sobota, 27 stycznia 2018

W skórze myśliwego umysłów

Zachęcona znakomitym serialem Netflixa Mindhunter, postanowiłam sięgnąć po książkę na podstawie której został nakręcony. Dla ułatwienia nosi ona ten sam tytuł, a napisana została przez Johna Douglasa i Marka Olshakera. Pierwszy z nich to bardzo interesująca i znana postać – jeden z najsłynniejszych w Stanach Zjednoczonych śledczych, twórca stosowanego współcześnie profilowania kryminalnego. Jak zatem wypada literacki pierwowzór serialu, pierwotnie wydany w USA w roku 1995, i czy jest wart uwagi?

Rzecz jasna, choć poszczególne rozdziały mają swoje tytuły i przestawiają pasujące do nich historie różnorodnych przestępstw, to autobiografia rządzi się innymi prawami niż ekranizacja w odcinkach. Dlatego też większość wydarzeń nie jest uszeregowana chronologicznie, co jest zdecydowaną zaletą tej pozycji. Z Mindhuntera można dowiedzieć się naprawdę sporo: jak powstawały sposoby na tworzenie coraz dokładniejszych profili najgroźniejszych kryminalistów, na jakie typy można ich podzielić, jak można ich podpuścić, by dali się złapać, czym różni się modus operandi od sygnatury, jak psychopaci potrafią oszukać m.in. psychiatrów, by wyjść na wolność, a nawet jakim autem jeździli najczęściej seryjni mordercy z lat 70-tych i 80-tych. Oczywiście dostajemy sporą garść informacji o samym Johnie Douglasie – co robił, zanim trafił do FBI, a także jakie cechy charakteru i jaki sposób myślenia doprowadziły go i jego współpracowników do stworzenia nowego podejścia do łapania zabójców. Z tego względu ta autobiografia, choć napisana w pierwszej osobie, ma charakter bardziej profesjonalny niż osobisty, co dla mnie uczyniło ją bardzo ciekawą. 
 
 John Douglas prezentuje bardzo realistyczne i zdroworozsądkowe podejście do swojej pracy – możemy przekonać się, jak ważne są rzetelne podstawy i przygotowanie, zarówno do sporządzenia profilu, jak i przesłuchania potencjalnego sprawcy. Mój ulubiony rozdział jest zatytułowany Każdy ma swój zakrwawiony kamień, i traktuje o tym, że wszyscy mają jakiś słaby punkt, który można wykorzystać przeciw niemu. Trzeba tylko nauczyć się, jak to zrobić na podstawie faktów zebranych w danej sprawie. To zagadnienie jest zresztą znakomicie pokazane w serialu, i znacznie bardziej szczegółowo rozwinięte, niż w niniejszej autobiografii. Z kolei ekranizacja obejmuje tylko część wydarzeń i osób współpracujących z Johnem Douglasem, zupełnie inaczej pokazuje też jego relację z Pam. 


Mindhunter jest pozycją, której zdecydowanie nie da się przeczytać w jeden wieczór, maluje bowiem przejmujący obraz ludzi, którzy mimo świadomości, że coś jest złe, i tak decydują się na popełnienie zbrodni. Dowiadujemy się ponadto, jakie czynniki z przeszłości wpłynęły na ukształtowanie takiej postawy i motywacji, zatem zgodnie z obietnicą z tytułu i tylnej okładki rzeczywiście wchodzimy wraz z autorem do głów bestii. A lista spraw, o których pisze słynny twórca profili, jest tu naprawdę długa i różnorodna, od seryjnych morderców przez napady na bank, porywaczy, do stalkerów i bomberów. I jeżeli ktoś nie ma przy tym dreszczy, to może pewnego dnia znajdzie się w profilu przygotowanym przez następców Johna...

Nawet, jeżeli widzieliście serial, musicie wiedzieć, że obejmuje on jedynie niewielką część przypadków, które opisał w Mindhunterze główny bohater, i sądzę, że będziecie zaskoczeni, ile jest tu jeszcze materiału na kolejne sezony. Johna Douglas z zaangażowaniem opowiada o pracy, która stała się jego całym życiem, i po prostu nie sposób nie wciągnąć się w tę niezwykłą, jedyną w swoim rodzaju lekturę i nie kibicować autorowi w jego pionierskich poczynaniach. To z całą pewnością pozycja obowiązkowa dla miłośników, a także autorów kryminałów, zatem polecam tę z jednej strony inspirującą, z drugiej strony przerażającą historię łowcy zabójczych umysłów.

