Witajcie w świecie, w którym by
przetrwać trzeba być geniuszem albo szaleńcem, a do tego najlepiej
zupełnie nieprzewidywalnym. Po serii wybuchów w elektrowniach
Ziemia powoli dochodzi do siebie, choć nie zamieszkują jej już
jedynie ludzie. Zaintrygowani? Świat w pudełku
Katarzyny Rupiewicz to świetne postapo, które wciąga niczym wir
już od pierwszej strony.
A zaczyna się niewinnie – zmarznięta
główna bohaterka prosi o nocleg w napotkanej wspólnocie, i od razu
natyka się na szamana, który po sprawdzeniu jej na osobności
przyjmuje ją do społeczności. A jest się czego bać – A (tak,
to właśnie jej imię) nazywa sama siebie pudełkiem, istotą
powstałą w nowym świecie, która nie rozumie do końca ludzkich
emocji, i choć odczuwa potrzeby ciała, potrafi je w pewnym stopniu
kontrolować. Myślę, że przypadnie ona do gustu szczególnie
miłośnikom posthumanizmu i w ogóle dobrze stworzonych postaci. I
nic więcej Wam nie zdradzę, bo odkrywanie jej natury to jedna z
większych przyjemności przy lekturze i jednocześnie bardzo udany oraz
świetnie zrealizowany pomysł autorki. Generalnie rzecz biorąc,
historię poznajemy z punktu widzenia A – tu pojawia się narrator
pierwszoosobowy, dzięki któremu możemy podziwiać złożony
charakter bohaterki. I jaką sprawia to przyjemność! Jej losy są
przeplatane opowiadanymi przez narratora trzecioosobowego
retrospekcjami z życia innych członków wspólnoty – którzy są
nie mniej ciekawi niż protagonistka, bowiem w tym świecie każdy ma
jakieś tajemnice, z powodu których może niechybnie zginąć. I
jednocześnie chciałbym i bałabym się podróżować z opisaną tu
ekipą. Dlatego też moim zdaniem pod względem kreacji oryginalnych postaci wyobraźnia autorki nie ma sobie równych.
