Mój ostatni patronat – „W cieniu Gniewu” Adrianny Filimonowicz – nie tylko cieszy oczy piękną okładką, mapą, ilustracjami i barwionymi brzegami, bowiem jego zawartość to pożywna porcja dobrej literatury fantasy. Zapraszam zatem do przeczytania recenzji patronackiej, z której dowiecie się, dlaczego warto sięgnąć po tę dojrzałą powieść.
Wyobraźcie sobie otoczony lasami ogromny płaskowyż, który góruje nad okolicą. Nazywa się Lajsal, a jego stolicą jest miasto Irdin, gdzie znajduje się najważniejsza z aren. I to właśnie na niej na polecenie Obłaskawiaczy toczą walki specjalnie wyszkoleni wojownicy obdarowani złotą krwią. A czemu to robią? Bo najważniejszą mistyczną siłą w ich świecie jest Gniew, którego manifestacje mogą mieć katastrofalne skutki – i jedynie złożenie ich krwi w ofierze może go skutecznie ukoić. I właśnie na taki los skazani są małomówna Majsz i dobrotliwy Wirih, którzy od lat trenują w odizolowanym Schronieniu. Oboje są pogodzeni z sytuacją, jednak ulega to zmianie, gdy w ich siedzibie pojawia się niezwykła więźniarka Kaldira – czyli niesławna zbuntowana złotokrwista z zalesionej krainy zwanej Głuszami. Intuicja każe Majsz zacząć z nią rozmawiać, co wywraca jej dotychczasowy świat do góry nogami i w efekcie uruchamia całą lawinę nieoczekiwanych wydarzeń...
Chciałabym, żeby każda książka fantasy miała tak znakomicie przemyślanych i skonstruowanych bohaterów, jak „W cieniu Gniewu”. Pierwszą z nich jest zamknięta w sobie, w gruncie rzeczy bardzo nieśmiała Majsz, która w Schronieniu przebywa od piątego roku życia. Obecnie ma siedemnaście lat, nosi przydomek Siwa i jest prawdopodobnie najlepszą wojowniczką Lajsal, jednak nie potrafi się odpowiednio wysłowić i przeraża ją wizja odzyskania wolności oraz życia poza areną. Przyjaźni się ona z dwudziestotrzyletnim Wirihem, budzącym sympatię i kochającym opowieści synem karczmarki o kruchym psyche, który bardzo chciałby wrócić w rodzinne strony, by prowadzić matczyny przybytek. Kolejna istotna para postaci to fechmistrz Skal i wyplataczka koszy Nore. Ten doświadczony życiem starszy mężczyzna po dwunastu latach wygnania wraca do domu, gdzie bardzo chłodno wita go wspomniana rzemieślniczka będąca jego wnuczką – wściekła, że na tyle lat zostawił ją samą. Następną intrygującą postacią jest posiadająca złotą krew Kaldira – jedna z głównych przywódczyń buntu, który wybuchł w Głuszach. I tak się składa, że z biegiem czasu staje się ona swoistym oknem na świat między innymi dla Majsz. Naturalnie wszystkie te postaci są ze sobą ściśle powiązane i mają na siebie przemożny wpływ – autorka pieczołowicie buduje bowiem ich relacje, znakomicie wykorzystując motywy rozdzielonej rodziny i prawdziwej przyjaźni. Szczególnie zapadły mi w pamięć rozmowy, w których poszczególni bohaterowie wspierają się wzajemnie podczas kryzysów psychicznych. A ponieważ znają się doskonale, wiedzą, jak dobrać słowa i argumenty, by wyrwać przyjaciela bądź przyjaciółkę z objęć rozpaczy. Co więcej, autorka nie oszczędza tu żadnej postaci – bo każda z nich na jakimś etapie przeżywa wewnętrzny kryzys i musi poddać rewizji swoją dotychczasową postawę. Ja śledziłam je wszystkie ze sporym zainteresowaniem.
