06 marca 2021

Zderzenie światów – „Kwestia sumienia” Jamesa Blisha

Kwestia sumienia Jamesa Blisha to kolejna klasyczna powieść science fiction wydana w serii Wehikuł czasu, która stanowi pożywne danie dla umysłu. W Stanach Zjednoczonych ukazała się po raz pierwszy w 1958 roku, czyli w okresie zimnej wojny, i odzwierciedla między innymi strach przed użyciem bomby wodorowej, ale także marzenie o udaniu się w kosmos i odkryciu tam inteligentnych ras. Tytułem wstępu warto też nadmienić, że w roku 1959 przyznano jej nagrodę Hugo.

 

Czworo ziemskich badaczy przebywa na oddalonej o 50 lat świetlnych od Ziemi planecie Lithia, aby zdecydować, czy może ona zostać portem tranzytowym bez spowodowania zagrożenia życia i zdrowia ludzi oraz jaszczurowato-kangurowatych Lithyjczyków. A społeczeństwo tych ostatnich w znacznej mierze różni się od tego zamieszkującego niebieski glob – nie znają bowiem religii, zbrodni, gazet, partii politycznych, gier oraz sportów. Ojciec jezuita, a zarazem biolog – Ramon Ruiz-Sanchez, fizyk Paul Cleaver, chemik Michelis i geolog Agronski poznają bliżej klimat, geografię, minerały, właściwości magnetyczne nowej planety, a także zasady przyjęte przez miejscową ludność. Każdy z nich ma nieco inny punkt widzenia na przyszłą współpracę z kosmitami, widząc w niej różnorakie szanse i zagrożenia. A ponieważ powieść podzielona jest na dwie części, to w drugiej przekonujemy się, czy i w jakim stopniu mieli rację, gdy Ziemianie przeprowadzają eksperymenty na Lithii, zaś jeden z obcych zaczyna mieć coraz większy wpływ na mieszkające w bunkrach społeczeństwo naszej planety.

 

Jedna z historycznych amerykańskich okładek, 
obie pobrane 5.03.2021 pochodzą ze strony: 

Co szczególnie przypadło mi do gustu, znaczenie tytułu rezonuje tu na wielu poziomach powieści, bo rozliczni bohaterowie muszą podejmować decyzje zgodnie ze swoim sumieniem. Dzieje się tak po pierwsze w przypadku jezuity, który dopatruje się w Lithii dzieła Szatana, po drugie fizyka Clevera, widzącego w niej potencjalny poligon atomowy, a po trzecie Lithyjczyka Egtverchiego, który bezpardonowo pokazuje Ziemianom luki w ich rozumowaniu. Mój mózg w trakcie lektury pracował na najwyższych obrotach i kazał zadawać kolejne pytania – między innymi na ile uczciwa była ocena społeczeństwa obcej planety przez każdego z badaczy, co wpływało na ich osąd, czym tak naprawdę jest dobro i zło, czy nauka i religia muszą stać w opozycji wobec siebie, czy też jaką cenę płacimy jako społeczeństwo za nieustanny rozwój i pogoń za nowoczesnością. Miałam wrażenie, że pisarz prowadzi tu grę intelektualną z czytelnikiem i pyta go: a jak ty ocenisz postępowanie i sposób myślenia ojca Ramona? Czy takie osoby i religia jako taka powinny mieć wpływ na naszą przyszłość? Spodobał mi się też konkretny, treściwy sposób przedstawienia tej historii.

Powieść Blisha jest niewątpliwie ciekawym głosem w kwestii utopii, bo bardzo starannie przemyślał zasady działania cywilizacji Lithyjczyków, ich cykl rozrodczy, a także scharakteryzował planetę, dzięki czemu to z pewnością jedna z bardziej interesujących książek science fiction pod kątem przedstawienia wiarygodnych obcych. Autor był z wykształcenia biologiem, i wprowadza tu ogrom ciekawostek z tej dziedziny (co może przypaść do gustu fanom Petera Wattsa), co jednak nie przeszkodziło mu w odwoływaniu się także do filozofii, etyki, socjologii oraz odgrywającemu tu sporą rolę manicheizmowi. Jak widzicie, ta książka wymaga więc od czytelnika sporej dozy skupienia i wiedzy. 