Tytuł: Mindhunter
Tytuł oryginału: Mindhunter: Inside The FBI's Elite Serial Crime Unit
Autor: John Douglas, Mark Olshaker
Tłumaczenie: Jacek Konieczny
Wydawnictwo: Znak Litera Nova
Rok wydania: 2017

piątek, 19 stycznia 2018

Patchwork z Ognistą Perłą

Pierwszy tom cyklu Kena Liu Pod sztandarem dzikiego kwiatu, zatytułowany Królowie Dary (o którym pisałam tutaj), rozbudził mój czytelniczy apetyt wobec kontynuacji, czyli recenzowanej tu Ściany Burz. Pragnęłam niezwłocznie przekonać się, jak charyzmatyczny Kuni i jego dwie inteligentne żony poradzą sobie z opanowaniem sytuacji, jak długo i jakimi metodami będą sprawować rządy. Fantasy rzadko bowiem opisuje czas pokoju po wygranej wojnie – pisarz postawił sobie tym samym poprzeczkę wyjątkowo wysoko. Jednak czy udało mu się wyjść zwycięsko z tego wyzwania?

Minęło sześć lat, od kiedy Kuni Garu zasiadł na tronie jako cesarz Ragin i ze wszystkich sił stara się stworzyć dobrze funkcjonujące państwo. Wymyślił między innymi specjalny system egzaminów dla kandydatów na urzędników państwowych, w których bierze udział nowa bohaterka, grająca pierwsze skrzypce w tym tomie – pracowita i błyskotliwa Zomi Kidosu, czyli Ognista Perła. Pochodzi ona z ubogiej rodziny, jej ojciec zaginął na morzu, miała jednak szczęście spotkać na swoje drodze wyjątkowego nauczyciela, dzięki któremu udaje jej się dotrzeć do ostatniego etapu trudnych testów. Tymczasem Noda Mi i Doru Solofi, niegdysiejsi królowie tirojscy, niezadowoleni ze swojej obecnej, nic nieznaczącej pozycji, przysięgają zniszczyć Tron Mlecza i zbierają coraz więcej popleczników, by przeprowadzić wielki bunt. A na dokładkę wspiera ich ktoś, komu Kuni bezgranicznie ufa. Zaś Luan Zya postanawia wyprawić się w nieznane rejony, aż za Ścianę Burz, która otacza wyspy Dary. Pragnie przekonać się, czy da się przekroczyć śmiertelnie niebezpieczną barierę i jakie terytoria się za nią znajdują. I nikt, nawet bogowie, nie spodziewa się, jak poważne będą konsekwencje tej decyzji i jakie niebezpieczeństwo sprowadzi na wszystkich Darzan... 
Ten tom dzieli się bardzo wyraźnie na dwie części – w pierwszej dominującym tematem jest budowa sprawiedliwego, dobrze funkcjonującego państwa, w drugiej zaś niespodziewane pojawienie się nowej, wrogiej siły. Początkowo wydarzenia toczą się powoli, poznajemy dokładniej szkoły filozoficzne Darzan, mit o uporządkowaniu czasu przez bogów – nadaniu miesiącom i latom nazw zwierząt i roślin, obserwujemy też rozgrywki polityczne, w których bardzo aktywny udział bierze Jia. Po pojawieniu się obcych historia zupełnie zmienia charakter – tempo i napięcie znacznie wzrastają, a Zomi i Théra, córka Kuniego, wraz z innymi uczonymi w pocie czoła pracują nad uzyskaniem choćby najmniejszej przewagi w rozpaczliwych działaniach wojennych...

Co mnie zaskoczyło, ten tom jest napisany zupełnie inaczej niż poprzedni – w dużej mierze opiera się na retrospekcjach, nie ma już pocztówek z wspaniale umotywowanymi postaciami, jest też niestety dużo mniej inspirujących cytatów. Tym razem w centrum uwagi są kobiety oraz ich rosnąca rola w społeczeństwie, a także efektowne, niezwykle pomysłowe, czasem wręcz zachwycające wynalazki, które autor opisuje w najdrobniejszych szczegółach. Ponadto pojawiają się pary homoseksualne, a wszystko to wzięte razem wprowadza bardzo współczesne nam rozważania. I to są mocne strony tej powieści. A ponieważ pisarz postanowił w tym tomie dać pole do popisu młodszym postaciom, najbarwniejsi starsi bohaterowie, na przykład Kuni Garu, tracą cały urok i ikrę, które mieli wcześniej. Z kolei zachowanie Jii wzbudziło moje zdumienie i nie byłam w stanie zrozumieć jej pobudek. Zbyt wiele rozwiązań fabularnych w tej części to deus ex machina, nawet, jeżeli niektóre wynikają z działań bogów, są na granicy prawdopodobieństwa i w moim poczuciu psują logikę opowieści.

