sobota, 23 maja 2020

Kraków tonie – „Powódź” Pawła Fleszara

Najwyższy czas przedstawić Wam jakiś kryminał i kolejnego debiutanta czyli Pawła Fleszara i jego osadzoną w Krakowie Powódź. I choć technicznie nie jest to jego pierwsza napisana i dostępna dla szerszej publiczności powieść, ta jako pierwsza została opublikowana przez oficjalne wydawnictwo. Jak zatem prezentuje się ta pozycja?




Gdy około czterdziestoletni żołnierz Kris dowiaduje się o rzekomo samobójczej śmierci swojego bliskiego przyjaciela z dzieciństwa Kuby, bierze tydzień urlopu i jedzie do Krakowa, by poprowadzić własne śledztwo w tej sprawie. I w miarę postępów dochodzenia dowiaduje się o dawnym kompanie coraz bardziej niepokojących rzeczy, w tym natarczywego sposobu bycia stosunku do kobiet i szemranych kontaktów. W poszukiwaniach prawdy pomagają mu siedemnastoletnia Marika i jej znajomy haker Kamil, wymienia także informacje z pewnym policjantem. I gdy fala powodziowa na Wiśle wzbiera, wyrządzając coraz większe szkody w mieście, świeżo uformowana drużyna trafia na trop starannie kamuflowanych przez sprawców obrzydliwych przestępstw i ściąga sobie na głowę śmiertelne niebezpieczeństwo...

Na uwagę zasługuje oryginalna forma powieści każdy rozdział zaczyna się bowiem od kartki z kalendarza oraz trzech tekstów w większości artykułów prasowych lub ze stron internetowych, jest także dyskusja na forum. Są one poświęcone sytuacji powodziowej w Krakowie, a także przestępstwom typu handel ludźmi, snuff czy też dark netowi, ale także samobójstwom i zgłaszaniem osób zaginionych. To zabieg ryzykowny, ale moim zdaniem w tym przypadku udany, bo publikacje łączą się z fabułą, dopowiadając lub wyjaśniając elementy, których nie ujawnił narrator. Dzisiejszy nie potrafiący utrzymać skupienia na jednym tekście czytelnik może być z tego zadowolony. Jestem ciekawa, czy taka hybrydowa forma jest przyszłością powieści kryminalnych i thrillerów.
 

Postaci w tej powieści są dość wiarygodne, bo autor wyposażył je zarówno w wady, jak i zalety. Stanowią też ciekawy konglomerat czterdziestolatek starszej daty z nadciśnieniem i dwoje młodych, Marika z rozlicznymi kontaktami i talentem autorskim oraz Kamil, gaduła znająca się na nowoczesnej technologii. Fabuła również jest poprowadzona dość sprawnie i ze względu na tajemnicza barkę, śledzenie podejrzanych oraz karkołomne zdobywanie dowodów może wciągnąć niejednego fana kryminałów. Opiera się także na pomyśle rozszyfrowania wskazówek zawartych w ostatnim liście Kuby, które może zrozumieć tylko Kris. Zaś dodatkowe smaczki w książce to liczne nawiązania muzyczne, np. do piosenek Cohena czy Deep Purple, żarty wojskowe, a także typowo krakowskie jedzenie typu fast food, które rzeczywiście można tam zjeść. Z pewnością udzieli się Wam zatem odrobina atmosfery tego miasta.

Z drugiej strony da się tu jednak odczuć ducha debiutanta nie wiem na przykład, jak ma na nazwisko główny bohater ani jak wygląda, i zajęło mi około 50 stron dojście do tego, czy jest policjantem, czy też żołnierzem. A w samej książce jest on nazywany tylko i wyłącznie Krisem, a zazwyczaj w kryminałach możemy liczyć na większą różnorodność pod tym względem. Uważam też, że pierwszy rozdział mógłby zamiast skakać od osoby do osoby nieco precyzyjniej scharakteryzować protagonistę. Autor robi to wprawdzie stopniowo później, ale przez to musimy zbierać sobie nawet te zupełnie podstawowe informacje o nim przez całą książkę. Sama fabuła zaś zawiera wiele elementów rodem z amerykańskich seriali kobietę krzyczącą na widok trupa, samotnego mściciela nieco w stylu noir (tu Krisa) z wspierającym go młodym hakerem, także finał jest oparty na znanych schematach. Zdziwiło mnie natomiast, że powieść ma redaktorkę, ale już nie korektorkę. I mam pewien niedosyt stylistyczny bo o ile elementy potoczne czy krótkie zdania sprawdzają się w dialogach, to już w samej narracji trzecioosobowej wypadają blado. Muszę tu przyznać, że język ulega nieco poprawie w miarę rozwoju wydarzeń, ale w moim odczuciu autor ma jeszcze w tej kwestii nad czym popracować.

Mimo to widać tu zacięcie reporterskie Pawła Fleszara, który na co dzień jest dziennikarzem sportowym, oraz jego intencję przybliżenia nam trudnych, ale ważnych tematów współczesnego świata, czyli zaginięć, handlu ludźmi, snuffu czy po prostu dark netu. Samą książkę czyta się dość przyjemnie, bo autor umie wykorzystać cechy charakterystyczne kryminału, by poprowadzić nas przez historię samozwańczego detektywa badającego podejrzaną śmierć przyjaciela. Reasumując, Powódź Pawła Fleszara to dość obiecujący debiut i myślę, że ma szansę wywołać u czytelników dreszczyk emocji i grozy.


Autor: Paweł Fleszar
Tytuł: Powódź
Wydawnictwo: Księży Młyn
Rok wydania: 2019

7 komentarzy:

  1. Rzadko sięgam po kryminały, ponieważ zbyt dużo się ich naczytałam. Ten wydaje się być ciekawy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Klimaty czytelnicze, w których chętnie się obraca, książkę będę mieć na uwadze. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam książkę i zgadzam się jest to dobrze zapowiadający się debiut. Dla mnie była za krótka.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki tego autora już od jakiegoś czasu przewijają mi się w przestworzach Internetu. Jednak jak na razie nie zamierzam po nie sięgać, bo jakoś na razie nie mam ochoty na jego powieści.

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam ochotę na lekturę tej książki, jednak zrezygnowałam z powodu niedoboru czasu – być może jednak kiedyś to się zmieni! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba juz wszyscy czytali te książkę. 😉

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam chyba początkiem roku i muszę przyznać, że jestem bardzo na tak :)

    OdpowiedzUsuń