sobota, 27 czerwca 2020

Anatomia konfliktu – „Dzieci krwi i kości” Tomi Adeyemi

Debiut powieściowy amerykanki pochodzenia nigeryjskiego Tomi Adeyemi, zatytułowany Dzieci krwi i kości, z pewnością należy zaliczyć do tych bardziej udanych w kategorii młodzieżowej fantasy. To zarazem pierwszy tom trylogii Dziedzictwo Oriszy. Autorka pokazuje w nim Oriszę, krainę inspirowaną afrykańską mitologią, w której zniszczono magię, teraz jednak ma szansę się odrodzić.



Co nie dziwi w young adult fantasy, na pierwszy plan wysuwają się tu cztery młode postaci. Pierwsza dwójka to siedemnastoletnia Zélie i jej starszy brat Tzain, mieszkający z ojcem Babą w rybackiej wiosce na wyspie Ilorin. Jedenaście lat temu ponieśli ogromną stratę, gdyż w trakcie Obławy prowadzonej przez króla Sarina zamęczona na śmierć została ich matka. A stało się tak ponieważ posługiwała się magią, a władca postanowił usunąć wszystkich jej użytkowników z całej krainy. Kolejna para protagonistów to pragnący zdobyć uznanie ojca następca tronu Inan oraz jego wrażliwa młodsza siostra Amari. Ich losy krzyżują się w momencie, gdy morze wyrzuca trzy artefakty, które mogą odrodzić nadprzyrodzone moce, a jeden z nich trafia w ręce zdruzgotanej śmiercią służącej księżniczki, co skutkuje jej ucieczką z pałacu. W ten sposób szlachcianka spotyka na targu rozpaczliwie pragnąca zebrać pieniądze na kolejny podatek Zélie, zdając się na jej pomoc. I tak rozpoczyna się niezwykła wyprawa, za którą w pościg wyrusza bezwzględnie posłuszny rodzicielowi Inan wraz z żołnierzami...

Jednym z mocnych punktów tej powieści jest świat przedstawiony z wiarygodną, wieloletnią historią bezwzględnego konfliktu pomiędzy magami i monarchią, podszytą coraz bardziej narastającą nienawiścią. Zaś obecna linia wyraźnego podziału społecznego to ibawici kosidanie. Ci pierwsi to charakteryzujący się białymi włosami potomkowie magów, pogardzani i obkładani coraz to wyższymi podatkami, ci drudzy zaś to posiadacze ciemnych włosów, bez predyspozycji do nadprzyrodzonych mocy. W kwestii mitologii autorka dość starannie przemyślała swoje uniwersum zostało ono bowiem stworzone przez dziesięcioro bogów, a każdy z nich podarował ludzkości inny rodzaj magii stąd do niedawna istniało tyleż klanów czarodziejów, władających m.in. ziemią, powietrzem, wodą, zwierzętami czy też życiem i śmiercią. Co więcej, mieli oni własny język joruba, w którym wypowiadali wszystkie zaklęcia. (Jest on zaś oparty na dialekcie, którym mówili rodzice autorki.) Jednak aby zachować takie talenty, należy regularnie odnawiać więź z niebiańskimi istotami i właśnie na to mają w powieści szansę bohaterowie. Ponadto świat jest pełen interesujących bestii - lworożców, geopardonów, panterożców, gorylionów, które rzecz jasna są inspirowane afrykańskimi zwierzętami, mają jednak znacznie więcej rogów i często służą jako wierzchowce. 
 

Kolejnym udanym elementem są bohaterowie każdy z innym bagażem doświadczeń, celami i marzeniami, a poznajemy ich lepiej dzięki pierwszoosobowej narracji, którą prowadzą na zmianę Zélie, Amari i Inan. Jak na nastolatków przystało są jeszcze nieco chaotyczni oraz porywczy i dopiero uczą się, jak naprawdę funkcjonuje świat dookoła. Ich światopoglądy oczywiście zderzają się ze sobą, z czego wynikają spore konsekwencje fabularne. Przy czym dla mnie najbardziej interesującą przemianę przeszedł tu Inan, ogromnie podobało mi się też, jak młodzieńcze ideały protagonistów o pokoju zostają zweryfikowane przez brutalną rzeczywistość. Każdy z nich musi też sobie odpowiedzieć na ważne pytanie Zélie czym ma być magia, Inan na czym polega jego obowiązek wobec Oriszy, a Amari po czyjej stronie ma stanąć w złożonym konflikcie rodzinnym i społecznym.