 

A tak mógłby wyglądać Lithijczyk:

Rozbawił mnie fragment tekstu dotyczący jednego z naszych rodaków – otóż na stronie 177 pojawia się Polak w baranicy jedzący wyjątkowo śmierdzący ser. Najwyraźniej pisarz miał kiedyś do czynienia z naszymi góralami i nie miał o nich najlepszego mniemania. Przemiłą niespodzianką dla mnie jako filolożki był też przewodnik po wymowie lithyjskiej oraz stwierdzenie, że zrozumienie obcej kultury zaczyna się od języka. Zirytował mnie za to pewien szczegół – że mimo zaawansowanej techniki zrobienie obiadu było obowiązkiem żony, choć też była naukowcem. Ponadto zastanawiałam się, czy społeczeństwo bez mitów, tabu czy kultury czasu wolnego może w ogóle zaistnieć i na dłuższą metę harmonijnie funkcjonować.

Summa summarum, Kwestia sumienia Jamesa Blisha to idealna propozycja dla tych, którzy lubią wysokie stężenie science w science fiction, a także szukają w lekturze powodu do wielopoziomowych rozważań nad wartościami naszej cywilizacji w zderzeniu ze szczegółowo scharakteryzowaną obcą utopią.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.


Autor: James Blish
Tytuł:
Kwestia sumienia
Tytuł oryginału: A Case of Conscience
Tłumaczenie: Radosław Kot
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2021
Stron: 248

14 komentarzy:

  1. Czytałam na jej temat różne opinie, ogólnie nie mam wielkiego doświadczenia z tym gatunkiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. To ciekawa propozycja dla fanów gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  3. o już czytałam dzisiaj coś o niej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powieść potraktowałam jako jeden z głosów klasyki fantastyki, odzwierciedlający realia ówczesnych czasów i śmiałe wyjście myślami w przyszłość, niestety wiele elementów już się zestarzało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam te "stare" ameryańskie scifi. Chetnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na razie pas. Zagłębiłam się w świat seryjnego mordercy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię książki w tym klimacie, więc z chęcią ją sprawdzę.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  8. >Najwyraźniej pisarz miał kiedyś do czynienia z naszymi góralami i nie miał o nich najlepszego mniemania<

    Blish musiał mieć jakieś związki z Polakami, bo polskie wątki regularnie pojawiają się w jego twórczości. Np. w "Ciemność nie nadejdzie" jednym z głównych bohaterów jest polski pianista i zarazem wilkołak Jan Jarmoskowski. Z kolei w opowiadaniu "One-Shot" mamy polski frachtowiec "Ludmilla".

    Być może te polskie nawiązania wynikają z polsko-żydowskiego pochodzenia przyjaciela Blisha, też znanego pisarza SF: Cyrila M. Kornblutha. Ciekawe, że wszystkie trzy dzieła (Kwestia sumienia, One-Shot i Ciemność nie nadejdzie) pochodzą właśnie z okresu ich przyjaźni, z lat 1950-1958 (Kornbluth zmarł w 1958 roku).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za garść interesujących informacji! Może panowie robili sobie nawzajem takie drobne przytyki w swoich utworach?

      Usuń
    2. Może... Nigdy mnie jakoś specjalnie twórczość i Blisha, i Kornblutha nie interesowała. Co do tego drugiego, to taka ciekawostka, że jego polsko-żydowskiego pochodzenia nie odnotowują polskie strony - ani Wikipedia, ani Encyklopedia Fantastyki. Jest to dość dziwne, bo strony "obce" (anglojęzyczne, niemieckie) jak najbardziej o tym wspominają, np. anglojęzyczna Wiki:

      "He was of Polish Jewish descent, the son of a World War I veteran and grandson of a tailor, a Jewish immigrant from Galicia".

      Czy niemiecka Wiki: "Kornbluth war Sohn polnisch-jüdischer Einwanderer".

      Dla odmiany węgierska pozbawia go korzeni żydowskich, zostawiając tylko polskie: "felmenői lengyel bevándorló zsidók voltak".

      Można się domyślać, że nazwisko Kornbluth przyjął jego ojciec po emigracji do USA, bo z kolei stryj pisarza (osiadły w Londynie) nazywał się Izaakowicz.

      A z polskimi góralami Blish mógł się zetknąć w samych Stanach - od końca XIX w. bardzo dużo Polaków z Galicji, w tym z Podhala wyjechało za ocean.

      Usuń
  9. Dawno nie czytałam książki science fiction, a ta coraz bardziej mnie ciekawi. Myślę, że za jakiś czas dam jej szansę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Do literatury science fiction jeszcze nie jestem do końca przekonana, ale w planach na ten rok mam m. in. spróbować zaprzyjaźnić się z tym gatunkiem i nie wykluczone, że jak po niego sięgnę to zdecyduję się również na tą książke.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj tym razem nie dla mnie, nie moje klimaty ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Książkę planuję przeczytać w ramach wyzwania #przyzywamkosmitówzunseriouspl :D

    OdpowiedzUsuń