W serii Wehikuł czasu wreszcie pojawiła się książka napisana przez kobietę, a w dodatku jest to pozycja, która zdobyła nagrody Hugo, Jupitera i Locusa. Zatem z ogromnym zaciekawieniem zabrałam się za napisaną w roku 1976 powieść science fiction autorstwa Kate Wilhelm zatytułowaną Gdzie dawniej śpiewał ptak. Porusza ona temat funkcjonowania społeczeństwa opartego na klonach i myślę, że ta historia potraktowana metaforycznie ma nam nadal sporo do przekazania.
Sumnerowie to zamożna, liczna i chętnie otrzymująca ze sobą kontakty amerykańska rodzina, która zakłada specjalną placówkę, poświęconą badaniom nad chorobami genetycznymi i wadami wrodzonymi, w obliczu światowego kryzysu ekologicznego i rozrodczego przekształconą w centrum klonowania i jeden z ostatnich bastionów ludzkości. Typowa, złożona z wielu indywidualności familia, poddana procesowi klonowania zmienia się z pokolenia na pokolenie, tworząc nowy rodzaj społeczeństwa, częściowo tracąc istotne umiejętności, co niesie coraz poważniejsze konsekwencje dla przetrwania gatunku homo sapiens...
Nie ma jednostki, jest tylko grupa. Co jest dobre dla grupy, dobre jest i dla jednostki, choćby to była nawet śmierć. Jedności nie ma, jest tylko całość. (s. 215)
Pod
względem naukowym autorka wykorzystała elementy medycyny, pokazując
problemy związane z procesem klonowania i jego konsekwencjami, i
choć są zupełnie różne od naszej współczesnej wiedzy o
owieczce Dolly, to nadal mogą być warte zainteresowania. Na
pierwszym planie pisarka umieściła rozważania socjologiczne –
zastanawiając się, w jaki sposób mogłaby funkcjonować
społeczność oparta na kopiach kilkunastu jednostek, które mają
dostęp do ograniczonej wiedzy i potrzebują regularnych dostaw
części zamiennych do starzejącego się sprzętu. Swego rodzaju
świadomość zbiorowa nie toleruje tu samodzielnych, samotniczych
osobników, które są w stanie dostrzec wady jednolitej organizacji
i mają zdolności twórcze. I właśnie ten aspekt nadaje tej
powieści uniwersalność – inność i
brak akceptacji nie zawsze oznaczają bowiem, że dana osoba nie jest
w gruncie rzeczy wartościowa dla grupy i nie dokona wielkich czynów.
Uważam, że Kate Wilhelm hołduje w ten sposób wartościom świata
zachodniego, w których to wybitne indywidualności zmieniają tor
dziejów, w przeciwieństwie do dobra ogółu wyznawanego przez
przeważnie homogeniczne cywilizacje wschodu. Literatka skłania
także do zastanowienia się nad tym, w jakim stopniu jesteśmy
częścią natury, jak ogromny wpływ na nią wywieramy i sugeruje,
że bez szacunku i zrozumienia dla niej raczej nie przetrwamy zbyt
długo. Niezwykle trafna jest jej także użyta przez nią metafora
piramidy, na której czubku żyjemy jako nowoczesne społeczeństwo.
Pewną wadą mogą tu być zmieniający się z części na część
główni bohaterowie, jednak jest to zabieg niezbędny przy
pokazywaniu upływającego czasu i zmianie pokoleń. Nie spodziewajcie się też szczegółów medycznych dotyczących klonowania rodem z hard science fiction, bo nie one są tu istotne.
Gdzie dawniej śpiewał ptak Kate Wilhelm to powieść science fiction, która z pewnością przetrwała próbę czasu, dlatego polecam ją Waszej uwadze. Opisując funkcjonowanie społeczeństwa złożonego z klonów autorka pokazuje zagrożenia związane ze zbyt homogenicznym myśleniem, ignorowaniem sił natury i ograniczaniem różnorodności, a czyż nie jest to uniwersalny przekaz? A przy okazji także kolejna wartościowa pozycja w serii Wehikuł czasu, której lekturę z pewnością będę kontynuować, bo polubiłam te podróże retro do starszej wiekiem science fiction.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.
Czasem warto zobaczyć o czym myśleli w poprzednim wieku pisarze sci-fi. Bo część rzeczy właśnie na naszych czach się dzieje z tych, które oni opisali!
OdpowiedzUsuńWow, brzmi naprawdę ciekawie! Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej serii, ale dzięki tobie na pewno się nią zainteresuję! :)
OdpowiedzUsuńOstatnio coraz bardziej przekonuje się do powieści since-fition. Badając ten gatunek doszłam do wniosku, że te stare powieści z tego nurtu, są najbardziej polecane. 'Gdzie dawniej śpiewał ptak' ma ciekawą fabułę.
OdpowiedzUsuńFaktycznie, interesujące podejście do tematu klonowania, a niektóre wnioski są niesamowicie trafne. Społeczeństwo nie powinno się zamykać na różnorodność, ba, powinno tą różnorodność wręcz idealizować. Po sci-fi sięgam sporadycznie, bo bliższe mojemu sercu jest zdecydowanie fantasy, niemniej jeśli tematyka mnie zaciekawi, sięgam po książkę bez wahania. A po tą zdecydowanie sięgnę. :)
OdpowiedzUsuńZostałam zaintrygowana! Po taką literaturę sięgam rzadko, ale lubie od czasu do czasu ;)
OdpowiedzUsuńDzięki ci za polecenie, bardzo mnie zaskoczyłaś tą pozycją. Czuję się jak najbardziej zachęcona.
OdpowiedzUsuńBardzo, bardzo lubię sci fi, które przetrwało próbę czasu
OdpowiedzUsuńMuszę zacząć kupować książki z tej serii Rebisu, ale te okładki tak bardzo mnie odrzucają. xD
OdpowiedzUsuń