poniedziałek, 6 listopada 2017

Ręcznik, koniec świata i cała reszta

Douglas Adams to jedyny twórca, który zdołał napisać, jak sam ją nazwał, trylogię w pięciu tomach – humorystyczne science-fiction Autostopem przez Galaktykę. Teraz mamy okazję zapoznać się z drugą i trzecią częścią tego cyklu, wydaną poręcznie w jednym woluminie, a zatytułowaną Restauracja na końcu wszechświata oraz Życie, wszechświat i cała reszta.

Fanów pierwszej części ucieszy zapewne fakt, że pisarz kontynuuje opowieść o losach dotychczasowych bohaterów – jest zatem dwoje Ziemian (zwanych czasem Ziemiakami) Artur Dent, nadal w kapciach i szlafroku, oraz matematyczka i astrofizyczka Trillian, występują też: dwugłowy i trzyręki były prezydent Galaktyki Zaphod Beeblebrox oraz jego niezwykły statek z napędem nieprawdopodobieństwa Serce ze Złota, depresyjny robot Marvin, a także Ford Prefect, przyjaciel Artura i jeden z badaczy zbierających materiały do Autostopem. Świat poznał już odpowiedź: 42, ale nadal nie wiadomo, jak brzmi pytanie i jaki jest sens życia. A że nie wszyscy zyskają na jego odkryciu, pewien dość przeciętny psychiatra Halfrunt wynajmuje Vogonów, by zniszczyli Serce ze złota wraz z pasażerami. Niestety, z winy Artura komputer pokładowy jest zajęty myśleniem, jak zrobić ziemską herbatę, więc nie uruchamia systemów obronnych, jedyną nadzieją na ratunek pozostaje zatem seans spirytystyczny i wezwanie przodków Beeblebroxa. I gdy ostatecznobójcze armaty fotodemolacyjne o sile 30 meganiszczojednostek trafiają w statek, ten znika gdzieś w czasie i przestrzeni, rozdzielając załogę po wielu zakątkach wszechświata, skąd muszą zacząć wypełniać zleconą im misję – znaleźć kogoś lub coś, co decyduje o losach Galaktyki. 


W trakcie wykonywania zadania bohaterowie trafiają w przeróżne miejsca – od biurowca wydawcy Autostopem przez Galaktykę, przez koncert grupy Strefa Zniszczenia, aż do niezwykłej tytułowej restauracji na końcu wszechświata. A jaka tajemnica kryje się za tą nazwą, przekonajcie się sami w trakcie lektury. Wszystkie opisane tu lokacje pokazują niezwykłą wyobraźnię i zarazem poczucie humoru autora, z jednej strony wydaje się, że nic tu się nie dzieje na serio, jednak zagrożenia, na które napotykają bohaterowie wywołują w czytelniku prawdziwy strach o to, co się z nimi stanie. Największą zaletą tej książki jest to, że mimo komizmu opartego przede wszystkim na absurdzie i wyolbrzymieniach, fabuła prowadzona jest w logiczny i spójny sposób, z wieloma zaskakującymi i zabawnymi zwrotami akcji. A żartobliwe opisy różnych planet, społeczeństw, systemów myślenia czy sytuacji niejednokrotnie skłaniają do głębszej refleksji, jak robi to dobre science-fiction. Autor nie pozostawia suchej nitki na wielu dziedzinach nauki – w tym filozofii, socjologii i oczywiście lingwistyce, co sprawiło mi niekłamaną przyjemność. 
 
Życie, wszechświat i cała reszta opowiada o dramatycznych wydarzeniach wojen krikkitowych (tak, zgadliście, że mają coś wspólnego z ziemskim krykietem), których nadejście zapowiadają pojawiające się co i raz to w innych miejscach białe roboty, które sprawiały wrażenie, skończonego ucieleśnienia klinicznie czystego zła (s.481). Ich lud w wolnym czasie zajmuje się m.in. śpiewaniem pieśni o likwidacji wszelkich form życia i jest zamknięty w powłoce spowolnionego czasu, którą może otworzyć tylko klucz wikittowy, czyli symbol Galaktyki. A ponieważ tak się składa, że został rozdzielony i ukryty, groźne istoty zawzięcie próbują go znaleźć, a nikt inny w uniwersum nie ma pojęcia, co robią... Autor w jedyny w swoim rodzaju sposób buduje historię na znanym z fantasy schemacie szukania i składania artefaktu, a do tego sprawia, że ma to sens w zaawansowanym technologicznie świecie. Prawdziwym majstersztykiem jest tu pomysł na napęd bistromatyczny, w którym wyposażony jest statek Slartibarfasta, jednego z bohaterów tego tomu. Dowiecie się tu również, czym jest pole NTP (Nie Twój Problem), kamrecz (kampania na rzecz realnego czasu) i co robi nieśmiertelny Wowbagger Nieskończenie Przedłużony, gdy nie może sobie poradzić z niedzielnymi popołudniami.

