13 listopada 2019

Zielona dewolucja – Brian Aldiss „Cieplarnia”

Cieplarnia Briana Aldissa z 1960 roku otrzymała nagrodę Hugo dwa lata później, i jest obecnie nie lada gratką, bo w Polsce wydana była ostatnio 12 lat temu. Ta powieść science fiction odmalowuje niezwykłą wizję przyszłości Ziemi, która jest całkowicie pokryta dżunglą wyrośniętą z jednego figowca. Dodatkowo to wydanie jest warte postawienia na półce, bo zawiera wstęp Neila Gaimana, z którego można dowiedzieć się sporo o Brianie Aldissie, a także posłowie, zdradzające inspiracje brytyjskiego pisarza.


Na początku książki poznajemy niewielką ludzką społeczność, która składa się z dorosłych i dzieci. I bez żadnych ceregieli autor od pierwszej strony pokazuje nam, że życie jest tu brutalne, a każdy najmniejszy błąd może się skończyć długą, bolesną śmiercią. Tak już jest - mówią na to mieszkańcy niezwykłego lasu, który zamieszkują nie tylko zmienieni ludzie o zielonej skórze, ale i szereg przedziwnych roślin naśladujących dawno wymarłe gatunki zwierząt, by upolować coś do jedzenia. Oprócz nich przetrwały jedynie nieliczne insekty, a Ziemia przestała się obracać... W wyniku przemyśleń grupa dorosłych postanawia oddzielić się od młodszych i odejść, by nie być dla nich ciężarem. Zgodnie z tradycją udają się zatem do trumien, by odejść w niebiosa. I by nie odkryć za dużo, powiem tylko, że pisarz ma zarówno pomysł na to, co dalej stanie się ze starszymi i młodszymi członkami początkowej gromadki. Wśród prawie dorosłych na pierwszy plan wysuwa się Gren – który najpierw pragnie przejąć przywództwo, a potem w wyniku swojej brawury natyka się na wyjątkowego, myślącego grzyba... 
 

Wizja świata wymyślonego tu przez Aldissa jest zaiste niezwykła – prezentuje nam tyle rozmaitych, wymyślonych od zera gatunków, używając do ich nazwania pomysłowych neologizmów (np. glistogluty, wargokapy, wierzbomordy czy zaskącze), że może się aż od nich zakręcić w głowie. Do tego ani na chwilę nie daje czytelnikowi odetchnąć, non stop wrzucając bohaterów w nowe niebezpieczeństwa. I tylko od czasu do czasu, jakby od niechcenia, podaje pojedyncze informacje dotyczące tego, jak doszło do takiej dewolucji całej planety: Natura była panią wszystkiego – a wychodziło na to, że rzuciła przekleństwo na własne dzieło (s.77). To z całą pewnością jeden z najbardziej niezwykłych i dopracowanych gatunkowo mikrouniwersów przedstawionych w całej historii science fiction, przy czym pisarzowi nie zabrakło odrobiny poczucia humoru, np. przy stworzeniu odmiany ludzi zwanych brzunio-brzuchami

I kolejna angielska okładka, dostęp 06.11.2019, źródło:
 https://www.amazon.com/Hothouse-Afternoon-Earth-Classics-Fantastic/dp/160010360X

Jak na rasowe sf przystało, Aldiss dał nam tu sporo tematów do przemyśleń. Na zdewoluowanej Ziemi nie liczy się już bowiem inteligencja, która może wprawdzie służyć przetrwaniu, ale i tak niezbyt długo. Posiadają ją zresztą już nie tylko ludzie, ale też i grzyby, co stawia nasz gatunek raczej nisko w hierarchii Cieplarni. Skoro Nikogo już nie obchodziły doniosłe pytania zaczynające się od „Jak długo...?” lub „Dlaczego...?” (s. 17), co może być w takiej sytuacji sensem życia i czy ma ono w ogóle jakąkolwiek wartość? Każe nam to spojrzeć na nasz człowieczy los z zupełnie innej, niecodziennej perspektywy i pomyśleć, czy doprowadzimy kiedyś do takiej katastrofy i z panów planety staniemy się jej zabawkami. Kolejne pole do analizy dane nam przez pisarza w to nieuchronność końca i bezwzględność cyklu życia. Czy możemy być aż tak bardzo nieistotni w kosmicznym cyklu, jak pokazuje to Aldiss? A w tym wszystkim pojawia się najciekawsza według mnie rasa oraboli, którzy (uwaga, przepraszam z góry za spoiler!) zatracili pojęcie utraty czasu i mogą się w nim poruszać... 
 