Z przykrością muszę stwierdzić, że ten tom sprawił mi dużo mniejszą przyjemność niż poprzedni. I o ile nie dziwię się, że Ken Liu nie dał jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak zbudować sprawne i sprawiedliwe państwo, to żałuję, że stare postaci musiały ustąpić pola nowym, w nie zawsze eleganckim stylu, znikło przy tym rzetelne budowanie ich motywacji i głębi psychologicznej charakterystyczne dla poprzedniej części, a na pierwszy plan wysunęło się zaskakiwanie czytelnika nowymi wynalazkami i zwierzętami. Nawet, jeśli ta historia jest lepsza od przeciętnego fantasy, ja nie wpisuję jej na listę ulubionych opowieści. Mimo że wyobraźnia autora jest zaiste niezwykła, i Ściana Burz z pewnością spodoba się niejednemu fanowi technologicznego fantasy, zabrakło mi w tej powieści wewnętrznej spójności, zamiast pięknego gobelinu z kwitnącymi mleczami dostałam do ręki kolorowy, jakby naprędce pozszywany patchwork z Ognistą Perłą w centrum.

Autor: Ken Liu
Tytuł: Ściana Burz
Tytuł oryginału: The Wall of Storms
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2017

czwartek, 11 stycznia 2018

Pocztówki z mleczem i chryzantemą

Zaciekawiona sporą liczbą chińskich pisarzy nominowanych w ostatnich kilku latach do amerykańskich nagród literackich Hugo i Nebuli, postanowiłam sprawdzić, jaki fenomen kryje się za popularnością autorów z Państwa Środka. Mój wybór padł na Kena Liu, który w wieku 11 lat przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdzie obecnie zajmuje się tłumaczeniem chińskich książek na język angielski oraz pisaniem własnych utworów. To właśnie on przełożył Problem trzech ciał Cixina Liu, pierwszą nieanglojęzyczną pozycję, która w 2015 roku została uhonorowana Hugo. Królowie Dary to pierwszy tom serii fantasy Pod sztandarem dzikiego kwiatu, nominowany do wyżej wspomnianej nagrody w 2016 roku.

Książkę otwiera Cesarska Parada, która ma przypominać mieszkańcom sześciu królestw Dary podbitych przez Xanę o potędze ich jedynego władcy. Uroczystości psuje jednak zamach na imperatora Mapidéré – Luan Zya, skrytobójca na latawcu, podpala pagodę tronową i prawie udaje mu się pozbawić życia samego cesarza. Nie wszyscy są bowiem zadowoleni z panującego od ponad 15 lat stanu rzeczy i zjednoczenia wszystkich państw pod jednym sztandarem. I tak Mata Zyndu, ponad dwumetrowy nastolatek z podwójnymi źrenicami i jego wuj Phin Zyndu, pragną zemścić się za pozbawienie ich rodu tytułów, wpływów i majątku o odzyskać panowanie nad Cockru. Kolejny bohater, Kuni Garu, to uroczy nieudacznik i kombinator, z łatwością zdobywający serca ludzi, który zostaje wyrzucony zarówno z domu, jak i z akademii, w której się uczył. Dopiero poznanie córki burmistrza - Jii Matizy, charakternej rudowłosej zielarki, powoduje, że Kuni postanawia przemyśleć swojej postępowanie w kilku aspektach. Zaś wszyscy mieszkańcy Dary wierzą w znaki i wróżby, i że to bogowie decydują o ich losach. Każda kraina ma bowiem swojego nadprzyrodzonego opiekuna (czasem nawet dwójkę – bliźniaczki Kanę od ognia i Rapę od lodu), którzy wiele lat temu zeszli na ziemię i walczyli w Wojnach Diaspory, jednak gdy zorientowali się, jakie poczynili spustoszenia, przysięgli, że nigdy więcej nie będą osobiście ingerować w sprawy śmiertelników. Co wcale nie oznacza, że nie toczą między sobą gry i nie podszeptują swoim wybrańcom, co mogliby zrobić.

