wtorek, 3 lipca 2018

Czy androidy potrafią płakać?

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Łzy Mai dostępne od 4 lipca 2018

Łzy Mai Martyny Raduchowskiej to cyberpunkowa opowieść o poruczniku policji Jaredzie Quinnie i jego próbach odnalezienia oraz zrozumienia tytułowej byłej partnerki replikantki, która prawdopodobnie przyczyniła się do tragedii zwanej B-Day i ukrywa się po drugiej stronie Muru dzielącego miasto New Horizon.

Powieść zaczyna się 17 maja 2034 roku od masakry w budynku Beyond Industries – ktoś przełamał zabezpieczenia i zhakował scyborgizowane klony Easy Puppets, które rozstrzelały wszystkich przebywających w okolicy. Jared Quinn cudem uchodzi z życiem, tracąc cały swój oddział, a z feralnego wieżowca wynosi go w ostatniej chwili replikantka Maya. Na ulicach wybuchają zamieszki wywołane przez organizację Equilibrium, głoszącej hasła przywrócenia równości społecznej, czyli zabranie bogatym i rozdanie biednym, a konkretnie poprzez przejęcie kontroli nad reinforsyną, czyli neurotransmiterem, który może znacznie podnieść sprawność umysłową. Szkopuł tkwi w tym, że nie jest on bezpieczny ani dla ludzi, ani dla androidów, tracą bowiem po nim równowagę psychiczną, zostaje więc finalnie zakazany. 

 
Porucznik odnosi tak poważne rany, że budzi się ze śpiączki regeneracyjnej dopiero dwa lata później i nie zastaje świata takiego, jaki chciałby widzieć: żona odchodzi do innego, a w New Horizon trwa w najlepsze rewolucja cybernetyczna i wielu ludzi instaluje sobie ulepszenia. Na domiar złego mimo jego wyraźnego sprzeciwu małżonka wyraziła zgodę, by zrobić mu domózgowe wszczepy... Jared chodzi na wizyty do psychologa, by wrócić do pracy, stawia jednak warunek, że nie życzy sobie żadnych androidów ani nawet nafaszerowanych technologią ludzi w swojej jednostce. Początkowo odmawia nawet używania własnych ulepszeń, jednak szybko okazuje się, że mogą być czasem całkiem przydatne...

Akcja znacznie przyspiesza w drugiej połowie utworu, gdy Quinn zostaje wezwany na miejsce bardzo nietypowego morderstwa – ktoś wyłączył cały System oraz zasilanie w okolicy, a zabrane tam zbierające ślady z miejsca zbrodni Szperacze i Skarabeusze  natychmiast się dezaktywują. Sprawę trzeba więc będzie poprowadzić w starym stylu, bo wszystkie maszyny i sprzęty w laboratorium wariują przy próbkach, a gdy Jared patrząc na ofiarę uświadamia sobie, że już ją widział w nawiedzających go przez kilkanaście nocy koszmarach, przestaje ufać nawet sobie... 


Jednym z najważniejszych wątków w tej książce jest emocjonalna relacja pomiędzy Mayą i Jaredem, którą obserwujemy głównie z punktu widzenia tego drugiego bohatera. Jest ona punktem wyjścia do rozważań nad ludzką tolerancją i jej granicami – czy androidy mogą kiedykolwiek zostać uznane za równe ludziom istoty i czy mają prawo czuć? Czy nafaszerowany cybernetyką przedstawiciel ludzkości to nadal człowiek z wolną wolą? Autorka maluje też obraz bardzo wyraźnego podziału społeczeństwa na biednych i bogatych, ale także na mieszkańców New Horizon i Dark Horizon, czyli tych za Murem. Poświęca sporo miejsca na szczegółowe opisanie, jak funkcjonuje na co dzień tak zaawansowany technologicznie świat. Nie brak tu ciekawych informacji o technikach prowadzenia śledztwa, psychice seryjnych morderców czy działania różnych substancji na ludzki mózg. Niestety, czasami odbywa się to kosztem posuwania wydarzeń naprzód, szczególnie w pierwszej połowie utworu. Do tego występują przypisy, które wyjaśniają czasem ogólnie znane pojęcia, takie jak np. spyware.

Co do bohaterów – porucznik ma początkowo bardzo ograniczony punkt widzenia, widać tu jednak pole do rozwoju. Z tego też względu nie jest dającą lubić się od razu postacią, ja stałam raczej po stronie Mai, choć czekałam całą książkę, by poznać jej punkt widzenia. W kwestii świata przedstawionego – Martyna Raduchowska z pewnością dobrze zna konwencję cyberpunka i umiejętnie ją wykorzystuje, starannie budując lekko przerażające miasto przyszłości, które z jednej strony jest bezpieczne, ale z drugiej nie pozwala zachować choć odrobiny anonimowości. Zaś fabuła, związana z tajemniczymi morderstwami, która rozkręca się na dobre w drugiej części powieści, ma na tyle ciekawą konkluzję, że z chęcią sięgnę po kolejny tom, który właśnie powstaje. I już wiem, czemu studio CD Projekt Red zatrudniło pisarkę do pracy nad scenariuszami do ich nowej gry – Cyberpunka 2077.

Zatem jeśli macie ochotę na zaawansowanego cyberpunka, pełnego niezwykłych sprzętów i substancji stymulujących, a także sporą dawkę rozważań na temat istoty człowieczeństwa i zagrożeń wiążących się z rozwojem technologii, Łzy Mai to idealna lektura dla Was.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Uroboros.

Autor: Martyna Raduchowska
Tytuł: Łzy Mai, wydanie II
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2018

10 komentarzy:

  1. "Szamanki od umarlaków" tej autorki jeszcze nie czytałam, chociaż czeka na półce, ale chętnie ze "Łzami Mai" też się zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Szamanka" jest zdecydowanie lżejsza i bardziej z przymrużeniem oka, polecam szczególnie drugi tom tej historii, czyli "Demona luster".

      Usuń
    2. Drugi jest w ogóle generalnie lepszy, widać, że "Szamanka" była debiutem ;)

      Usuń
    3. "Demon luster" to póki co moja ulubiona książka Martyny Raduchowskiej, widać po nim, że się znacznie rozwinęła pisarsko. Liczę też na lepszą kontynuację "Łez Mai".

      Usuń
  2. Czytałam „Szamankę od umarlaków" i „Demona luster" od tej autorki, i jestem nimi po prostu zachwycona♥ Po tych dwóch udanych lekturach stwierdziłam, że będę sięgać po kolejne tytuły tej pani, więc na pewno sięgnę po ten. Mam tylko nadzieję, że mi się spodoba ;)
    Ciekawa recenzja :)
    Zostaję na dłużej♥

    Pozdrawiam cieplutko!
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest w innym stylu, zdecydowanie bardziej poważna, ale świat ma przemyślany. Cieszę się, że recenzja się podobała i mam nadzieję, że tak samo będzie z książką. No i witam serdecznie ♥

      Usuń
  3. Jeszcze niedawno nie lubiłam fantastyki i ogólnie takiego rodzaju książek, ale odkąd dorwałam serię Sarah J. Maas, to jestem nimi zakochana. Zdecydowanie zabiorę się i za tę ksiązkę.

    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/07/andromeda-anna-kasiuk.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze w fantastyce jest to, że jedyną granicą w niej jest nasza wyobraźnia :)

      Usuń
  4. Mam ten tytuł w swoich planach. Są to moje klimaty, a recenzje zachęcające :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Całkiem dobry cyberpunk, raczej rzadko pisany przez polskich autorów. Warto przeczytać!

    OdpowiedzUsuń