienia nigdy nie poznajemy, nie daje spokoju przez całą lekturę. Ponadto autorka tak umiejętnie dobiera słowa i używa tak szerokiej gamy środków stylistycznych, że jej historia oddziałuje na wszystkie zmysły – ja podczas czytania czułam wszystkie opisywane zapachy, marzłam wraz z bohaterami i wspólnie z nimi zatapiałam się w cieniach. A przede wszystkim prawie cały czas miałam ciarki, obserwując, jak przytłaczający budynek intensywnie oddziałuje na swoich lokatorów. Ogromnie przypadła mi też do gustu klamra fabularna, która znakomicie spina drugi i ostatni rozdział.



W trakcie lektury kłębiły się w mojej głowie dziesiątki pytań – gdzie i kiedy jest, a może była narratorka? Czy to ona sama stworzyła swoisty rodzaj limbo, czy miała na nią wpływ cała historia wcześniejszych lokatorów Domu? Co sprawia, że jesteśmy sobą – czy są to wspomnienia, emocje, wola istnienia, a może coś zupełnie innego? Czy żal po stracie daje nam prawo do odbierania szczęścia innym? Czy możemy istnieć tylko jako połączenie ducha i ciała, czy możliwe są inne formy bytowania? Małgorzata Lewandowska nie daje tu żadnej odpowiedzi wprost, zostawiając nam szeroką furtkę do własnej interpretacji, co jest zdecydowanie zaletą tego utworu.


Czasami nie liczy się, kim byłeś ani nawet kim jesteś. Ważne jest tylko to, co możesz zrobić i zrobisz z tym, co masz. (s. 189)

Co więcej, z tej nastrojowej historii można sporo wynieść. Dla mnie jest ona metaforą tego, że na zepsutych, starych fundamentach nie da się zbudować czegoś nowego i dobrego. I że warto szukać w sobie siły, by zrobić to, co należy, a o relacje z najbliższymi zawsze warto dbać, niezależnie od zewnętrznych uwarunkowań. Myślę, że każdy czytelnik ma szansę znaleźć tu coś wartościowego dla siebie – i będzie mógł dostrzec zarówno pesymistyczne, jak i optymistyczne aspekty tej opowieści.



Reasumując, „Dom zagubionych wspomnień” Małgorzaty Lewandowskiej to przejmująca do szpiku kości, oddziałująca na wszystkie zmysły groza, w której królują cienie i chłód starej kamienicy, a narratorka próbuje odgadnąć tajemnicę stanu swojego istnienia.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu IX.


Moja ocena: 5/6


Autor: Małgorzata Lewandowska

Tytuł: Dom zagubionych wspomnień
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX
Rok wydania: 2026
Stron: 214

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.