Tymczasem cesarz Mapidéré umiera, a jego miejsce zajmuje małoletni, całkowicie nieudolny Erishi. I gdy kolejni bohaterowie powieści, Kuno Krima i Zopa Shigin orientują się, że ze względu na ciągle opady za nic w świecie nie dotrą w wyznaczonym terminie na miejsce budowy mauzoleum ojca obecnego władcy, a co za tym idzie ich rodziny i oni poniosą karę śmierci, postanawiają wystąpić przeciwko jednolitej władzy i poprowadzić rebelię. Od tego czasy wydarzenia toczą się lawinowo i całą Darę ogarnia pożoga...


Zatytułowałam niniejszą recenzję Pocztówki z mleczem i chryzantemą ze względu na sposób, w jaki napisana jest omawiana przeze mnie powieść – prawie każdy rozdział to historia z jednym, centralnym bohaterem, którego sposób myślenia i system wartości malowane są przez autora w najdrobniejszych szczegółach. Ułatwia to wszechwiedzący, trzecioosobowy narrator, dzięki któremu możemy w pełni zrozumieć motywację poszczególnych postaci. Tylko jeden rozdział, z listami pomiędzy rozdzielonymi małżonkami, jest wyjątkiem od tej reguły. Co ciekawe, obeznanie narratora dotyczy tylko śmiertelników – zamiary bogów bowiem poznajemy tylko i wyłącznie w ich rozmowach, które regularnie przeplatają prezentowane tu wydarzenia. Taka formuła ma zarówno zalety, jak i wady – Ken Liu pokazuje bowiem, że potrafi tworzyć wiarygodne, dające się lubić i nienawidzić jednostki, z drugiej strony rozdziały są niestety dość krótkie, a powtarzanie identycznej formy w przypadku kolejnej osobistej historii może się po prostu czytelnikowi przejeść. Rzecz jasna mlecz i chryzantema to symbole dwóch niezwykle istotnych w tej historii bohaterów.

Ogromnie przypadły mi do gustu elementy strategii wojskowej – w świecie, w którym używa się armii lądowej, statków morskich, jak i sterowców, w krainach z rozwijającą się techniką, wojnę można toczyć na bardzo wiele sprytnych sposobów, nie zdradzę rzecz jasna pomysłów poszczególnych bohaterów, przekonajcie się sami, jak wygrywają starcia. Drugim przepysznym elementem są rozważania na temat organizacji państwa – czy powinno się zjednoczyć wszystkie ziemie Dary i jakie to ma zalety i wady dla zrównania szans ludzi, jak i ogólnie rozumianego rozwoju kraju. Z przyjemnością poznawałam różnorodne punkty widzenia kolejnych bohaterów i ich działania, by te pomysły wprowadzić w życie. W wielu przypadkach autor po mistrzowsku pokazuje, jak ich ideały stopniowo upadają. Trzecim łakomym kąskiem są dające do myślenia powiedzenia i przysłowia, książka jest po prostu kopalnią inteligentnych cytatów. Oto moje ulubione: Dla zemsty nawet królik może się nauczyć bycia wilkiem (s.29); Jaskrawy i wytrwały kwiat nie kwitnie w cieniu (s.44); Ptak potrzebuje i długich, i krótkich piór, by móc latać (s.60); Granica między perfekcją a złem często nie istnieje (s.68); Starzy przyjaciele są jak stare ubrania: pasują najlepiej (s.326); Żadna świnia nie przestanie kochać błota (s.335); Każdy czyn można interpretować na wiele sposobów i liczy się ich odbiór, nie intencja (s.365). Są wypowiadane w sytuacjach, gdy jeden bohater chce zmotywować drugiego do działania, ale także jako myśli postaci podsumowujące bieżące wydarzenia.

Muszę przyznać, że rzadko zdarza się, by książka fantasy dawała tyle powodów do refleksji, co Królowie Dary Kena Liu. To niezwykła opowieść o starciu ideałów z prawdziwym życiem, o nieustannej bitwie różnych filozofii, trudności przekucia teorii w praktykę, o narodzinach i śmierci przyjaźni, to kronika wpływu władzy na niegdyś dobrych ludzi, konfliktu pomiędzy celami jednostki a całego społeczeństwa. Zatem gorąco polecam tę kolorową, wartko toczącą się historię pieczołowicie zbudowanych, wiarygodnych postaci jedynie lekko popychanych przez wspierających ich bogów Siedmiu Królestw. I niezwłocznie biorę się za lekturę kolejnego tomu serii pt. Ściana Burz.

