19 lipca 2026

Fragmenty „W cieniu Gniewu” Adrianny Filimonowicz

Dlaczego warto przeczytać mój najnowszy patronat, czyli oryginalne fantasy „W cieniu Gniewu” Adrianny Filimonowicz? Nie tylko dlatego, że ma przepiękną mapę, którą możecie zobaczyć poniżej, ale przede wszystkim ze względu na wielu złożonych, dalekich od ideału bohaterów. I tak się składa, że wyczuwają oni, że z ich światem i najpotężniejszą siłą w nim występującą – Gniewem – coś jest nie tak. Zapraszam zatem do zapoznania się z wojowniczką Majsz, marzycielem Ptaszyną i jeszcze jedną istotną postacią, o której dowiecie się więcej, sięgając po książkę. (A kto doczyta do końca, znajdzie tam szansę na rabat na tę powieść).

ADRIANNA FILIMONOWICZ 

W CIENIU GNIEWU”

 Premiera: 12 sierpnia 2026

FRAGMENTY ROZDZIAŁU PIERWSZEGO 


Fragment I (s. 2-4)

Złotokrwiści czekali już w cieniu niewielkiego, podłużnego budynku przyrośniętego do murów okalających Schronienie. Choć było ich dwoje, większość spojrzeń lgnęła do niewysokiej, barczystej dziewczyny, krążącej w tę i z powrotem z pochyloną głową. W ręce trzymała ciężką szablę i z wyzywającą wręcz obojętnością wodziła końcem ostrza po zawiłych wzorach posadzki. 

Brązowe, poprzetykane przedwczesną siwizną włosy zasłaniały jej twarz, ale Skal wierzył, że poznałby ją nawet w mroku. Zmieniła się przez te wszystkie lata, ale pozostawała przecież jego wnuczką. Zachłannie śledził jej ruchy – to przerażające wręcz znudzenie, jakby dziewczyna szykowała się raczej do snu niż pojedynku. Nie przeszkadzała jej ludzka paplanina, która gęsto wypełniła powietrze i, choć nie dało się z niej wychwycić pojedynczych słów, grała w duszy podnieceniem i wyczekiwaniem. Mieszkańcy Irdin widzieli wiele rytualnych walk, ale Obłaskawiacze rzadko tak dobierali przeciwników. Skalowi – doświadczonemu fechmistrzowi – wystarczyło jedno spojrzenie na starego Sępa, by zrozumieć, że rzucono go dziewczynie na pożarcie. Od czasu, gdy ostatni raz się widzieli, szyja mu się wydłużyła, ręce wychudły i nabrały chorobliwego wyglądu. Nigdy nie miał talentu do broni – ale Gniew na takie drobiazgi nie patrzył – nigdy też nie miał ducha do walki. Rozbieganym spojrzeniem wodził od swojej przeciwniczki, przez publiczność, po pusty jeszcze podest, na którym stała olbrzymia waga. Miejsce obok czekało na Obłaskawiaczkę. Uczoną, zdolną przeczuwać nadchodzące manifestacje Gniewu, zgadywać jego kaprysy, a w sytuacjach takich jak ta, być jego głosem. 

Zjawiła się wreszcie. Tłum ucichł. W szacie w kolorach krwawej czerwieni i złota, wyglądała jak płomień górujący nad jednolitą masą beżu i szarości. Była młoda, może dwudziestoletnia. Skal pomyślał, że pewnie jest córką jakiegoś urzędasa, ale zaraz zganił się za tę myśl. Różne ścieżki wiodły ludzi do Schronienia i drwienie z nich było niepotrzebnym igraniem z Gniewem. 
– Ludu Lajsal, Głusz i Awgat!
Skal skrzywił się. Nazwy tych trzech regionów, rzucone na jednym wydechu, kłuły go w uszy.
– Służący wam Obłaskawiacze dostrzegają, gdy Gniew wzbiera. Gdy zaczyna nasycać płynące przez płaskowyż wody, szumieć w liściach drzew i roztrzaskiwać górskie skały. Gdy zaczyna popychać ludzi do zbrodni. Dlatego wzywamy do walki tych, którym w żyły wlał złotą krew. Stają przed wami Siwa i Sęp!

Stary złotokrwisty wyszedł kilka kroków naprzód, pokłonił się sztywno. Siwa skinęła głową, ale wciąż nie odrywała wzroku od wzorów na posadzce. Złotokrwiści porzucali swoje prawdziwe imiona. Dla zwykłych ludzi mieli być tajemniczymi istotami, należącymi jedynie do Gniewu, a i między sobą i wobec Obłaskawiaczy zachowywali zwykle tę narzuconą tożsamość. 
– Niech na arenę spłynie złota krew! Niech wypali się Gniew!
Młoda uczona miała mocny, dramatyczny głos. Skal w duchu pochwalił ją, po czym przylgnął spojrzeniem do Siwej. Ta, wciąż nie podnosząc wzroku, posłusznie wyszła na środek. Wydawała się ospała, zniechęcona. Ktoś mógłby wziąć to za nonszalancję, ale fechmistrz miał wrażenie, że dziewczyna jest raczej rozdrażniona. Tylko że wcale nie na przeciwnika. Na Obłaskawiaczy, Schronienie, ziemię, na której stała. 

