sobota, 10 listopada 2018

Taniec nad przepaścią

Drugi tom napisanej przez Martynę Raduchowską cyberpunkowej serii Czarne światła zatytułowany Spektrum skupia się na replikantce Mai i przedstawia tak bardzo oczekiwaną przez czytelników jej interpretację dramatycznych wydarzeń, które zapoczątkował atak przeprowadzony przez tajemniczą organizację Equilibrium. (O pierwszej części Łzy Mai pisałam tu.)

Akcja utworu rozpoczyna się od znanego nam z poprzedniego tomu zamachu w budynku Beyond Industries, tym razem jednak obserwujemy wszystko oczami Mai, bo to właśnie ona jest tu narratorką. Jej sytuacja jest skomplikowana – najpierw zostaje skierowana do opanowania zamieszek na ulicach, gdzie spotyka innych, zbuntowanych replikantów – w tym wyrazistą Siobhan, która morduje swój policyjny oddział i proponuje głównej bohaterce zażycie reinforsyny. I choć ta stanowczo odmawia, i tak jest na celowniku sierżanta Pike'a, który za wszelką cenę próbuje udowodnić, że jest zdrajczynią i należy ją natychmiast zdezaktywować. Co gorsza, obecnie nieprzytomny Jared Quinn uczynił ją swoim pełnomocnikiem, więc zgodnie z jego wolą próbuje go bronić przed wszczepieniem  cybernetycznych implantów do mózgu. Zgodnie ze słowami przychylnego jej naukowca Harry'ego Turveya próbuje przy tym pozostać sobą, nieustannie dosłownie i w przenośni balansując nad przepaścią, co jest jednym z ciekawszych wątków w tej powieści. 
 

Dla mnie najbardziej interesującą częścią książki były jednak wydarzenia dziejące się po drugiej stronie Muru, czyli po ucieczce protagonistki do Dark Horizon. Specyficzna równowaga pomiędzy Equilibrium i replikantami pod przywództwem Siobhan, w której Maya musi odnaleźć swoje miejsce, przyjaźń z krukami i wreszcie ciekawe teorie naukowe to mocne punkty tej historii. W kwestii tych ostatnich najważniejsza jest rzecz jasna hipoteza czarnych świateł – która sugeruje, że gdy android zauważa samego siebie, traci z oczu całą resztę świata, co w konsekwencji całkowicie zaburza jego zdolność bezstronnej oceny sytuacji (a przy okazji autorka elegancko wyjaśnia pomysł na tytuł tego cyklu).

W stosunku do pierwszego tomu znacznie lepiej wypada poprowadzenie głównej bohaterki – Maya jest bowiem zdecydowanie głębszą postacią niż Jared Quinn, i mimo że oboje mają podobny problem, czyli pogodzenie elementów ludzkich z cybernetycznymi, większą przyjemność sprawiło mi obserwowanie, jak radzi z tym sobie replikantka. Jej niecodzienna transformacja jest niewątpliwie jednym z najbardziej emocjonujących wątków w tym utworze – warto przekonać się, jak budzi się w niej najpierw instynkt przetrwania, potem samoświadomość i lojalność wobec przyjaciela, a wreszcie szeroko rozumiane człowieczeństwo. Autorka realistycznie opisuje też stopień zaawansowania świata, złożone programy, w tym bojowe SI oraz rozmaite nowoczesne sprzęty, przy czym zręcznie wplata wątki kryminalne, które jak zwykle wychodzą jej znakomicie. 


Słabą stroną jest natomiast to, że niektóre wydarzenia znamy już z Łez Mai, przez co pierwsza część nie jest specjalnie zaskakująca. Ponadto znawcy tematu uzyskiwania człowieczeństwa przez androidy czy miłośnicy posthumanizmu niestety nie znajdą w tym utworze nic szczególnie nowatorskiego. Jednak wraz z rozwojem wydarzeń akcja stopniowo przyspiesza, zmierzając do emocjonującego finału i sporej niespodzianki w zakończeniu, która sprawiła, że nabrałam ogromnej ochoty na kolejny tom serii.

Spektrum udowadnia, że Martyna Raduchowska potrafi zbudować skomplikowany i wciągający cyberpunkowy świat, z poszukującą swojej tożsamości replikantką w centrum oraz zaskakującą intrygą i elementami detektywistycznymi w tle. Klątwa drugiego tomu nijak się jej nie ima – bo zarówno Demon luster (recenzja tu), jak i ta książka pokazują, że z utworu na utwór pisze coraz lepiej. I oby tak dalej!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Uroboros.

Autor: Martyna Raduchowska
Tytuł: Spektrum
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2018

4 komentarze:

  1. Zauważyłam osttnio, że Raduchowska w pewnym sensie wyrobiła już sobie markę na polskim rynku wydawniczym i utwierdzam się w przekonaniu, że sięgnąć po nią warto. Zastanawia mnie ta równowaga Equilibrium, bo coś bardzo podobnego czytałam ostatnio u Agnieszki Hałas. W każdym razie sprawdzę na pewno i muszę z tej okazji jak najszybciej sięgnąć po Łzy Mai.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Equilibrium to wpływowa organizacja, i nic więcej nie powiem, żeby nie spoilerować. A po tę autorkę warto sięgnąć, choć z nastawieniem, że w pierwszych tomach się rozgrzewa, a kolejne są coraz lepsze.

      Usuń
  2. Mi te powtórzenia i znajomość wydarzeń z pierwszego tomu nie przeszkadzały. Niby wiedziałam co się wydarzyło, ale teraz mogłam na to spojrzeć na to z innej perspektywy. I choć na początku książki sam pomysł przejścia tych samych wydarzeń jeszcze raz nie wydawał mi się najlepszy, to jednak po odłożeniu książki byłam zachwycona. Marta Raduchowaska #umiewcyberpunk :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć nie lubię zbytnio czytać o tym samym, książka podobała mi się coraz bardziej ze strony na stronę, a po finale zdecydowanie chcę więcej!

      Usuń