Autor: Ken Liu
Tytuł: Królowie Dary
Tytuł oryginału: The Grace of Kings
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2016

czwartek, 4 stycznia 2018

Carrison ujawniony

Pamiętnik księżniczki, autobiografię autorstwa znanej wszystkim z Gwiezdnych Wojen, zmarłej rok temu Carrie Fisher, dostałam jako jeden z prezentów książkowych pod choinkę. I utwierdził mnie on w przekonaniu, że nie warto poświęcać zbyt wiele czasu pozycjom napisanym przez celebrytów. Mimo tego, że aktorka po raz pierwszy uchyliła rąbka tajemnicy dotyczącej jej romansu z Harrisonem Fordem, i obficie dzieli się towarzyszącymi jej wtedy emocjami, nie znalazłam w tej pozycji nic, co wyróżniałoby ją od innych tego typu i uczyniło wartą polecenia.

Carrie zaczyna od podania garści informacji o roku 1976, a także o swojej sytuacji w tym czasie, tuż po zagraniu pierwszej roli w filmie Szampon. Następnie opowiada o kręceniu słynnej trylogii: o nieco przypadkowym, a tak brzemiennym w skutki wyborze fryzury Lei, z jakim nastawieniem weszła na plan filmowy, a także – co zainteresuje pewnie największą ilość czytelników – jak doszło do romansu z Harrisonem Fordem i jak on przebiegał. Aktorka odsłoniła się do tego stopnia, że opublikowała tu też swój pamiętnik z czasów pracy nad oryginalnymi Gwiezdnymi Wojnami, który objętościowo stanowi około 1/4 książki. Wyłania się z niego obraz bardzo emocjonalnej, nieznającej swojej wartości dziewczyny, która zakochała się całkowicie destrukcyjnie i bez pamięci. Ręka w górę, kto jako nastolatek nie pisał pamiętnika i białych wierszy, kiedy pierwszy raz stracił dla kogoś głowę. Pod tym względem młoda celebrytka nie różniła się niczym od osób w podobnym wieku. 


W kolejnej części, poświęconej temu, co działo się po wejściu do kin znanej trylogii, jest na szczęście nieco więcej poczucia humoru – poznajemy bowiem zabawne historie związane z promocją filmów, np. o rozdawaniu autografów i o tym, jak potrafią zachować się fani. Cała opowieść (oprócz pamiętnika) prowadzona jest językiem mówionym, i niestety tłumaczka nie wszędzie poradziła sobie ze spolszczeniem nieformalnych amerykańskich zwrotów, co nieco przeszkadza w zrozumieniu toku myśli autorki. Pojawia się na przykład słowo nocowanka (w oryginale najprawdopodobniej angielskie crash albo sleepover, oznaczające nocowanie u kogoś), które nie brzmi w naszej ojczystej mowie zbyt naturalnie. Dziwi mnie też, że sama Fisher mówi wielokrotnie o science-fiction, choć Gwiezdne wojny to space fantasy, jak głosi podtytuł scenariusza.

Z tej książki z pewnością dowiecie się, jakie piętno odcisnęła księżniczka Leia na całym życiu Carrie. Przy czym autorka, ze wszystkimi swoimi słabościami i zaletami, jawi się jako osoba nie tak odmienna od każdego z nas. Ja w czasie lektury miejscami czułam, jakbym wchodziła z butami w jej życie, a po zakończeniu czytania przez jakiś czas towarzyszyło mi lekkie przygnębienie. Pamiętnik księżniczki maluje bowiem raczej smutny portret aktorki, która z powodu swojej sławy musi dzielić się z innymi swoją intymnością. Jedno jest pewne – wolę karmić swoją wyobraźnię fikcyjnymi historiami niż tymi z życia wziętymi. Wyjątek zrobię tylko dla Mindhuntera, który już czeka na półce.

Tytuł: Pamiętnik księżniczki
Tytuł oryginału: The Princess Diarist
Autor: Carrie Fisher
Tłumaczenie: Monika Skowron
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Rok wydania: 2017