Krwawa Róża Nicholasa
Eamesa to drugi tom humorystycznego cyklu fantasy Saga,
w którym tym razem towarzyszymy tytułowej bohaterce i jej drużynie,
Baśni. Autor ponownie robi sobie żarty z wielu
aspektów świata, jednak w drugiej połowie książki zmienia nieco
nastrój, co moim zdaniem wypada zdecydowanie na plus. (Recenzja pierwszego tomu serii, czyli Królów Wyldu, znajduje się tu.)
Początek powieści ma miejsce niecałe
sześć lat po finale Królów Wyldu w mieście
Ardburg, gdzie siedemnastoletnia Pam Hashford, pracująca obecnie w
tawernie należącej do byłych członków Awangardy,
wiedzie (jak dla niej za) spokojny żywot barmanki, ucząc się także
grania na harfie. Tak więc gdy w lokalu pojawia się słynna grupa
Baśń, dziewczyna jest tak zauroczona czerwonowłosą
wojowniczką Krwawą Różą, przywoływaczką Corą, szamanem Brune
i druinem Bezchmurnym, że zapomina, iż bardowie giną na pęczki
i staje do konkursu, by przyłączyć się do grupy. Rzecz jasna
udaje się jej ta trudna sztuka i rusza wraz z nimi w trasę.
Tymczasem z północy dochodzą coraz bardziej niepokojące wieści,
że zbiera się tam kolejna olbrzymia horda potworów i w efekcie
wszystkie drużyny jadą w przeciwną stronę niż oni...