Należy sformułować w tym miejscu zasadnicze twierdzenie: historia Autostopem przez Galaktykę jest historią pełną idealizmu, walki, rozpaczy, namiętności, sukcesów, pomyłek i niesamowicie długich przerw obiadowych. (s.558) Jak na ironię, ten cytat (z wyjątkiem przerw) jest trafnym posumowaniem tego tomu. Poznajemy tu oczywiście kolejne zabawne fragmenty popularnego poradnika, a pisarz sprawnie wykorzystuje wzorce znane z science fiction i fantasy, żartobliwie podsumowując absurdy współczesnych społeczeństw, od wyznawanych przez nie wartości do sposobów, w jaki spędzają wolny czas i nadają życiu sens. Dzięki temu od pierwszej do ostatniej strony miałam uśmiech na twarzy.

Warto też powiedzieć kilka słów o samym autorze, Douglasie Adamsie (1952-2001), który miał kilka interesujących zajęć: oprócz bycia dziennikarzem w radiu, w 1974 roku pisał skecze dla Latającego Cyrku Montyhy'ego Pythona, przez chwilę nawet w nim występował, a potem (1978-1983) był również scenarzystą kilku odcinków Doktora Who, co oczywiście znakomicie wiąże się z jego stylem poczucia humoru i znajomością konwencji science-fiction. Białe roboty przypominają nieco Daleków, a styl prowadzenia przygód bohaterów wspomniany powyżej serial. Pisarz był także zagorzałym ekologiem, co dość wyraźnie widać w opisach niektórych bezmyślnie zniszczonych, pokrytych śmieciami planet. Recz jasna, podobnie jak pierwszy tom, i omawiane tu dwa były emitowane w BBC w formie słuchowiska radiowego w odcinkach. 
 
Mimo że od pierwszego wydania angielskiego tych dwóch tytułów minęło już prawie 40 lat (ukazały się odpowiednio w 1980 i 1982 roku), poczucie humoru i opisywane tu problemy nie straciły nic a nic na aktualności. Nasze społeczeństwo nadal jest oddane konsumpcjonizmowi, opiera się na nie zawsze sensownych zasadach, ale także szuka sensu życia i powodów, by się z samych siebie pośmiać. Przez tyle lat żadnemu innemu pisarzowi nie udało się stworzyć książki choćby odrobinę zbliżonej do serii Autostopem, która w tak zabawny, inteligentny sposób pokazywałaby prawdę o współczesnym człowieku i oparach otaczającego nas zewsząd absurdu.

Warto dodać tę książkę do swojej biblioteczki nie tylko z uwagi na to, że jest klasyczną, unikatową pozycją, którą każdy fan science-fiction znać powinien, ale także ze względu na jej wyjątkowo inteligentne poczucie humoru doprawione nutką absurdu. To wydanie, w twardej okładce i z obwolutą oraz świetnie pasującymi do treści rysunkami Janusza Kapusty będzie się elegancko prezentowało na każdej półce. Można je przeczytać zarówno dla czystej rozrywki, jak i potraktować nieco poważniej, jako powód do refleksji. Na co macie akurat ochotę! Rzecz jasna najlepiej z ręcznikiem pod ręką, a żinsto nikem w dłoni.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Tytuł: Restauracja na końcu wszechświata; Życie, wszechświat i cała reszta
Tytuł oryginału: The Restaurant at the End of the Universe; Life, the Universe and Everything
Autor: Douglas Adams
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Ilustracje: Janusz Kapusta
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

4 komentarze:

  1. Przyznaję, że zachęciłoby mnie to do przeczytania.... gdyby nie było dawno przeczytane ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna recka. Facet stworzył fenomenalne uniwersum absurdów, chociaż nie umiem oprzeć się wrażeniu, że w tomie I-szym pisał z większą pewnością siebie i miał jasno nakreślony cel fabularny, w II-im się to nieco rozmiękczyło i czasami miałem wrażenie, że postacie same nie wiedzą po co są ;)

    Z pozdrowieniami,

    Jared z LC ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To idzie falami - pierwszy, a potem trzeci tom są bardziej spójne fabularnie niż drugi. Ale wszystkie warto przeczytać, to absolutne unikaty fantastyczne :) I dziękuję za komplement :)

      Usuń