03 lipca 2021

Dobrze, dobrze, panie bobrze :) – „Kosmiczne bobry i zemsta Księżycowej Szarańczy” Krzysztofa Piersy

Kiedy zobaczyłam tytuł „Kosmiczne bobry i zemsta Księżycowej Szarańczy” oraz zdjęcie ich autora Krzysztofa Piersy w stylowym przebraniu, od razu wiedziałam, że muszę sięgnąć po tę książkę. Nastawiłam się na emocjonującą jazdę bez trzymanki i zabrałam za lekturę. 
 
 

 

Akcja powieści zaczyna się na planecie Soria, gdzie przypominający bobra Mik-Mak, noszący miano Yonzi Chamarovitch, negocjuje z ludzkim cesarzem Alfonsem VI środki na budowę maszyny bojowej – kolosa, który ma pomóc im w walce z coraz groźniejszymi napadami Księżycowej Szarańczy. I tak niewielki bobrowaty z kilkoma skrzyniami złota oraz cesarskim wysłannikiem Hajmirem Genzelmayerem wsiada na statek kosmiczny „Odyseja”, który jest dowodzony przez Mik-Maka Vermoniego Verganzę, by polecieć na planetę Avelię po odpowiednie surowce. Niestety, zaraz po wejściu na orbitę trafiają na wyjątkowo liczne stado Szarańczy, co powoduje ogromne uszkodzenia okrętu, a na pokładzie znajdują jeszcze jedną niespodziankę...

Widać, że autor włożył tu sporo trudu w stworzenie własnego uniwersum, czyli Światozbioru, dzięki czemu jest ono kolorowe i wiarygodne oraz stanowi arcyciekawe tło dla wydarzeń. Fabuła zabiera nas najpierw na ojczystą planetę ludzi i Mik-Maków – czyli Sorię, w której pokazuje nam trzy kraje – Cesarstwo, Przymierze Zjednoczonej Sory i Federację Wolnych Księstw. Ten pierwszy jest zdominowany przez rodzaj człowieczy i stoi na poziomie rozwoju późnego średniowiecza, zaś ten ostatni, w którym bobrowaci cieszą się swobodą i prawami obywatelskimi, prosperuje dzięki ich rozlicznym wynalazkom. Wyprawa „Odysei” przenosi nas także na uznającą niewolnictwo Restermarchię, zamieszkaną przez wojowniczą, pokrytą łuskami rasę, jak również na zaawansowaną technologicznie, biurokratyczną Avelię, której niebieskoskórzy obywatele lubią ozdabiać sobie głowy m.in. pawimi piórami. Tytułowa Szarańcza zaś to pochodząca z jednego z księżyców owadopodobna rasa, która próbuje po kolei podbijać poszczególne planety, a obecnie jako cel ataków upodobała sobie Sorię, rzecz jasna nie bez powodu...

 

 

Bohaterowie to kolejny wdzięczny element tego utworu. Bo jak tu nie polubić sięgających ludziom do uda, pokrytych futrem, niejednokrotnie wąsatych Mik-Maków, które mają wyjątkowy talent techniczny, więc co i raz to konstruują nowe wynalazki? Oprócz wspomnianego już odważnego i pomysłowego Yonziego, który jest zawsze w centrum najistotniejszych wydarzeń, mamy też walecznego, uwielbiającego swój okręt i dbającego o załogę kapitana Verganzę. A w miarę podróży na statek trafiają kolejni przedstawiciele innych ras, z którymi również są związane ciekawe wątki, jednak nie zdradzę jakie, by nie popsuć wam przyjemności z czytania. Mogę jednak wspomnieć, że istotnym elementem jest tu podejście do siebie poszczególnych ras, którym nie brakuje wzajemnej pogardy i uprzedzeń. W nakreśleniu postaci szczególnie zaś podobało mi się to, że każda bez wyjątku w jakiś sposób zmienia się pod wpływem zdobytych doświadczeń – na gorsze lub lepsze. Bo rzecz jasna opowieść dotyczy tu nie tylko pozytywnych osób, jest także wątek mściwego bobrowatego wynalazcy Mezmera, który działa w Cesarstwie, mamy również okazję poznać Królową Szarańczy i jej sposób myślenia (choć szkoda, że to jedyna bardziej istotna heroina). Jak więc widzicie, galeria uczestników wydarzeń jest tu niezwykle kolorowa i różnorodna.

 
Fabuła toczy się do przodu niczym podpalona beczka prochu, oferując nam kolejne potyczki i starcia, bo Światozbiór nie jest ani trochę spokojnym miejscem, a oprócz Kosmicznej Szarańczy poważnym problemem jest protekcjonalność wszystkich społeczności, a często także brak jakiegokolwiek zainteresowania losem mieszkańców innych planet. Historia opowiadana jest zaś w duchu iście komiksowym, bo obfituje w pełne fantazji sceny, nowe miejsca, problemy do rozwiązania, walki i ucieczki. Od tej prędkości można dostać zadyszki! Pokazuje przy tym pewną metamorfozę, która zachodzi w całym świecie, jestem ciekawa, jak daleko się ona posunie w kolejnych tomach tej historii.

Spodziewałam się jednak nieco więcej poczucia humoru, a całe skondensowane jest właściwie w rasie Mik-Maków, na przykład ich sposobie mówienia i bycia. Chętnie zobaczyłabym też jakąś żeńską postać w centrum akcji, a ponadto nie do końca byłam w stanie uwierzyć w niektóre wynalazki, na przykład ten skonstruowany przez Mezmera czy ten związany z Kasandrą. Te dwa ostatnie oscylują na granicy rozwiązań typu „deus ex machina”, bo ich natura nie jest wystarczająco szczegółowo omówiona.

Jednak ponieważ Krzysztof Piersa ma lekkie pióro i dynamiczny styl, jego powieść science fantasy z pewnością przypadnie do gustu czytelnikom, którzy szukają rozrywkowej fantastyki z dającymi się lubić, ewoluującymi bohaterami w centrum. Żywa, komiksowa wyobraźnia autora podbiła me czytelnicze serce i z chęcią przekonam się, jakie będą dalsze losy nienachalnego wzrostem, ale wielkiego duchem Yonziego i jego kompanów.

 
 
Moja ocena (0-10):
Świat: 8
Bohaterowie: 7
Klimat: 7
Fabuła: 7
Przyjemność z czytania: 8


Średnia ocena: 7,4
Ocena końcowa: 37/50
 
 
Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorowi i klubowi recenzenckiemu "Smocze Języki", działającemu przy bardzo sympatycznej grupie Książki Fantasy, wpadnijcie do niej koniecznie!


Tytuł: Kosmiczne bobry i zemsta Księżycowej Szarańczy
Autor: Krzysztof Piersa
Wydawnictwo: Genius Creations
Rok wydania: 2019
Stron: 426

8 komentarzy:

  1. Fajnie, że ma lekkie pióro ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem, czy odnalazłabym się w tej przygodzie, lubię takie klimaty, zatem szanse są duże. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło wspominam tę książkę i żałuję, że do dziś nie doczekała się kontynuacji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nazwisko autora kojarzę, ale nic poza tym. Nie znam jeszcze jego dorobku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam o tej książce. Trochę skojarzyła mi się że Stalowym Gigantem.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak słyszę "bobry" to od razu "Zombiebobry" przychodzą mi do głowy

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba nie do końca jest to moja bajka.

    OdpowiedzUsuń