Nad wyraz intrygujący jest także koncept Gniewu – mistycznej mocy, która nie tylko jest w stanie oddziaływać na świat fizyczny za pomocą zjawisk pogodowych i wpływać na emocje, ale także zmienia ludzi, obdarowując bądź też przeklinając ich złotą krwią, a do tego najprawdopodobniej ma jakiegoś rodzaju świadomość, bo regularnie manifestuje swoje niezadowolenie z konkretnych wydarzeń. Istotną częścią angażującej fabuły tej książki jest rzecz jasna odkrywanie jego natury, bo przecież kapłani-uczeni Obłaskawiacze nie dzielą się z nikim swoją znajomością tego fenomenu, zazdrośnie strzegąc tajemnic swojej organizacji, by skuteczniej kontrolować społeczeństwo płaskowyżu.
Natomiast Lajsal to dość dobrze prosperujące, ściśle zorganizowane państewko z pięcioma dużymi miastami, którym zarządza ośmiostopniowa drabina władzy i które składa religijne hołdy Gniewowi. Rości sobie ono prawa do wykorzystywania zasobów naturalnych sąsiadujących z nim gór Awgat i pokrytych lasami Głusz, co doprowadza do narastającego buntu, w wyniku którego pojmana zostaje Kaldira. Niestety, wiarygodność ekonomiczna całego tego systemu jest w mojej ocenie drobnym minusem tej opowieści.
Analizując fabułę, bez trudu można dostrzec, że mamy tu do czynienia z elementami powieści drogi – bo w trakcie rozwoju wydarzeń bohaterowie poznają lepiej samych siebie, jak i zaczynają rozumieć, jak funkcjonuje świat wokół nich i czyje interesy są w nim reprezentowane. Dlatego też sprzeciwiają się tradycjom i próbują dążyć do prawdy, którą najwyraźniej elity skutecznie ukrywają przed resztą społeczeństwa płaskowyżu i okolic. Ponadto nasza dzielna gromadka ma okazję poznać różne smaki chcianej bądź niechcianej wolności, jak i zadać sobie pytanie, czy warto dawać drugą szansę. Jak więc widzicie, ta powieść fantasy zawiera sporo różnorodnych wątków, a gdy od czasu do czasu przyspiesza, znajdziecie w niej także dynamiczne, trzymające w napięciu sceny walki.
Tradycyjnym punktem w każdej mojej recenzji patronackiej jest podanie powodów, dla których objęłam daną książkę opieką medialną. A więc niezwłocznie przystępuję do dzieła! Po pierwsze, z barwnymi bohaterami „W cieniu Gniewu” poszłabym na koniec świata, a nawet jeszcze dalej, bo zdecydowanie chciałabym mieć tak oddanych przyjaciół jak oni. Po drugie, towarzyszenie im w wyprawie do Głusz i odkrywanie prawdy głęboko ukrytej za okrutnymi tradycjami Lajsal było niezapomnianą przygodą czytelniczą. Po trzecie, bardzo przypadł mi do gustu pomysł na enigmatyczną mistyczną siłę, która ewidentnie próbuje coś przekazać wielbiącym ją ludziom. Po czwarte, z powodu Wiriha, który z pozoru jest kruchy, ale miłość do opowieści daje mu taką siłę, że został moim ulubionym bohaterem. Po piąte, ogromnie cenię sobie dopracowane historie, które mają głębię, i których bohaterowie mimo swoich wad muszą zebrać w sobie całą odwagę, by zbuntować się przeciwko fałszowi i niesprawiedliwości. A ponieważ jest to pierwszy z dwóch tomów dylogii, nie mogę doczekać się kontynuacji i jestem bardzo ciekawa, jaki los spotka Majsz, Wiriha, Nore oraz Kaldirę i przez jakie próby będą musieli przejść.
A w największym skrócie – dlaczego warto zanurzyć się w tę klimatyczną, złożoną i grającą na emocjach opowieść fantasy? Bo „W cieniu Gniewu” Adrianny Filimonowicz dotyka najważniejszych aspektów naszego życia – zrozumienia siebie i innych, budowania relacji, poszukiwania prawdy o świecie, jak i walki o sprawiedliwość. Sądzę, że ta lektura nakarmi niejedną głodną wyobraźnię.
Za egzemplarz patronacki dziękuję Wydawnictwu Pulp Books.
Moja ocena: 5/6
Autor: Adrianna Filimonowicz









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jestem wdzięczna za każdy komentarz, mam dzięki nim więcej motywacji :). Proszę jednak o zachowanie kultury dyskusji i nie umieszczanie spamu, dlatego też włączyłam funkcję moderowania.