Książka ma jednak pewne wady miejscami widać w niej bowiem pióro debiutantki. Po pierwsze, niektóre elementy fabuły, jak romanse między bohaterami, są łatwe do przewidzenia przez doświadczonych czytelników. Ponadto zupełnie nie przypadło mi do gustu miejsce i sposób zdobycia jednego z trzech kluczowych artefaktów, czyli kamienia słonecznego, oraz uważam, że ten wątek całkowicie odstaje od reszty opowieści. Po trzecie, niektóre sceny są w moim odczuciu nazbyt dramatyczne, niczym żywcem wzięte z oklepanych filmów przygodowych, jakby pisane z myślą o amerykańskim odbiorcy. Do tego fabuła prowadzona jest bardzo dynamicznie, co czasem owocuje zbyt skrótowymi opisami, przez co trudno wyobrazić sobie niektóre epizody czy też zwierzęta. Jednak im dalej w las, tym lepiej prezentuje się ta historia, bo finał trzyma już w napięciu i może nieźle zaskoczyć. 
 

W Dzieciach krwi i kości Tomi Adeyemi udowadnia, że znakomicie rozumie konwencję młodzieżowej fantasy, dostarczając sporej dawki emocji w toczącej się na naszych oczach walce o odzyskanie magii dla Oriszy. Buduje różnorodnych, trójwymiarowych bohaterów, których poglądy nieustannie się ścierają, by decydować o kształcie przyszłości. A wszystko to w przekonująco okrutnym świecie, w którym nienawiść i pogardę do innych wysysa się z mlekiem matki, a powodów do ich odczuwania i okazywania jest wiele, choć wszyscy są tu dziećmi krwi i kości. To wreszcie opowieść o błędnym kole podziałów i uprzedzeń, w które wpadają kolejne pokolenia i z którego niezwykle trudno się uwolnić. Na tle innych young adult fantasy wyróżnia się zdecydowanie na plus podjęta tematyką, dlatego uważam, że jest warta polecenia. 
 
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

Autor: Tomi Adeyemi
Tytuł: Dzieci krwi i kości
Tytuł oryginału: Children of Blood and Bone
Tłumaczenie: Łukasz Witczak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2019

11 komentarzy:

  1. Pierwotnie ta książka niezwykle mnie intrygowała, ale potem zaczęły się pojawiać recenzje, które przejawiały dość umiarkowany entuzjazm. To nieco ostudziło moje zapały. Aczkolwiek jest w niej coś, co mnie przyciąga i chyba pozwolę sobie zignorować wymieniane wady (tym bardziej, że nie są dominujące) i przekonać się, jak ja odbiorę tę powieść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest dobre podeście, ja uważam, że można znaleźć w tej książce coś wartościowego.

      Usuń
  2. Napotykam różne opinie o książce, generalnie w pozytywnym tonie, choć wymieniane są też zadry. Jednak niekiedy nie wszystko musi ze sobą świetnie współgrać, aby cieszyć się udziałem w przygodzie czytelniczej. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Inspirowana afrykańska mitologią - jrstem ciekawa co z tego wyniklo

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach tę serię i jakoś nigdy nie mam okazji jej dorwać w swoje ręce :D Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam po angielsku i muszę przyznać, że to naprawdę ciekawa i oryginalna powieść :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuć ddebiutem? Niezła kreacja bohaterów oraz świat (może nie do końca mój ulubiony) wybacza wszystko - nawet ten kamień i romans!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam u siebie obydwa tomy i na pewno przeczytam, jak tylko trafi się wolna chwila.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam zamiar sięgnąć po tą książkę i mam nadzieję, że będzie to dla mnie dobra lektura.

    OdpowiedzUsuń
  9. ta książka już gdzieś obiła mi się o oczy, ale Twoja recenzja rozbudziła moją ciekawość :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Genralnie ksiązka wydaje się fajna, dla osoby która czyta, ale nie aż tyle żeby od razu przewidzieć co się stanie, jeżeli autorka wyda kolejną powieść pewnie byłaby już lepsza :)

    OdpowiedzUsuń