Polskie wydanie z 2007 roku, dostęp 06.11.2019, źródło:

Z drugiej strony nie jestem pewna, czy ta książka spodoba się wszystkim współczesnym czytelnikom – bohaterowie nie są bowiem zbyt starannie scharakteryzowani, zresztą nie są tu specjalnie istotni jako tryb dewolucyjnej maszyny. I mimo że z tej powieści dałoby się zrobić świetny serial animowany akcji, to nie dam głowy, czy rozwiązania fabularne polegające przede wszystkim na pokazywaniu co i raz to nowych zabójczych roślin zostaną odebrane jako warte przeczytania. Zastanawiam się też, skąd postaci wzięły używane przez nie noże znalazły je czy wytworzyły, a jeśli tak, to w jaki sposób. Przeciwnicy podniosą też na pewno problem bycia w ciąży, rodzenia dzieci i skutecznej opieki nad niemowlętami w ekstremalnie trudnych warunkach, który pisarz sprytnie odsunął na margines (jedna z postaci po prostu czuła coś w brzuchu, a potem powiła potomka).

Summa summarum, Cieplarnią Brian Aldiss udowadnia, że jego wyobraźnia nie ma sobie równych, pokazując oszałamiające, pełne oryginalnych gatunków roślin uniwersum, które nieuchronnie zmierza ku upadkowi. Każe nam zastanowić się, czy człowiek rzeczywiście jest w centrum wszechświata dzięki swojej inteligencji, czy też nasza egzystencja to jedynie mignięcie w niemożliwym do ogarnięcia rozumem nieskończonym cyklu życia. Polecam miłośnikom klasycznego, zaskakującego i rozbudowanego science fiction.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.

Autor: Brian Aldiss
Tytuł: Cieplarnia
Tytuł oryginału: Hothouse
Tłumaczenie: Marek Marszał
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2019

11 komentarzy:

  1. Nie moje klimaty, ale dobrze poznać nowego autora, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo rzadko sięgam po ten gatunek literacki, ale opis brzmi bardzo zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zachęcająca recenzja. Nie często sięgam po ten gatunek literatury, ale tą pozycję z chęcią poznam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam wcześniej o tej książce,a Twoja recenzja naprawdę mnie zaciekawiła.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno książka porusza ciekawe tematy. Jeszcze nie miałam przyjemności jej poznać.

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie do końca mój klimat, ale piszesz o tym tak ciekawie, że może kiedyś się skuszę 😉
    Pozdrawiam
    subjektiv-buch.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem ci, że miałam już do czynienia z tyloma wizjami przyszłości, że obawiałam się, iż nic mnie już nie zaskoczy. Pomyliłam się! Nie dość, że wyczuwam tutaj pokłady oryginalności, to na dodatek jest to sporo starszy ode mnie tytuł. I choć obawiam się kreacji bohaterów oraz mocniejszego skupienia na roślinności, jednak marzy mi się poznać tę historię. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To nowe wydanie jest śliczne, książki nie czytałam ale planuje spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznam się, że kiedyś nie lubiłam literatury sf, ale ostatnio coraz częściej po nią sięgam. Może dlatego, że nasz prawdziwy świat coraz bardziej jest absurdalny...

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałem "Cieplarnię" jakieś+/- 35 lat temu. Może powinienem do niej wr9cić i zobaczyć, jak się to będzie czytało teraz?

    OdpowiedzUsuń