sobota, 15 czerwca 2019

Gdzie anioł nie może, tam Czorta pośle – R. Zelazny „Aleja Potępienia”

Trzecia część serii poświęconej klasycznym pozycjom literatury fantastycznonaukowej Wehikuł czasu zatytułowana jest Aleja Potępienia, a swoją premierę miała w 1968 roku. Jej autor, Roger Zelazny, znany jest przede wszystkim z jednego z najbardziej pomysłowych cykli fantastycznych, czyli Amberu. Opisywana tu przez mnie powieść została napisana w konwencji postapokalipsy, dlatego też zawiera wiele elementów, bez których ten gatunek obejść się po prostu nie może. 

Głównym bohaterem utworu jest dwudziestopięcioletni Czort Tanner, aspołeczny osobnik o zupełnie zrujnowanej reputacji, posiadający jedną jedyną zaletę, a mianowicie bycie znakomitym kierowcą, potrafiącym wykaraskać się z każdych tarapatów. Poznajemy go w momencie, gdy aresztuje go rząd Kalifornii i daje mu do wyboru: pojechać do Bostonu i dowieźć tam lekarstwo na zarazę, albo stanąć przed organem sprawiedliwości, z perspektywą nawet kary śmierci. Chcąc nie chcąc Czort godzi się zatem odbyć kilkuset kilometrową podróż niemal nieprzejezdną autostradą, zwaną Aleją Potępienia, a do dyspozycji dostaje opancerzony i wyposażony w cały arsenał broni pojazd. Towarzyszą mu jeszcze dwa podobne samochody, a perspektywa jest niewesoła: po drodze leżą bowiem skażone radioaktywnie tereny i zepsute mosty, zamieszkują niebezpieczne społeczności, a także ogromne, zmutowane zwierzęta. 



Z jednej strony znajdziecie tu wszystko, co tworzy gatunek poastapo: śmierdzących, samotnych, pokrytych pyłem twardzieli bez skrupułów na i w swoich wielkich, uzbrojonych po zęby maszynach, okrutne gangi czy grupy ludzi próbujące przetrwać i żerujące na wszystkim, co się tylko da, śmiertelne choroby, czy też wymarłe miasta i miasteczka. No i oczywiście podróż i pościgi oraz efektowne bijatyki i strzelaniny, a do tego atmosfera utraty wielu zdobyczy cywilizacji oraz braku nadziei na przyszłość. Pojawia się także jeden z najbardziej klasycznych elementów, czyli misja uratowania świata – tu państwa skupionego wokół Bostonu przed śmiercią z powodu choroby.

Jedna z angielskich okładek, źródło:
dostęp 14.06. 2019

Z drugiej Zelazny nie byłby sobą, gdyby do podstawowych wyznaczników gatunku nie dodał bardziej oryginalnych aspektów. Po pierwsze, bohater jest siódmym dzieckiem swoich rodziców i ma na imię Czort, ale należał kiedyś do gangu Aniołów. Już same te nazwy własne każą nam zastanawiać się nad jego prawdziwą naturą, sam bohater mówi zaś: Po prostu nie podoba mi się myśl, że wszystko może stać się jak ta Aleja – wypalone, popieprzone, pełne gówna (s. 82). Nie jest więc tak jednoznaczny, jak stara się usilnie zrobić wrażenie. I, co ciekawe, za młodu chciał być zaś operatorem Wielkiej Maszyny Świata, naprawiać ją i dbać o nią. A tymczasem ludzie zniszczyli ją w przeciągu trzech dni, odpalając arsenał atomowy. To rzecz jasna zgrabna metafora tego, jak bardzo możemy zaszkodzić Ziemi, która daje czytelnikowi do myślenia, jak daleko mogą pójść konsekwencje, jeśli nie będziemy postępować odpowiedzialnie. Kolejnym interesującym elementem jest zdanie, które zajmuje aż dwie i pół strony, opisując scenerię bez intrygi i postaci (s. 179), z bezpośrednim zwrotem do czytelnika oraz bogatym zestawem środków stylistycznych obrazujących chaotyczny stan naszej planety, które robi piorunujące wręcz wrażenie. I znów zachęca do przemyśleń.

A tak wygląda najstarsza polska okładka: 
 


Nie przepadam za postapokalipsą, bo zazwyczaj skupia się na powtarzalnych scenach akcji i pokazaniu ponurego i niebezpiecznego świata, a także ponieważ trudno zaproponować w niej coś nowego i pokazać czytelnikowi pola do refleksji. Tak więc mimo że Aleja Potępienia może pozornie wydawać się najsłabszą w serii Wehikuł czasu, to jednak dzięki inteligencji autora i intrygującym elementom wzbogacającym konwencję wcale tak się nie dzieje. Roger Zelazny nawet w schematycznym gatunku ma do dodania coś od siebie, coś, co może mocno wwiercić się w świadomość czytelnika – nie tylko śmiertelnie groźną, zniszczoną Ziemię, ale przede wszystkim to, że każdy może coś na niej zmienić, podejmując wysiłek jak główny bohater. A zatem jako zadeklarowana antyfanka postapo mogę Wam śmiało polecić tę pozycję – bo kryje się w niej nieco więcej, niż w innych przedstawicielach tego gatunku.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis.

Autor: Roger Zelazny
Tytuł: Aleja Potępienia
Tytuł oryginału: Damnation Alley
Tłumaczenie: Zbigniew A.Królicki
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2019

9 komentarzy:

  1. Tego nie czytałem, ale jak najbardziej wierzę, że Żelazny i z postapo potrafił zrobić coś bardzo oryginalnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam literaturę postapo i dystopie, także to coś zdecydowanie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem lubię przeczytać coś w takim klimacie :) chętnie zapisuję tytuł na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z postapo miałam póki co tylko do czynienia z Gołkowskim i jego Komornikiem, więc chętnie sięgnę po "Aleję Potępienia" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubie postąpi, więc chętnie sięgnę, zwłaszcza, że dawno nic już nie czytałam takiego 😁

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam nic z motywem postapo i raczej nie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mój typ literatury! :) ale dla fanów może być czymś ciekawym!

    OdpowiedzUsuń
  8. Za tym autorem akurat nie przepadam, ale zraziłam się do niego jeszcze w liceum.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niebawem będzie to i moja lektura! Póki co Zelaznego znam z jednej książki, którą stworzył z Philipem Dickiem, zobaczymy, czy solo też mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń