czwartek, 4 stycznia 2018

Carrison ujawniony

Pamiętnik księżniczki, autobiografię autorstwa znanej wszystkim z Gwiezdnych Wojen, zmarłej rok temu Carrie Fisher, dostałam jako jeden z prezentów książkowych pod choinkę. I utwierdził mnie on w przekonaniu, że nie warto poświęcać zbyt wiele czasu pozycjom napisanym przez celebrytów. Mimo tego, że aktorka po raz pierwszy uchyliła rąbka tajemnicy dotyczącej jej romansu z Harrisonem Fordem, i obficie dzieli się towarzyszącymi jej wtedy emocjami, nie znalazłam w tej pozycji nic, co wyróżniałoby ją od innych tego typu i uczyniło wartą polecenia.

Carrie zaczyna od podania garści informacji o roku 1976, a także o swojej sytuacji w tym czasie, tuż po zagraniu pierwszej roli w filmie Szampon. Następnie opowiada o kręceniu słynnej trylogii: o nieco przypadkowym, a tak brzemiennym w skutki wyborze fryzury Lei, z jakim nastawieniem weszła na plan filmowy, a także – co zainteresuje pewnie największą ilość czytelników – jak doszło do romansu z Harrisonem Fordem i jak on przebiegał. Aktorka odsłoniła się do tego stopnia, że opublikowała tu też swój pamiętnik z czasów pracy nad oryginalnymi Gwiezdnymi Wojnami, który objętościowo stanowi około 1/4 książki. Wyłania się z niego obraz bardzo emocjonalnej, nieznającej swojej wartości dziewczyny, która zakochała się całkowicie destrukcyjnie i bez pamięci. Ręka w górę, kto jako nastolatek nie pisał pamiętnika i białych wierszy, kiedy pierwszy raz stracił dla kogoś głowę. Pod tym względem młoda celebrytka nie różniła się niczym od osób w podobnym wieku. 


W kolejnej części, poświęconej temu, co działo się po wejściu do kin znanej trylogii, jest na szczęście nieco więcej poczucia humoru – poznajemy bowiem zabawne historie związane z promocją filmów, np. o rozdawaniu autografów i o tym, jak potrafią zachować się fani. Cała opowieść (oprócz pamiętnika) prowadzona jest językiem mówionym, i niestety tłumaczka nie wszędzie poradziła sobie ze spolszczeniem nieformalnych amerykańskich zwrotów, co nieco przeszkadza w zrozumieniu toku myśli autorki. Pojawia się na przykład słowo nocowanka (w oryginale najprawdopodobniej angielskie crash albo sleepover, oznaczające nocowanie u kogoś), które nie brzmi w naszej ojczystej mowie zbyt naturalnie. Dziwi mnie też, że sama Fisher mówi wielokrotnie o science-fiction, choć Gwiezdne wojny to space fantasy, jak głosi podtytuł scenariusza.

Z tej książki z pewnością dowiecie się, jakie piętno odcisnęła księżniczka Leia na całym życiu Carrie. Przy czym autorka, ze wszystkimi swoimi słabościami i zaletami, jawi się jako osoba nie tak odmienna od każdego z nas. Ja w czasie lektury miejscami czułam, jakbym wchodziła z butami w jej życie, a po zakończeniu czytania przez jakiś czas towarzyszyło mi lekkie przygnębienie. Pamiętnik księżniczki maluje bowiem raczej smutny portret aktorki, która z powodu swojej sławy musi dzielić się z innymi swoją intymnością. Jedno jest pewne – wolę karmić swoją wyobraźnię fikcyjnymi historiami niż tymi z życia wziętymi. Wyjątek zrobię tylko dla Mindhuntera, który już czeka na półce.

Tytuł: Pamiętnik księżniczki
Tytuł oryginału: The Princess Diarist
Autor: Carrie Fisher
Tłumaczenie: Monika Skowron
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Rok wydania: 2017

4 komentarze:

  1. Science fiction - pewnie przez to, że powieść jest przeznaczona dla masowego czytelnika, który w większości nie będzie się bawić w precyzyjne rozróżnianie fantasy/space fantasy/science fiction czy coś tam jeszcze. Są statki kosmiczne, znaczy jest science fiction, tak się utarło i tak mi to tłumaczył sprzedawca w księgarni, wiele, wiele lat temu.

    A "nocowanka" chyba jest próbą wymyślenia potocznego polskiego odpowiednika dla tego zjawiska. Sama w sobie nie wygląda dla mnie źle, może trzeba by zobaczyć w kontekście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W języku polskim mamy termin "fantastyka", najwyraźniej na takie przypadki przydałby się on też w angielskim. Ale że redaktor nie poprawił tak oczywistego błędu, to już razi. Wydawałoby się, że osoby tworzące Gwiezdne Wojny wiedzą, że kręcili space fantasy. Sama Carrie zresztą wspomina o tym podtytule, a potem zdarza się jej taka pomyłka z science-fiction...

      Usuń
  2. Bardzo lubię Gwiezdne wojny, więc myślałam o tej książce. Ale z drugiej strony biografie, jakoś nie przekonują mnie. Chyba w ostateczności się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety, ta autobiografia nie ma w sobie nic nadzwyczajnego, lepiej chyba poczytać sobie jakąś fantastykę.

    OdpowiedzUsuń