Broń mieli podobną, choć szabla w rękach Siwej chodziła tak sprawnie, że zdawała się wręcz nieważka. Sęp ruszył do przodu, dziewczyna uderzyła w przeciwtempie. Trafiła. Z płytkiej rany zaczęła się sączyć złota, przypominająca rzadką żywicę krew. W tłumie podniosło się kilka okrzyków, ale szybko zgasły. Ludzie czekali na więcej i wiedzieli, że Siwa im to da.

   

Fragment II (s. 6-7)

Jakaś część niej wciąż była na arenie, jej dłoń nadal zaciskała się na widmowej rękojeści szabli. Siwa minęła przyjaciela, usiadła na podłodze i powoli zaczęła się rozciągać. W miarę jak ciało ustępowało, wracał nieporządek codziennych myśli, widzenie się poszerzało, a uszy łapały zgiełk, pokrzykiwania ptaków i odgłosy prac nieustannie toczących się w Schronieniu. 

Wirih stanął przy oknie, plecami do słońca. W aureoli pomarańczowych promieni jego sylwetka zdawała się jeszcze dłuższa i smuklejsza niż zazwyczaj. O ile to było w ogóle możliwe. Wysoki i chudy, miał w ruchach szczególną grację, która czyniła go wręcz efemerycznym. Majsz, obserwując, jak zbiegał po schodach albo przemierzał w tę i z powrotem wysoko zawieszone tarasy, miała wrażenie, że niechcący uniesie się w powietrze. Że porwie go wiatr. Nie dziwiła się, że w Schronieniu przezwano go Ptaszyną. Westchnął, odrzucił na plecy gruby, sięgający za łopatki warkocz i odchylił głowę.
– To powiesz?
– Co?
– Dlaczego nie chciałaś widowiska?
– Żal mi Sępa. Po co go jeszcze dodatkowo upokarzać? On ma dość.
– Majsz! – Wirih odepchnął się gwałtownie od parapetu i rozłożył ręce w geście bezradności. – Będziesz mi tak kłamać?! Przecież wiesz, że nie umiesz.
– Naprawdę mi go żal – wymamrotała, pochylona nad wyprostowanymi w siadzie nogami.
– Tak, wiem, ale nie to było powodem, a o niego pytam. Przecież zrobiłaś to znowu. Tego, który przyjechał ze Schronienia w Odemie również mogłaś ostrzej potraktować.
– Wiedziałam, że go pokonam. Nie chciałam tyle krwi.
Tym razem milczał dłuższą chwilę, nie poganiał. Wyczekał.
– Czuję, że jestem już blisko – podjęła, prostując się. – Jestem tu tyle lat, tyle razy ważono Iskry zebrane w pojedynkach, które zwyciężyłam… Wirih, ja się boję, że niedługo mnie wypuszczą, rozumiesz?

 



 Fragment III (s. 9-10)

 – To z Głusz właśnie wiozą! Więźniarkę. Zbuntowaną złotokrwistą! – krzyknął młody kupiec, stojący w progu sklepu z olejami. Ludzie, których coraz więcej schodziło się na wezwanie dzwonów, nadstawili uszu. Flasi często gościł w budynku trybunału – jego wuj był tam ekonomem – miał więc najświeższe informacje.
– Strażniczka jakiejś osady?!
– Ta, która Obłaskawiaczy z całego Południowego Pierścienia wygnała?!
Nore wychyliła się nieco, mimochodem wychwytując latające nad głową pytania i odpowiedzi. 
– Ta właśnie!
Czoło pochodu stawało się coraz wyraźniejsze. Wojownicy rozpychali mieszkańców ku skrajom ulicy, robiąc miejsce dla dwóch konnych dostojników i idących w luźnym szyku najemników przemieszanych z lokalnymi złotokrwistymi. W samym środku, równym krokiem, z absolutną  obojętnością wypisaną a młodej twarzy, szła kobieta.

Nore przesunęła się pod ścianę, by dać więcej miejsca Hedit. Nie mogła oderwać spojrzenia od nieznajomej. Lewa strona twarzy i szyi więźniarki poznaczona była ciemnobrązowymi plamami. Drugi policzek przesłaniała burza kasztanowych, kręconych włosów. Kobiety z Głusz nie zwykły ich ścinać, ta jednak miała z lewej strony głowy jedynie krótkie, rachityczne odrosty. Nore poczuła dziwny, gorzkawy posmak w ustach, żołądek jej się zacisnął. Z trudem odwróciła wzrok i nagle oniemiała. Herold Oktawy zaczął recytować listę przewin zbuntowanej złotokrwistej, ale do Nore przestało cokolwiek docierać.

                                                                             ---------------

A jeżeli chcecie przeczytać więcej, zachęcam do skorzystania z szansy na zamówienie książki z atrakcyjnym rabatem 30%, o który możecie zagrać na stronie powieści przygotowanej przez wydawnictwo PulpBooks: https://gniew.pulpbooks.pl/.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.