21 lutego 2020

Kot, hibernacja i roboty – „Drzwi do lata” Roberta A. Heinleina

Drzwi do lata Roberta A. Heinleina to kolejna książka z serii Wehikuł czasu, która swoją premierę miała szmat czasu temu, a konkretnie w 1957 roku. Pokazuje zaawansowany technologicznie świat, w którym opracowano sposób na hibernację, a roboty wykonują większość prac za ludzi. 
 

W grudniu 1970 roku wchodzimy do baru wraz z Danem Davisem, który jest tu zarówno protagonistą jak i narratorem, oraz jego ukrytym w torbie kotem Petroniuszem Arbitrem, zwanym w skrócie Petem. Pomysłowy wynalazca załamany swoją sytuacją osobistą i zawodową postanawia napić się czegoś mocniejszego, a następnie poddać się szalenie modnej hibernacji i obudzić się w towarzystwie swojego pupila za 30 lat, czyli w roku 2000. Niestety, okazuje się, że jego pazerna była narzeczona oraz nieuczciwy wspólnik w interesach jeszcze z nim nie skończyli... Tak więc gdy Dan odzyskuje przytomność na początku XXI wieku przekonuje się, że jest bez grosza przy duszy, choć cieszy go fakt, że jego robot Fenomenalny Frank stał się prototypem dla obecnych modeli chociażby pielęgniarzy. Postanawia sprawdzić, co się stało z jego była firmą oraz wspólnikami i odkrywa coraz dziwniejsze fakty...


Jedna z angielskich wersji okładek:  
dostęp 21.02.2020

Drzwi do lata to sympatyczna podróż w stylu retro do science fiction pisanego w połowie XX wieku przez białych mężczyzn dla białych mężczyzn. Z jednej strony Heinleinowi jak zawsze dopisała wyobraźnia, bo świat z zaawansowanymi automatami, samoczynnymi szwami czy zerową grawitacją używaną w transporcie jest intrygującą wizją, a głównemu bohaterowi można współczuć oraz doceniać jego miłość do kotów. Zresztą warto nadmienić, że miłośnicy tych zwierząt znajdą tu sporo wartych zainteresowania fragmentów. Co więcej, pojawia się nawet wątek podróży w czasie z dość przekonującą próbą wytłumaczenia, jak może ona działać. Stosunkowo zabawne są też niektóre elementy przyszłości: telefon z ekranem, gazeta sama przewijająca kartki, gdy się dotknie rogu strony, czy brak popytu na samochody starsze niż 2 lata. Z drugiej dziwi jednak naiwność bohatera i sposób podejścia do kobiet, który można opisać jako bardzo staroświecki. W trakcie lektury odniosłam też wrażenie, że fabuła jest poprowadzona raczej chaotycznie i choć skręca w niespodziewane strony, to czasem trudno uwierzyć w to, w jaki sposób posuwa się do przodu, np. gdy bohater nawiązuje najistotniejsze kontakty po przebudzeniu. 
 
I kolejna okładka:
dostęp 21.02.2020

Podsumowując, Drzwi do lata Roberta A. Heinleina to pomysłowa próba opisania świata przyszłości, w którym hibernacja i automatyzacja są na porządku dziennym, zaś wyobraźnia autora w tej kwestii może wywołać uśmiech na twarzy współczesnego czytelnika. A do tego przekazuje nam mocne przesłanie: pomimo rozwoju technologicznego najistotniejsze są jednak rzeczy, które przynoszą człowiekowi szczęście – dająca satysfakcję praca i szczęśliwa rodzina, w której absolutnie niezbędny jest charakterny kot. Rekomenduję lekturę nie tylko miłośnikom tych przesympatycznych czworonogów, ale i fanom lekko trącącego myszką, ale pomysłowego science fiction.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.

Autor: Robert A. Heinlein
Tytuł: Drzwi do lata
Tytuł oryginału: The Door into Summer
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2020

5 komentarzy:

  1. Książka w ogóle nie wpisuje się w moje gusta czytelnicze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam bardzo dużo fantastyki i zastanawiałam się nad powyższym dziełem. Recenzja tak ciekawie napisana, że chętnie sięgnę po książkę :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się bardzo ta książka wpasowała w gust czytelniczy :) I dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  4. Po tytule i okładce nie spodziewałam się takich klimatów w książce. Jestem pozytywnie zaskoczona. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta mnie jakoś nie kusi, ale mam na liście do zdobycia inny tytuł z tej serii. ;)

    OdpowiedzUsuń