sobota, 8 września 2018

Sekrety siódmej ze sztuk

Moi drodzy, z przyjemnością przedstawiam Wam moje odkrycie roku w kategorii epic fantasy, czyli Plagę olbrzymów Kevina Hearne'a. Sięgając po tę powieść nie spodziewałam się bowiem, że pochłonie mnie bez reszty, a jej bohaterowie, system magii i styl całkowicie oczarują. A zatem dlaczego jest to tak udany utwór?

Historia rozpoczyna się w mieście Pelemyn, które jako jedno z wielu ucierpiało w niespodziewanej inwazji zza morza, dokonanej przez dziwne tytułowe olbrzymy, ubrane głównie w kości. Bard Fintan ma za zadanie podtrzymać na duchu przybyłych tu z całej krainy uchodźców, a pomaga mu w tym jego kenning, czyli magiczne umiejętności związane z żywiołem ziemi – doskonała pamięć, wzmocnienie głosu, a także zmieniające wygląd iluzje. Dzięki tym ostatnim przemienia się w osoby, które rzeczywiście uczestniczyły w omawianych przez niego wydarzeniach, wzbudzając zachwyt słuchaczy. Z kolei były profesor uniwersytecki Dervan dostaje od swego władcy rozkaz spisania historii barda, by przetrwały one dla potomnych. I tak poznajemy głównego narratora powieści – starszego wdowca, który przyjął pod swój dach uchodźców, a przy okazji dostał też rozkaz szpiegowania Fintana, przysłanego przecież z innego kraju. Dzięki tym dwóm bohaterom krok po kroku, postać po postaci poznajemy ekscytujące historie z całego kontynentu zwanego Teldwen, które miały miejsce tuż przed lub już w trakcie wspomnianego wyżej najazdu. A rzecz jasna sześć nacji ma swoje problemy, o zasięgu bardziej lub mniej lokalnym – między innymi po wybuchu wulkanu spora grupa olbrzymich władających ogniem Hathrimów osiedla się bez pozwolenia na ziemiach Ghurana Nent, co jest nie w smak również sąsiadującym teraz z nimi szanującym przyrodę Fornom. 


Już od pierwszych stron uwagę zwraca przemyślany system magii, opierający się na czterech żywiołach, a także panowaniu nad roślinami i zwierzętami. Źródła mocy są nazywane kenningami, a ich użytkownicy uzyskują mistrzostwo w panowaniu nad wybranym aspektem wody czy ognia. I tak np. morsy pływowe potrafią kierować prądami, porośnięci korą i mchem zielonoręcy władają florą, a burze poruszają się na wietrze. Dowiadywanie się, co potrafią poszczególny użytkownicy magii jest z pewnością jednym z najbardziej emocjonujących elementów Plagi olbrzymów. Ponadto nadprzyrodzone moce moc mają tu zrównoważony mechanizm – szukając błogosławieństwa można bowiem stracić życie, zaś za nadludzkie wyczyny zapłacić wysoką cenę. Wpływają także na kulturę każdej krainy - istotne dla nich wartości, a także zwyczaje, np. pogrzebowe. Początkowo Teldwen zna pięć kenningów, z kolei odkrycie szóstego, czyli władzy nad zwierzętami, to jeden z głównych wątków tej powieści. Z czasem okazuje się jednak, że być może istnieje jeszcze siódmy...

Jeśli chodzi zaś o prowadzenie bohaterów, to Kevin Hearne niniejszym zajął w moim czytelniczym sercu miejsce George'a R.R. Martina (szczególnie po słabiutkim Tańcu ze smokami). Każda z postaci jest bardzo dobrze przemyślana, a dzięki pierwszoosobowej narracji poznajemy szczegółowo motywację każdej z nich. A ponieważ jest ich wiele, pochodzą z odmiennych krajów i kultur oraz używają innych kenningów, często prezentują sprzeczne ze sobą interesy, co znakomicie dolewa oliwy do fabularnego ognia. Do tego autor potrafi opisać ich przeżycia w taki sposób, że ich emocje stuprocentowo udzielają się odbiorcy. Różnorodność i złożoność postaci po prostu magnetyzuje!


Zachwyciła mnie też warstwa językowa – Kevin Hearne jest nauczycielem angielskiego i umiejętnie wykorzystał tu posiadaną wiedzę. Nie tylko wszyscy bohaterowie mają swój indywidualny styl wypowiadania się, ale także każda kraina ma bogaty zestaw zwrotów związanych ze swoim rodzajem magii oraz wartościami istotnymi w danym społeczeństwie. Na przykład skupiony wokół Pierwszego Drzewa Lud Fornu, pobłogosławiony Piątym Kenningiem, czyli władzą nad roślinami, wymienia się obelgami w stylu: ty kiszona kapusto, uśpione ziarno, pusta makówko. Gdy ktoś ogranicza ich możliwości, przycina im gałęzie, odważni zaś nie są z tych, co się kulą, gdy słońce ich oświetla, a gdy zbliża się niebezpieczeństwo, nie podoba im się, jak rozgałęzia się to drzewo. Nic więc dziwnego, że śledzenie wszystkich zawartych tu niuansów językowych sprawiło mi niewypowiedzianą przyjemność. Oprócz tego występuje też mowa najeźdźców, ku mojej uciesze przypominająca języki słowiańskie. Na razie poznajemy tylko kilka słów i informacje m. in. o szyku zdania, ale może w kolejnych tomach pojawi się coś więcej.

Jedynym słabszym aspektem są wątki polityczne – taki kontynent powinien mieć bowiem znacznie bardziej złożone relacje, jednak w powieści dzieje się tyle interesujących rzeczy, że można w ogóle nie zwrócić na to uwagi. Ponadto prowadzenie opowieści z perspektywy pojedynczych osób, znających tylko wycinek wydarzeń, nie do końca pozwala na pokazanie zaawansowania stosunków międzynarodowych. 

 Pierwszy cykl napisany przez Kevina Hearne'a to urban fantasy, którego głównym bohaterem jest  jest Żelazny Druid,  oto jego angielskie okładki. Rebis wydał całą tę serię po polsku.

Dzięki unikatowemu systemowi magii, czyli siedmiu kenningom, trójwymiarowym i zdeterminowanym bohaterom, a także bogatej warstwie językowej doprawionej szczyptą humoru Kevin Hearne niepodzielnie zawładnął moją czytelniczą wyobraźnią, sprawiając, że z niecierpliwością wypatruję kolejnego tomu trylogii Siedem kenningów, czyli Zarazy czarnoskrzydłych. (Autor jeszcze nie skończył jej pisać.) I mimo że wszystkie obecne tu elementy gdzieś już wcześniej napotkałam, Kevin Hearne łączy je w tak spójny, pomysłowy i emocjonujący sposób, że wprost nie mogłam oderwać się od lektury. Krótko mówiąc: Plaga olbrzymów to prawdziwa uczta dla każdego fantastycznego mola książkowego.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.

Autor: Kevin Hearne
Tytuł: Plaga olbrzymów
Tytuł oryginału: Seven kennings #1: A Plague of Giants
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2018

2 komentarze: